Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Tosty francuskie z bananami, ricottą i solonym karmelem

Statystyczny turysta przywozi z wycieczki pamiątki.
99 % statystycznych turystów z podróży do Paryża przywiezie miniaturki wieży Eiffla, a 1% uzna, że to przereklamowane i kiczowate (i zbyt statystyczne), a potem będzie żałował, że jedyny dowód na pobyt w stolicy Francji to zasuszone w pudełku makaroniki (naprawdę ich nie ruszyłam!) oraz różowy fartuch kuchenny - nomen omen - również w makaroniki.
Jednak najlepszych pamiątek nawet statystyczny turysta nie kupi w sklepie.
Najcenniejsze pamiątki nie kosztują nic - to setki zdjęć z czterech aparatów, lokalna broszura znaleziona w metro, melodia, grana przez ulicznych grajków, u stóp bazyliki Sacre-Coeur...
Wspomnienie dźwięków, widoków, smaków, zapachów...
W naszym apartamencie na Montmartre w Paryżu, każdego poranka, z kuchni wydobywał się zniewalający zapach topionego masła...
Gospodarz mieszkania, Bryan, wraz ze swoją dziewczyną, codziennie na śniadanie, jak prawdziwy Francuz (choć oboje pochodzili z Ameryki Południowej) jadał tosty francuskie (z fr. pain perdu).
Grube, lekko czerstwe (lub całkiem świeże) kromki francuskiej brioszki (najlepszy przepis na brioche znajdziesz tutaj!) maczane krótko w mieszance jajek, mleka i cukru, a potem obsmażane na rozgrzanym maśle.
Dzięki temu, tosty mają z zewnątrz chrupiącą ''skorupkę'', pozostając w środku mięciutkie, delikatne i rozpływające się w ustach...
No i ten maślany zapach...

Dziś, budząc się już we Wrocławiu, mogę poczuć się jak o poranku, w Paryżu - nawet bez miniaturki wieży Eiffla na półce... ;) 



Tosty francuskie najlepiej smakują oczywiście na słodko. Ja podałam je z plasterkami banana, serkiem ricotta i solonym karmelem, zakupionym....w Paryżu. ;)
Tosty francuskie z brioszki francuskiej 
/dwie porcje, 4 tosty/
(wartość energetyczna porcji, bez dodatków - ok. 400 kcal)

  • cztery kromki brioszki francuskiej z TEGO przepis lub chałki (najlepiej czerstwej)
  • 2 jajka
  • 125 ml mleka
  • łyżka cukru wanilinowego
  • 2 łyżki masła + łyżeczka oleju
do podania: plasterki bananów, serek ricotta, solony karmel/kajmak/masa krówkowa

W szerokim i głębokim talerzu (jak do zupy) rozkłóć jajka z mlekiem i cukrem.
Kromki brioszki obtocz krótko z dwóch stron w jajecznej mieszance.
Na patelni rozgrzej masło z łyżeczką oleju (to zapobiegnie przypaleniu masła).
Na rozgrzany tłuszcz kładź obtoczone kromki i smaż na średnim ogniu z dwóch stron, aż ładnie się przyrumienią.
Podawaj ciepłe, z wymienionymi dodatkami, lub z czymś innym, co najbardziej lubisz. :)

niedziela, 30 listopada 2014

Urodziny z Amelią Poulain - w Paryżu

''Amelia ucieka w świat wyobraźni. W tym świecie płyty robi się tak jak naleśniki...''

Z baśni nigdy się nie wyrasta. Są przecież wytworem i podporą naszych marzeń.
Co, gdyby choć na chwilę, stać się częścią jednej z nich? Którą byście wybrali?
W którym, baśniowym świecie z filmów/książek/bajek chcielibyście teraz być?

 
śniadanie w kawiarni znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins

Listopad jest brzydki. Jest szary, deszczowy, bezlistny. Przynajmniej ludzie tak mówią.
Podróż do Paryża jesienią?
Od dawna marzyłam, by odwiedzić Francję, a moje urodziny (no i tania pula biletów od ryanair, w listopadzie ;) ) były ku temu doskonałym pretekstem.
Jak uczcić dzień swoich urodzin, będąc w Paryżu, kiedy zakupy na Polach Elizejskich i zjedzenie makaronika od Pierre Herme to coś, co robicie w ''zwykły'' dzień? ;)
           przed wejściem do Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż (zdjęcie 1 - kadr z filmu, zdjęcie 2 - moje archiwum ;) )

