Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banan. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 marca 2018

Serniczki bananowe z karmelem bananowym


A miałam upiec chlebek bananowy!
Zamarzył mi się taki, do śniadania, z grubą warstwą masła orzechowego, popijany gorzką kawą i...
... cóż miałam począć, kiedy już drugi tydzień słyszałam:
''A może upieczesz na weekend sernik?''.


Specjalnie odłożony na taką okazję bardzo dojrzały banan, piętrzył się w pilnie strzeżonej misce na owoce.
''Nie zjedz mi tego banana jak wrócisz z pracy - to na chlebek bananowy, na sobotę!''

Chlebek czy sernik? Sernik czy chlebek?
A może tak...oba?
Tylko coś bardziej w wersji mini...
Bananowe serniczki!
To był prawdziwy strzał w dziesiątkę!
Ba! Nawet i w jedenastkę, bo serniczków wychodzi dokładnie tyle! :)


Uwielbiam takie leniwe, weekendowe chwile, gdy po prostu w piżamie i kapciach, niespiesznie mogę delektować się ulubionym ciachem i kawą w towarzystwie najwspanialszej osoby, która...tak samo jak ja, najbardziej z ciast jednak kocha serniki. :)
A co (które ciasto) Was najbardziej uszczęśliwia?

Serniczki bananowe z karmelem bananowym
/11 serniczków/
(składniki na sernik powinny być w temperaturze pokojowej)

spód ciasteczkowy:
  • 9 ciasteczek pełnoziarnistych
  • 3 lyżki masła
Ciasteczka zblendować na piasek, połączyć z roztopionym masłem i wyłożyć taką masą dno papilotek, umieszczonych w natłuszczonej formie do pieczenia muffinek, wyrównać i podpiec przez 5 minut w 160 stopniach, wyciągnąć i przygotować masę serową.

masa serniczkowa:
  • 400 g sera zmielonego na sernik ( u mnie ''Mój Ulubiony'' z Wielunia )
  • jeden, bardzo dojrzały banan
  • 1 duże jajko
  • cukier wanilinowy
  • 1/2 szklanki brązowego cukru trzcinowego
  • szczypta soli
Wszystkie składniki na sernik dodać do miski i zblendować na gładko. Wyłożyć masę na podpieczony, ciasteczkowy spód, wyrównać.
Piec przez 15 minut w 360 stopniach, po upieczeniu wyjąć z piekarnika, ostudzić i schłodzić przez kilka godzin lub najlepiej całą noc w lodówce, nazajutrz (lub po kilku godzinach) zrobić sos karmelowy.

sos karmelowy z bananami:
  • 2 łyżki masła
  • 1/4 szklanki trzcinowego cukru
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1 banan, pokrojony na grubsze plasterki
Masło roztopić w garnuszku na małym ogniu, do roztopionego dodać cukier i cynamon, wymieszać do rozpuszczenia się cukru, zdjąć z ognia i dodać banana. Wymieszać delikatnie tak, by banan się nie rozpadł. 
Nakładać karmel na schłodzone serniczki i jeść od razu lub schłodzić kolejną chwilę w lodówce. :) 


niedziela, 20 sierpnia 2017

Nocna owsianka z masłem orzechowym i bananem


Zazwyczaj na śniadanie jemy...kanapki!
Od czasu do czasu, mobilizujemy się jednak by zrobić coś bardziej ''wymagającego''; jak naleśniki, gofry czy...owsianka!  ;)


Ta nocna owsianka wymaga od Was jedynie wymieszania kilku składników wieczorem, by...
już rano cieszyć się takim pysznym śniadaniem! :)
Proste, prawda? 
A jakie to dooobreee!
Dla wszystkich miłośników masła orzechowego, bananów no i...owsianki. ;)
Wspaniałe rozpoczęcie nowego tygodnia


Nocna owsianka z masłem orzechowym i bananem
/2 porcje/

mokre składniki:
  • 1 banan
  • 1/4 szklanki jogurtu greckiego
  • 1 łyża miodu
  • 2 łyżki masła orzechowego (u mnie kremowe)
  • 3/4 szklanki dowolnego mleka
  • łyżka cukru wanilinowego
suche składniki:
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżka chia
dodatkowo, na wierzch:
  • plasterki banana
  • masło orzechowe
  • posiekane orzeszki ziemne
Banana rozgnieść w misce, dodać do niego wszystkie, pozostałe mokre składniki, wymieszać.
Dodać suche składniki, wymieszać ponownie, przełożyć do dwóch mniejszych miseczek, przykryć folią aluminiową i odstawić na noc (lub na 2 godziny) do lodówki.
Rano dodać na wierzch plasterki banana, łyżeczkę masła orzechowego i posiekane orzeszki ziemne. :)
 

czwartek, 1 września 2016

Koktajl bananowo-porzeczkowy - na wakacyjny wrzesień! :)


1 września - 6 dni do wakacji.

