Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paris. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 listopada 2014

Urodziny z Amelią Poulain - w Paryżu

''Amelia ucieka w świat wyobraźni. W tym świecie płyty robi się tak jak naleśniki...''

Z baśni nigdy się nie wyrasta. Są przecież wytworem i podporą naszych marzeń.
Co, gdyby choć na chwilę, stać się częścią jednej z nich? Którą byście wybrali?
W którym, baśniowym świecie z filmów/książek/bajek chcielibyście teraz być?

 
śniadanie w kawiarni znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins

Listopad jest brzydki. Jest szary, deszczowy, bezlistny. Przynajmniej ludzie tak mówią.
Podróż do Paryża jesienią?
Od dawna marzyłam, by odwiedzić Francję, a moje urodziny (no i tania pula biletów od ryanair, w listopadzie ;) ) były ku temu doskonałym pretekstem.
Jak uczcić dzień swoich urodzin, będąc w Paryżu, kiedy zakupy na Polach Elizejskich i zjedzenie makaronika od Pierre Herme to coś, co robicie w ''zwykły'' dzień? ;)
           przed wejściem do Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż (zdjęcie 1 - kadr z filmu, zdjęcie 2 - moje archiwum ;) )

Ze wszystkich baśni świata, ja wybrałam ''Amelię'' (albo to ona wybrała mnie, gdy okazało się, że mój wynajęty apartament leży w tej samej dzielnicy, w której kręcono film - w dodatku w równoległej ulicy!).
Pamiętacie tę knajpkę, w której pracowała tytułowa bohaterka?
Albo ten uroczy sklepik, gdzie można było zaopatrzyć się nie tylko w karczochy, ale też zanurzyć rękę w worku pełnym ziaren?
 
przed wejściem do warzywniaka Au Marche de la Butte - znanego z filmu ''Amelia'', 56 Rue des Trois Freres, Paryż




 
 


 kadr z filmu ''Amelia'' - warzywniak Au Marche de la Butte, w deszczu
 
Śniadanie o 11 godzinie (jeszcze się załapałyśmy!) w Cafe des 2 Moulins w baśniowy sposób rozpoczęło ten dzień.
Dzień, w kolorze (soku z) pomarańczy...
 śniadanie w knajpce Amelii: omlet ze szczypiorkiem, świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, gorąca czekolada z pianką (lub kawa/herbata), bagietka francuska, masło, ciepły croissant i dżem malinowy (cena - 13 euro)


 
 
wnętrze knajpki Cafe des 2 Moulins 15 Rue Lepic, Paryż

niedziela, 23 listopada 2014

Paryż, mój słodki - czyli o francuskim jedzeniu, cz. 1

Jako, że o Paryżu można by pisać setki książek, a o paryskim jedzeniu - dokładnie drugie tyle - postanowiłam poświęcić temu tematowi osobny wpis, podzielony na dwie części (słodką i wytrawną). :)
Jedzenie w Paryżu jest bezdyskusyjnie pyszne. Tu  po prostu wszystko smakuje lepiej, nawet najtańszy serek z supermarketu.
Jeśli podczas napiętego planu zwiedzania najdzie Was nagły głód - możecie w ciemno wejść do pierwszej lepszej knajpki. I tak jedzenie będzie wyborne, tego zwyczajnie nie da się tu zepsuć.
Francuzi mają niezwykły zmysł do łączenia prostych, lokalnych składników w wyrafinowaną całość.
Świeżość, prostota, tradycja - nadają kunszt francuskiej kuchni.
Jedzenie jest wszędzie, wprost woła zza szyb i gablot piekarni, cukierni, barów, restauracji....
Człowiek chciałby wejść i wszystkiego spróbować. I tylko jeść, jeść, jeść...choćby oczami. ;)
 przed wejściem piekarni La Bonne Cochonnerie,
111 Rue Caulaincourt, Paryż

Z moich obserwacji francuskiego jedzenia (również zmysłem smaku ;) ), wysnułam kilka wniosków, które 
postanowiłam zamknąć w formie wskazówek dla przyszłych, przeszłych i obecnych turystów, dla wszystkich miłośników francuskiej kuchni (i kuchni w ogóle) a także dla tych, którzy wciąż myślą, że żabojady jedzą wyłącznie ślimaki....no, i żaby, oczywiście. ;)


 wnętrze piekarni La Bonne Cochonnerie,
111 Rue Caulaincourt, Paryż
 
1. Boulangerie - świeże pieczywo o poranku
Piekarnie w Paryżu są na każdym rogu, w każdej uliczce, co parę(naście) kroków.
Nie stanowią dla siebie konkurencji, bo asortyment każdej z nich jest zupełnie odmienny.
Nie możecie więc liczyć na to, że dostaniecie dokładnie taką samą bagietkę w piekarni A, co w piekarni B, mieszcząca się w równoległej uliczce.
Co ciekawe, asortyment bywa różny nawet w jednej, konkretnej piekarni!
Nie warto więc pozostawać wiernym jednemu wypiekowi.
Jeśli w czwartek popołudniem upatrzycie sobie fajny, podłużny, rustykalny chleb z suszonymi figami i zaśniecie z myślą ''Jutro rano kupię sobie taki na śniadanie'', to musicie być przygotowani na ewentualne rozczarowanie.
Zamiast niego, ekspedientka zaoferuje Wam inny, zaczynając od słów ''Today, we have...'' i w rezultacie opuścicie piekarnie z okrągłym bochenkiem napakowanym rodzynkami, pistacjami i morelami. I oczywiście bagietką pod pachą. ;)
                                          chleb z rodzynkami, pistacjami i morelami oraz chleb z boczkiem