Ze wszystkich baśni świata, ja wybrałam ''Amelię'' (albo to ona wybrała mnie, gdy okazało się, że mój wynajęty apartament leży w tej samej dzielnicy, w której kręcono film - w dodatku w równoległej ulicy!).
Pamiętacie tę knajpkę, w której pracowała tytułowa bohaterka?
Albo ten uroczy sklepik, gdzie można było zaopatrzyć się nie tylko w karczochy, ale też zanurzyć rękę w worku pełnym ziaren?
 
przed wejściem do warzywniaka Au Marche de la Butte - znanego z filmu ''Amelia'', 56 Rue des Trois Freres, Paryż




 
 


 kadr z filmu ''Amelia'' - warzywniak Au Marche de la Butte, w deszczu
 
Śniadanie o 11 godzinie (jeszcze się załapałyśmy!) w Cafe des 2 Moulins w baśniowy sposób rozpoczęło ten dzień.
Dzień, w kolorze (soku z) pomarańczy...
 śniadanie w knajpce Amelii: omlet ze szczypiorkiem, świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, gorąca czekolada z pianką (lub kawa/herbata), bagietka francuska, masło, ciepły croissant i dżem malinowy (cena - 13 euro)


 
 
wnętrze knajpki Cafe des 2 Moulins 15 Rue Lepic, Paryż

środa, 26 listopada 2014

Paryż, mój słodki - czyli o francuskim jedzeniu, cz. 2

Tak, jak obiecałam w poprzednim wpisie, po francuskich słodkościach przyszedł czas na część bardziej wytrawną.
I nie chodzi mi bynajmniej o francuskie wino, jako że ja, w temacie sommelierskim jestem totalnym laikiem, by nie rzec - ignorantem. 
Wiem, że lubię czerwone i półwytrawne, a to (mi) zupełnie wystarczy, by w najtańszym supermarkecie, w ciemno sięgnąć po butelkę z zadowalającą zawartością.
Podobno 99% win we francuskich sklepach to wina wytrawne/półwytrawne i trzeba być w tym 1% pechowców (lub jak kto woli - szczęściarzy), by trafić na wino słodkie. I różowe. I w dodatku rozcieńczone truskawkowym sokiem.
Mnie to na szczęście nie spotkało. ;)
 
obiad w Cafe du Pont-Neuf , 14 Quai François Mitterrand, Paryż
 
Francuzi uwielbiają pić wino. Do obiadu, do kolacji, solo.... Dobrze wiedzą, że idealnie podkreśli smak popularnego konfitu z kaczki czy lekkich sałatek, skąpanych w balsamicznym sosie...
Bo Francuzi gotują dobrze, bardzo dobrze, a my, turyści nie zadowolimy się jedynie naleśnikiem serwowanym na rogu ulicy. No, chyba, że nie pijemy wina. ;)
 
przed wejściem do knajpki znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż


5. Brasserie - urocza knajpka czy już ekskluzywna restauracja?
Nie ma co ukrywać - Paryż
nierozerwalnie kojarzy się z długimi, wąskimi uliczkami, tętniącymi życiem artystycznej bohemy (oraz zwykłych śmiertelników), przesiadującej w uroczych, kameralnych knajpkach... Ciepło przytulnego światła i przede wszystkim zapach gorącego, tłustego i pysznego jedzenia wabi do środka głodnych, zbłąkanych turystów...

 
stoliki w ogródku knajpki znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż

W tym momencie można oczywiście zawrócić i wybrać opcję naleśnikową, ewentualnie hot doga lub kebab z przyulicznej budki, po drugiej stronie ulicy.
Można zabrać jedzenie ze sobą i zjeść je gdzieś nad brzegiem Sekwany lub na ławce w parku, co wydaje się całkiem romantyczną opcją. Można, o ile nie mamy astronomicznej jesieni, a temp. powietrza nie wynosi 8 stopni.
W innym wypadku - czym prędzej wejść do najbliższej knajpki i zająć miejsce przy oknie (wspaniały widok na innych, głodnych turystów!) lub... przysiąść do stolika na dworze (tak! większość ogródków przy knajpach wyposażona jest w cieplutkie lampy grzewcze!). Potem już tylko zamówić wybrane danie i pogodzić się z myślą, że za 15 euro mielibyśmy całe, 5 naleśników...
 
obiad: konfitowane udo z kaczki (confit de canard) + sałatka z francuskim winegret w Cafe du Pont-Neuf, 14 Quai François Mitterrand, Paryż
 