Jeszcze poranki są ciepłe, takie letnie, jeszcze przed chwilą był środek wakacji, dzieci sąsiadów nie chodziły spać po dobranocce i ciemno robiło się (za)późno.
Wieczorami za to marzną mi ramiona, kiedy poplątana słuchawkami idę na autobus, a noc jest wszędzie tak mocno i bardzo, że chcę tylko koca i herbaty zielonej, a najlepiej gorącego kakao, bo takie najbardziej smakuje jesienią...

...ale stop! Przecież wciąż mamy lato, jeszcze tych kilka gorących dni, parę nadziei i wakacje, które dopiero się zaczną! :) 
Wyjeżdżam, wracam u schyłku lata, na dzień przed rozpoczęciem mojej ulubionej pory roku.
Na śniadanie, zamiast gorącej herbaty, wciąż piję koktajl z dodatkiem ostatnich, letnich owoców, na przekór przetrzymując lato. :)



Wy także możecie zatrzymać swoje wakacje!
Taki koktajl to świetny pomysł na zdrowe, pyszne śniadanie w pierwszych dniach września!
Dzięki niemu, Wasze lato będzie trwać jeszcze dłuugo, duuugoo, a Wy, nawet chodząc do szkoły, wprawicie się w radosny, wakacyjny klimat od samego poranka. :)



Koktajl bananowo-porzeczkowy
/1 porcja - ok 300 kcal/

  • 220 ml maślanki
  • 1 mały banan (najlepiej wcześniej zamrożony, koktajl będzie bardziej gęsty)
  • duża garść (ok. 80 g) czerwonych porzeczek - mogą być mrożone
  • dwie łyżki mleka - pcjonalnie, do uzyskania odpowiedniej gęstości
  • opcjonalnie cukier do smaku - u mnie 2 łyżki trzcinowego
Wszystkie składniki wrzucić do misy blendera, zmiksować, przelać do szklanki i pić schłodzony. :)



         

niedziela, 21 lutego 2016

Smoothie bananowe z masłem orzechowym - energia na start ;)

W moim życiu największymi dobroczyńcami okazały się 
podróże i sny.
Nikos Kazantzakis


Zaczęło się miesiąc temu, może dwa.
Niewyobrażalna potrzeba ucieczki, podróży, bycia w drodze.
Nosiło mnie, ściskało w środku i z utęsknieniem spoglądało na kolejne empikowe półki książek podróżniczych czy oferty tanich lotów gdziekolwiek.
Ulubionym zajęciem w przerwie od pracy, stało się notoryczne sprawdzanie pogody w Londynie i Glasgow, jakby od tego zależało więcej, niż wybór obuwia pomiędzy czarnymi butami za kostkę, a parą vansów. 
Promocja, impuls, zbieg wydarzeń.
Kupiłam bilet, nie jeden lecz trzy, a właściwie cztery, bo jeden na wymarzony koncert, gdzieś na drugim końcu londyńskiego przedmieścia.
Co z tego, że nie znam miasta, w metro zawsze miałam jakiegoś rozgarniętego przewodnika, a zgubić potrafię się nawet na wrocławskim rynku.
Postanowione, zakupione, lecę, jadę, gubię się i...
jestem przeszczęśliwa (i kompletnie nie rozumiem, czemu autokorekta podkreśla mi to słowo :D). :)
Poranki najchętniej spędzam w łóżku planując, marząc, śniąc...i czytając o alternatywach trasy z lotniska do centrum.
A, no i oczywiście jedząc pyszne śniadanie. 
Uwielbiam te niespieszne chwile, kiedy rano mam więcej czasu, by do jedzenia zrobić coś więcej niż klasyczne kanapki. 
Domowe, świeżo-zmiksowane, zimne smoothie chodziło za mną od dawna.
Mocno bananowe, z dodatkiem masła orzechowego, gęste i sycące... 
...wręcz śniadanie idealne!
Smoothie jest tak traściwe (i tak pyszne!), że właściwie samo w sobie może już stanowić odrębny posiłek.
No, chyba, że ktoś, tak jak ja, bez kanapek się rano nie obejdzie - wtedy niezastąpione są wafle ryżowe. ;)
Pyszne (i zdrowe!) śniadanie, głowa pełna planów, słońce za oknem, marzenia do spełnienia...czy można lepiej zacząć dzień? :)
Smoothie bananowe z masłem orzechowym
/1 duże smoothie - niecały słoik, jak na zdjęciach/
(wartość energetyczna napoju - ok. 500 kcal)
  • 1 duży, zamrożony (!) banan - banana mrozimy najlepiej dzień przed, lub ok 2 godz. przed zrobieniem koktajlu
  • 50 g masła orzechowego (najlepiej crunchy, z kawałkami orzeszków)
  • 200 ml zimnego mleka (u mnie 2%)
Składniki wrzucamy do dzbana blendera i miksujemy do momentu, aż zamrożony banan się zmiksuje, jednak nie za długo, by koktajl był odpowiednio gęsty. :)
Przelewamy do słoika/szklanki i pijemy na zdrowie. <3


                    

niedziela, 8 marca 2015

Koktajl bananowo-truskawkowy - na Dzień Kobiet, zamiast kwiatka

Ja wiem, że są tacy, którzy bojkotują Dzień Kobiet, bo to takie komunistyczne narzędzie propagandowe i jak długo będzie się pozwalać na jego celebrację, tak długo kobiety będą ciągle czuć się uciskane no i w ogóle.
Ja się trochę śmieję (choć nie wiem, czy powinnam), ale dla mnie, osoby urodzonej w latach 90tych, Dzień Kobiet był od zawsze świętem podobnego kalibru, co dzień Babci, dzień Nauczyciela, czy dzień Matki Boskiej Zielnej (choć to jeden z tych przykładów, kiedy 'dzień' zamienia się w 'święto').
Tu i tu się daje kwiatki i niezobowiązującą formułkę ''Wszystkiego najlepszego'', tak czarującą, jak uścisk ręki prezesa. 
Oczywiście, jeśli nie bojkotuje się święta. 
Jednak niezależnie od poglądów, zamiast oklepanego kwiatka, zawsze dobrze zrobić swej kobietce...owocowy koktajl - nie tylko od święta! ;)
Podany w butelkowym wazoniku (niczym kwiat!), będzie uroczą, pomysłową niespodzianką, no i nikt nie zarzuci komunistycznych zapędów(...).
No Panowie, do dzieła! :)

Koktajl bananowo-truskawkowy, to moja ulubiona wersja owocowego koktajlu.
Do jego przygotowania zawsze używam, dojrzałych, zamrożonych bananów, bo dzięki temu napój jest gęsty, słodszy i...dłużej pozostaje zimny.
Z dodatkiem pierwszych, (jeszcze jakiś marokańskich-hiszpańskich) truskawek i gęstego jogurtu greckiego, delikatnie słodzony miodem...
Owocowy, gęsty, pożywny - idealny na drugie śniadanie, lekką kolację lub...Dzień Kobiet. :)

Koktajl bananowo-truskawkowy
/1 porcja/
(wartość energetyczna koktajlu - ok. 250 kcal)

  • 1 dojrzały banan, obrany, pokrojony na kawałki i zamrożony (minimum 3 godziny przed przyrządzeniem koktajlu)
  • ok. 120g truskawek, umytych, odszypułkowanych, pokrojonych na mniejsze kawałki
  • 30g jogurtu greckiego
  • 30 ml mleka
  • 1 łyżka płynnego miodu - ew. cukru/słodzik
Wszystkiego składniki umieścić w kielichu blendera i zmiksować na koktajl. :)
Pić od razu, najlepiej smakuje schłodzony. :)

niedziela, 22 lutego 2015

Pancakes - tradycyjne, amerykańskie naleśniki

Aż trudno uwierzyć, że do tej pory nie smażyłam najzwyklejszych, tradycyjnie amerykańskich naleśników, znanych powszechnie jako ''pancakes''
Tym bardziej, że ich przygotowanie nie jest ani trudne, ani wymagające jakiś tam fikuśnych składników - od naszych polskich naleśników różni je jedynie dodatek proszku do pieczenia oraz...gęstość ciasta!
No i pczywiście to, że zamiast zwijać je w ruloniki/trójkąty/pakieciki układamy z nich słodką, naleśnikową wieżyczkę...najlepiej hojnie polaną syropem klonowym*. :)
*do tej pory nie próbowałam syropu klonowego, więc nie wiem, czy pancakes z ich dodatkiem serio jest takie świetne, jak rekomendują Amerykanie (notabene, polecający także dodatek bekonu do placków...)
Niemniej jednak, placuszki skropione zagęszczonym mlekiem słodzonym (popularnym jako ''mleczko w tubce'') są również zacne. :) 
Ku większej, przy-weekendowej rozpuście, placki można przełożyć czekoladowym serkiem (bądź nutellą!) i plasterkami owoców, jak uczyniłam to ja. :3
Z syropem czy bez - polecam, na niedzielne śniadanie! <3