Podczas mojej sześciodniowej wizyty w Paryżu, miałam przyjemność stołować się w czterech knajpkach/restauracjach.
Dwa razy (!) skusiłam się na obiad; zamawiając przepyszny confit z kaczki (w Cafe du Pont-Neuf), a także smakowicie podaną sałatkę z szynką dojrzewająca i gorącym, kozim serem na grzankach. 
obiad w knajpce no name (nie pamiętam nazwy :P) - sałatka z dojrzewająca szynką i gorącym, kozim serem na grzankach, powyżej - popularny tost francuski - Croque Monsieur + sałatka
 




Swoja urodziny uczciłam królewskim śniadaniem w znanej z filmu ''Amelia'' Cafe des 2 moulins (o tym w następnym wpisie!), a najlepszą, gorącą czekoladę w życiu, piłam w kawiarni Angelina - dokładnie w tym samym miejscu, co kiedyś Coco Chanel, czy Audrey Hepburn! Pomijając oczywiście fakt, że poza 9 euro kosztowało mnie to 30 minut czekania w dłuuugiej kolejce, na dworze...;) 



 Gorąca czekolada L'Africain w kawiarni Angelina, 226 Rue Rivoli, Paryż














6. Sery - czyli ''coś mi tu śmierdzi''
Nawet jeśli przez cały rok jedlibyście inny ser każdego dnia, nie udałoby się Wam spróbować wszystkich, francuskich serów. Nie ma w tym żadnej przesady - podobno mnogość serowych gatunków we Francji, spokojnie przekracza liczbę 500. 
 serowy raj, Fromagerie, 20 Rue Lepic, Paryż
Najbardziej charakterystyczne są oczywiście kozie i owcze, ale nie brak również swojskich, krowich camembertów czy brie. Najciekawsze są te z dodatkami, jak rodzynki (pycha!), karmelizowane figi czy orzechy. 
 Oryginalne, francuskie sery są absolutnie wyborne, ''śmierdzą'' tak samo dobrze jak smakują i żadne inne, importowane i kupione w Lidlu na tygodniu francuskim im nie dorównają.
Oczywiście ceny też są adekwatne do jakości, więc za niewielką, kozią roladkę, pokrytą pleśnią tak czarną, że hej, zapłacicie prawie 5 euro (i będzie to jeden z najtańszych serów za ladą).
Potem wrócicie do kraju i wydzielając sobie jej symboliczne porcje przez cały tydzień, będzie pluć sobie w brodę, że przepuściliście pieniądze na miniatury wieży Eiffla (...),zamiast kupić sobie taki ser. 
W kształcie wieży Eiffla, rzecz jasna. 

Sery we Francji to absolutny kunszt, a nie zwykły nabiał.
Tutaj, ku ich czci powstają specjalne sklepy, tzw. Fromagerie, czyli sklepowe ''serownie'', ser-wujące wyłącznie sery. ;)
Nie pozostaje więc nic innego jak wejść do takiego z dobrze wyposażonym portfelem i - a co tam - raz kozie śmierć! ;) 

owoce na targu przy Boulevard Ornano
 
7. Targi - ekologicznie i świeżo
Planowo, sery miałyśmy kupić na jakimś fajnym, miejskim targu, od lokalnych dostawców. Świeżo i naturalnie. No i podobno najtaniej. Przed wyjazdem do Paryża, naoglądałam się w internecie zdjęć francuskich targów i idyllicznych opowiadań o jakości produktów, o sympatycznych handlarzach i swoistej magii takich miejsc. Wyobrażałam sobie siebie z koszykiem w dłoni, o poranku, buszującą między straganami w poszukiwaniu francuskich serów, pachnących pomidorów i soczystych owoców. 
 Smęciłam o wyprawie na ten mój targ od pierwszego dnia pobytu.
Co ciekawe, nasi współlokatorzy nie mieli pojęcia o obecności żadnych, pobliskich targów, więc zdałyśmy się na siebie. Przez internet, namierzyłyśmy najbliższe targowisko w okolicy i w końcu się wybrałyśmy...
Jakie było nasze zdziwienie, gdy naszym oczom ukazał się...bazar, przepełniony wielokulturowością nie tylko obecnych, ale i...sprzedawców! Z każdej strony wystawcy arabskiego pochodzenia, nawoływali do zakupu ich towaru (w większości owoców, głównie mandarynek), przekrzykując jeden drugiego. Ścisk ludzi gorszy niż w japońskim metro czy metro w ogóle. Przepychanki, mocny zapach surowych ryb i wrzącej w garach pealli lub smażonych, arabskich placków. 
No i oczywiście brak serów.
 