Pancakes - amerykańskie naleśniki
/2 porcje - ok. 8-10 placków/
(wartość energetyczna porcji, bez dodatków - ok 400 kcal)

  • 1 szklanka mąki
  • 1 jajko
  • 180 ml mleka
  • 40 g roztopionego masła
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1,5 łyżki cukru wanilinowego (można dać zwykły i odrobinę waniliowego aromatu)
  • szczypta soli

Mąkę przesiać do miski.
Przesianą mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Następnie roztrzepać jaja, połączyć z mlekiem i masłem, dodać do mąki.
Smażyć na suchej patelni, podawać z ulubionymi dodatkami. :)

niedziela, 1 lutego 2015

Chleb wiktoriański, mleczny - na dobry, krótki luty

Nie ma nic bardziej kojącego niż zapach wypieku domowego chleba.
No, może jeszcze poza pierwszymi, słonecznymi promieniami, w chłodny, zimowy poranek.
Przymrużam powieki i z nadzieją wystawiam policzki do słońca, jednak to dopiero (i już) luty.
Bardziej niż kiedykolwiek tęsknię za wiosną, by w końcu ogrzać zmarznięte dłonie, które od miesięcy romansują w parze z puchowymi rękawiczkami. 

Tymczasem, ''nim przyjdzie wiosna, nim miną mrozy...''
piekę wieczorem chleb, o miąższu tak puszystym i mlecznym jak śniegowy puch,
i chrupiącej skórce jeszcze ciepłej, pomarańczowej i jakby słonecznej.
Kojący, zimowy poranek z widokiem na słońce, 
jak dobrze, że ten luty to tylko 28 dni.
Victorian milk bread, czyli chleb wiktoriański to miękki, codzienny chleb pszenny na mleku.
Bułkowaty, puszysty, świetny zarówno na kanapki z serem, szynką i ogórkiem jak i z nutellą i...bananem. ;)

Chleb wiktoriański
/1 bochenek, ok 22 cm długości/
(wartość energetyczna całego chleba - ok. 2000 kcal)

15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 i 1/4 szklanki ciepłego mleka
3 i 1/2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki soli
Glazura z jajka: 1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka

  • Drożdże skruszam do kubka, dodaję cukier i 1/3 szklanki ciepłego mleka. Mieszam i pozostawiam na 15 minut do wyrośnięcia.
  • Mąkę mieszam z solą, później z drożdżami a na koniec dodaję resztę mleka. Wyrabiam ciasto przez 15 minut. Przykrywam ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 45 minut.
  • Uderzam pięścią w ciasto, przykrywam ściereczką i zostawiam na kolejne 45 minut do ponownego wyrośnięcia.
  • Podłużną formę (22 cm) wysmarowuję olejem. Z ciasta formuję wałek i zwijam go tworząc literę S. Wkładam do foremki, przykrywam ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia (ponad brzeg foremki), na minimum 1 godzinę.
  • Smaruję częścią glazury z jajka i piekę w nagrzanym do 200 stopni piekarniku, przez 35 minut, na złoty kolor.

 