''zapachowe'' stoisko z surowymi rybami 
 
wrząca pealla

smażone, arabskie placki
To na pewno nie był wymarzony, francuski targ, na jaki chciałam trafić.
W jednej chwili przeniosłam się na wakacje w Tunezji, do targowej Medyny.
Kolejnych prób znalezienia ''targu'' z prawdziwego zdarzenia - nie podjęłyśmy.   

 
nasze śniadanie: krem z kasztanów, dżem truskawkowy i serek kremowy - produkty z supermarketu,
podane do burżuazyjnej brioche z piekarni

8. Markety - czyli jednak najtaniej
Cudów nie ma - jeśli nie prowadzicie wystawnego, paryskiego życia, to zrezygnujcie z codziennych bułeczek z Boulangerie, obiadów za 15 euro w uroczych Brasserie i makaroników od Pierre Herme na podwieczorek.
Zamiast tego, po drodze do domu odwiedźcie Carrefour, Lidl lub Lider Price - może nie są na każdym rogu, jak ekskluzywne piekarnio-cukiernie, ale opłaca się do nich zajrzeć. Dosłownie.
To tu dostaniecie sery wszelkiej maści za 2, góra 3 euro, wielkie, maślane brioszki dwukrotnie tańsze niż w piekarni, czy wspomniane na samym początku, francuskie wina, po symbolicznym euro. Najecie się, opijecie, a jeszcze pieniędzy zostanie na pamiątkową miniaturkę wieży Eiffla.
Podsumowując - zaoszczędzicie sporo, prowadząc bardziej oszczędny, supermarketowo-przetworzony tryb życia.
Ale...co to by było za życie, w Paryżu? ;)


poza marketami, opłaca się robić zakupy w małych, prywatnych sklepikach, gdzie często mają szeroki wybór owoców i warzyw

piątek, 21 listopada 2014

Paris, je t'aime - migawki z Paryża

Podobno wielu turystów cierpi po powrocie na tzw. syndrom paryski, objawiający się albo zawodem, że dostało się mniej od oczekiwań (''jutro wychodzimy z domu o 7, nie ma spania do 10!''), albo szaloną euforią (''Ja już nie wracam do Polski.''), że wreszcie się udało.
Paryż zachwyca, tu chce się doświadczyć wszystkiego, w jak największej ilości. I jeszcze z dokładką.
 
Pola Marsowe - pod wieżą Eiffla
Rue Lamarck - widok z okna naszego apartamentu

Ogrody Wersalu 

Dźwięki rozpędzonego metra zmieszane z akordeonem ulicznych muzyków.
Zapach masła, wypełniający cały dom o poranku, z gorących, tostowanych pain perdu.
Widok rozmigotanego Paryża, po zmierzchu, ze schodów bazyliki Sacre Coeur.
Smak tłustego confit de canard, popijanego mocno wytrawnym, czerwonym winem.
Życzliwość ludzi, nie rozumiejących angielskiego ni w ząb, którzy z cierpliwością (i oczywiście - po francusku), tłumaczą nam, jak dojść na pchli targ Saint-Ouen.
Ciepło słońca ogrzewającego ogrody Wersalu we wtorkowe popołudnie...
Miłość, która uderza już w samolocie, już na lotnisku i lokalnym sklepiku, już przy pierwszych słowach ''Bonjour, Mademoiselle!''.
uliczki Montmartre, w ''moim'' sąsiedztwie - film z telefonu
Zakochałam się, w końcu.
W mieście dźwięków, zapachów, smaków i barw.
W mieście świetlistych ludzi, w mieście miłości.
 Zakochałam się, w Paryżu. 
 
Ogrody Wersalu
 
Montmartre - dzieła ulicznych artystów-malarzy
 
Montmartre - bazylika Sacre Coeur / wejście do metro
 
Saint-Ouen - pchli targ w 18 dzielnicy

Rue Lamarck - pierwsze śniadanie w naszym apartamencie, w Paryżu
 
Place de la Concorde - wieczorny widok na wieżę Eiffla
 
W drodze na most Alexandra III (w tle) i wieżę Eiffla

Sześć dni to za mało, by wszystko uchwycić (i nie mowa tylko o aparacie ;) ). 
To jednocześnie zbyt wiele, by wszystko opisać, opowiedzieć, oddać (na jednym poście na pewno się nie skończy! ;) ).
Najfajniejsze wspomnienie?
Może zdziwienie ulicznego artysty-malarza, który po złożeniu mi propozycji portretu, dodał już po angielsku: ''You look like French.''...
Pont Alexandre III
Ogrody Wersalu/ urocze uliczki Montmartre
 
Ogrody Wersalu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...