wtorek, 20 stycznia 2015

Tosty francuskie z bananami, ricottą i solonym karmelem

Statystyczny turysta przywozi z wycieczki pamiątki.
99 % statystycznych turystów z podróży do Paryża przywiezie miniaturki wieży Eiffla, a 1% uzna, że to przereklamowane i kiczowate (i zbyt statystyczne), a potem będzie żałował, że jedyny dowód na pobyt w stolicy Francji to zasuszone w pudełku makaroniki (naprawdę ich nie ruszyłam!) oraz różowy fartuch kuchenny - nomen omen - również w makaroniki.
Jednak najlepszych pamiątek nawet statystyczny turysta nie kupi w sklepie.
Najcenniejsze pamiątki nie kosztują nic - to setki zdjęć z czterech aparatów, lokalna broszura znaleziona w metro, melodia, grana przez ulicznych grajków, u stóp bazyliki Sacre-Coeur...
Wspomnienie dźwięków, widoków, smaków, zapachów...
W naszym apartamencie na Montmartre w Paryżu, każdego poranka, z kuchni wydobywał się zniewalający zapach topionego masła...
Gospodarz mieszkania, Bryan, wraz ze swoją dziewczyną, codziennie na śniadanie, jak prawdziwy Francuz (choć oboje pochodzili z Ameryki Południowej) jadał tosty francuskie (z fr. pain perdu).
Grube, lekko czerstwe (lub całkiem świeże) kromki francuskiej brioszki (najlepszy przepis na brioche znajdziesz tutaj!) maczane krótko w mieszance jajek, mleka i cukru, a potem obsmażane na rozgrzanym maśle.
Dzięki temu, tosty mają z zewnątrz chrupiącą ''skorupkę'', pozostając w środku mięciutkie, delikatne i rozpływające się w ustach...
No i ten maślany zapach...

Dziś, budząc się już we Wrocławiu, mogę poczuć się jak o poranku, w Paryżu - nawet bez miniaturki wieży Eiffla na półce... ;) 



Tosty francuskie najlepiej smakują oczywiście na słodko. Ja podałam je z plasterkami banana, serkiem ricotta i solonym karmelem, zakupionym....w Paryżu. ;)
Tosty francuskie z brioszki francuskiej 
/dwie porcje, 4 tosty/
(wartość energetyczna porcji, bez dodatków - ok. 400 kcal)

  • cztery kromki brioszki francuskiej z TEGO przepis lub chałki (najlepiej czerstwej)
  • 2 jajka
  • 125 ml mleka
  • łyżka cukru wanilinowego
  • 2 łyżki masła + łyżeczka oleju
do podania: plasterki bananów, serek ricotta, solony karmel/kajmak/masa krówkowa

W szerokim i głębokim talerzu (jak do zupy) rozkłóć jajka z mlekiem i cukrem.
Kromki brioszki obtocz krótko z dwóch stron w jajecznej mieszance.
Na patelni rozgrzej masło z łyżeczką oleju (to zapobiegnie przypaleniu masła).
Na rozgrzany tłuszcz kładź obtoczone kromki i smaż na średnim ogniu z dwóch stron, aż ładnie się przyrumienią.
Podawaj ciepłe, z wymienionymi dodatkami, lub z czymś innym, co najbardziej lubisz. :)

poniedziałek, 29 września 2014

Central Cafe - najlepsze śniadanie we Wrocławiu

Pamiętam, że jak tylko otwarto tą uroczą, śniadaniową knajpkę, (chyba jako jedną z pierwszych, we Wrocławiu) marzyło mi się, by zjeść tam śniadanie.
Prawda jest jednak taka, że bez zjedzenia rano czegokolwiek nie wyjdę domu, tym bardziej w niedzielę, kiedy wstając o 12, jedyne o czym marzę to ogromna jajecznica (i duuużo wody ;) ).
Oczywiście, Central Cafe (http://centralcafe.pl/site/) udało mi się w końcu odwiedzić kilkakrotnie, pochłaniając na kolacje ciepłego, cynamonowego bajgla z indykiem i konfiturą tuż przed kinowym seansem (kawiarenka jest vis a vis kina Nowe Horyzonty!), czy zamawiając najlepszą gorącą czekoladę, jaką kiedykolwiek w życiu piłam (i nie ma w tym grosza przesady, sami sprawdźcie!). 
Dalej jednak nie miałam okazji wypróbowania porannego menu, a na zamówienie apetycznej gigant-wieżyczki śniadaniowych placuszków o godzinie 19 pewnie nie znalazłabym żadnego usprawiedliwienia... ;)
Tym razem jednak było inaczej.
To znaczy, dalej nie znalazłam usprawiedliwienia, ale...udało mi się zjeść porządne śniadanie o porządnej, śniadaniowej porze! :) 
Wszystko, dzięki wspaniałemu portalowi Uroda i Zdrowie, który po raz kolejny (pamiętacie TEN wpis o restauracji Zielona?) umożliwił mi przetestowanie takich pyszności, w ramach akcji ''Blogerzy smakują''.
Rzecz jasna, nic nie odbyłoby się bez wiedzy (i zgody!) właścicieli ów śniadaniarnio-kawiarni, za co bardzo, bardzo dziękuję! :)
Central Cafe odwiedziłam wraz z moją przyjaciółką (i najfajniejszym fotografem!) w niedzielę (!), o 10:30 (!!), specjalnie w tym celu przeznaczając sobotni wieczór na oglądanie meczu Polska-Niemcy (no i może jedno, malutkie martini.. ;)).
Już z daleka, widok zapełnionego ogródka na zewnątrz kawiarni, informowała nas że ''tu można dobrze zjeść'', jednocześnie budząc nadzieję, na znalezienie wewnątrz wolnego miejsca.
W środku zatem, powitał nas zapach świeżo parzonej kawy, uśmiech pana zza baru oraz...komplet zajętych stolików.

Niezrażone tym faktem, dokonałyśmy swojego zamówienia, które składało się 
 z:
- dowolnie wybranego bajgla z menu (zdecydowałam się na na najbardziej intrygującą pozycję: boczek teryiaki + serek daktylowy) (11,50zł)
- dwóch, ulubionych kaw (latte + latte) (2x9 zł)
- upragnionej, plackowej wieżyczki (17zł), ze specjalnie dobraną kompozycją dodatków, które miała być niespodzianką... :)
W międzyczasie zwolniło się nam najlepsze miejsce w knajpce i przy akompaniamencie naszych burczących brzuchów i piosenek Justina Timberlake'a (moja fanatycznie zakochana w nim towarzyszka, była wprost zachwycona!), oczekiwałyśmy na pyszne śniadanko.
 
Już po chwili, na naszym stole pojawił się ciepły, przekrojony na pół, pełnoziarnisty bajgiel (zapomniałyśmy same wybrać rodzaj pieczywa, ale w kawiarni możecie przebierać między pszennym, razowym, cynamonowym z żurawiną, czy nawet cebulowym!), wypełniony chrupiącym, grillowanym boczkiem, liściem kruchej sałaty lodowej oraz zaskakującym w smaku (ostro-kwaśno-słodki?) serkiem daktylowym.
Bajgiel świetnie smakował popijany pyszną, delikatną latte, otuloną lekką, kremową pianką...
 Czas jakby zwolnił bieg, świat zatrzymał się w miejscu, rozmowy na chwilę zawisły, a apetyt...się zaostrzył. ;)
Nie musiałyśmy długo czekać, bo nagle naszym oczom ukazał się talerz (a właściwie ciężka, żeliwna patelenka?) z pokaźną wieżyczką (nie, wieżą!) grubaśnych pankejków przykrytych tęczą owoców (w tym figi i pitaja!).
Całość hojnie oblana ukochanym, zagęszczonym mlekiem... 
Zdążyłam tylko palnąć głupie ''o kurde!'' i już zabierałyśmy się do podziału tego plackowego 'tortu'...
Puchate placuchy (nawet podzielone na pół) okazały się nie tylko bardzo smaczne, ale też...niesamowicie sycące!
To wprost idealna porcyjka dla jednej wygłodniej (np.po sobotnich wojażach) osoby lub dwóch łasuchów, które właśnie zjadły smakowitego, chrupiącego bajgla. :)
Jakby tego było mało, po obfotografowaniu wszystkich zakamarków Central Cafe oraz obowiązkowej selfie w wielkim lustrze kawiarni, ustawiłyśmy się w kolejce po...jeszcze! ;)
 Na słodką pamiątkę, zamówiłyśmy na wynos świeżutkiego croissanta z marcepanem (3,50zł), chodź gdybyśmy tylko mogły, z chęcią zabrałybyśmy wszystkie smakołyki, pyszniące się zza szklanej gabloty (widzicie TE ciasta i desery?!).
 Oczywiście, nic nie stoi temu na przeszkodzie, a jest tylko sensownym powodem do kolejnych odwiedzin tego klimatycznego, niezwykłe przytulnego miejsca... :)
Z czystym sumieniem, oświadczam, że Central Cafe zdecydowanie znajduje się na pierwszym miejscu, wśród moich ulubionych miejsc na kulinarnej mapie Wrocławia.
Założę się, że zauroczy i Was!
Nawet, jeśli nie wychodzicie z domu bez śniadania to...na drugie śniadanie, lunch, deser czy kolacje - wstąpcie właśnie tam! :)

Central Cafe
ul. Św. Antoniego 10,
50-073 Wrocław

kontakt@centralcafe.pl
tel. 71 794 96 23
strona: http://centralcafe.pl/site/
fejsbuk: https://www.facebook.com/centralcafepolska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...