 brioche za gablotą, w piekarni Paul, 13 Rue Lepic

Oprócz świeżych i wyjątkowo chrupiących bagietek (w dodatku zawsze jeszcze ciepłych) czy popularnych croissantów (te paryskie smakują zupełnie inaczej!), Francuzi zajadają się maślanymi petit pain i brioche.
Delikatne, puszyste bułki i bułeczki, podobne do chałki, obsypane niekiedy perlistym cukrem czy wypełnione czekoladą lub owocami - idealnie pasują do porannej kawy...
 nasze śniadanie: maślane brioche (moja z perlistym cukrem) oraz ciastko francuskie z czekoladą + jogurty owocowe i konfitura
 
Kiedy kiszki marsza grają - ciężko podjąć decyzję, dlatego wybierając się do piekarni przed śniadaniem, lepiej mieć jakiś plan zakupu.
No, a najlepiej tez plan awaryjny, gdyby jednak czegoś nie było.. ;)
nasze śniadania: bagietka z kremowym serkiem, szynką i pomidorem/maślana brioche z masłem, konfiturą, kremem kasztanowym

 
przed wejściem do sklepu Berko z amerykańskimi słodkościami (babeczki, serniki), 31 Rue Lepic, Paryż
 witryna cukierni w pobliżu wyjścia z metro, stacja Pigalle
  
2. Patisserie  - słodkie arcydzieła zza szybki
Musimy się liczyć z tym, że wchodząc do piekarni po pieczywo na śniadanie, wyjdziemy z niej nie tylko z chlebem (i bagietką ;)), ale też z chociażby jednym ciastkiem czekoladowym/tartaletką z owocami/kawałkiem sernika/babeczką lub, oczywiście, makaronikiem.
Nie oznacza to, że dostaniemy je w gratisie - po prostu każda piekarnia jest jednocześnie cukiernią i tak, jak w przypadku wyżej opisanych piekarni - każda oferuje inny asortyment. 
Nie można się więc dziwić, że podczas zwiedzania Paryża, co chwilę naszą uwagę odwracały przeszklone witryny cukierni, eksponujące swoje wypieki niczym drogocenne arcydzieła w Musee d'Orsay.
Pozostaje odwieczny dylemat - czy to jeszcze jedzenie, czy już sztuka? I jak zjeść ciastko, i jednocześnie mieć ciastko? ;)

 
gablota  cukierni-piekarni, 92 Rue Lamarck 

sklep ze słodyczami, w targowej uliczce przy Sacre Coeur



 gablota cukierenki przy restauracji Angelina, 226 Rue Rivoli, Paryż

makaroniki w cukierni, przy restauracji Angelina, 226 Rue Rivoli, Paryż



3. Makaroniki - czyli smak luksusu
Małe, bezowe ciasteczka przełożone cieniutką warstwą kremu. Tęczowe, mieszczące się w dziecięcej dłoni, na jeden (góra dwa!) kęsy. Niech Was jednak nie zmyli ich niepozorny rozmiar! Cena rozwiewa wszystkie wątpliwości i sugeruje - ''masz do czynienia ze sztuką'' (receptura jest wręcz aptekarska, a samo wykonanie wymaga sporej cierpliwości - sama próbowałam, zobacz TU).
Najdroższy makaronik kupiłam na Polach Elizejskich, w sklepie samego ojca makaroników - Pierre Herme.
Nie udało mi się niestety dostać kultowego smaku Ispahan (podobno najlepszy!), ale skusiłam się na Mogador - z mleczną czekoladą i owocem marakui.
 makaronik Magador od Pierre Herme, za 2,20 euro

 sklep Pierre Herme z makaronikami, na Polach Elizejskich
 
Taka przyjemność kosztowała mnie całe 2,20 euro, co uważam za przesadę. Szału nie było, ot ciekawostka turystyczna.
Oczywiście makaroniki możecie kupić w niższej cenie, w każdej cukierni, średnio po 1,50 euro za sztukę. Może nie będą tak idealne, jak oryginał, ale przecież nie o smak tu chodzi. Liczy się symbol, to prawie jak kulinarna wieża Eiffla. ;)


 makaroniki od Laduree, w pamiątkowym sklepiku przy Wersalu

pełnia szczęścia: z naleśnikiem, przy karuzeli u podnóża bazyliki Sacre Coeur

4. Ogromne naleśniki - najtańszy, francuski fast food
Jeżeli macie (za)dużo pieniędzy, albo jesteście pierwszy raz w Paryżu i czujecie się kulinarnie zagubieni - stołujcie się codziennie po restauracjach! Prawda jest jednak taka, że w krótkim czasie stracicie dużo gotówki, a naleśniki i tak będą uwodzicielsko pachnieć i kusząco wabić co parę metrów.
W końcu to francuski specjał! W dodatku tani (średnio 3 euro), smaczny i podawany od ręki - w dosłownym tego słowa znaczeniu! We Francji bowiem, ogromne naleśniki, po usmażeniu i zawinięciu (w rulon lub kopertę) wkłada się w papierową sakiewkę i podaje wprost do ręki. Bez noży i widelców, na ''szybko'', jak kawa ze starbucks'a.
 nasze naleśniki: nutella + banan
 
Najpopularniejsze są oczywiście na słodko, z nutellą i bananem, z kremem kasztanowym (creme de maroons), czy z samym cukrem (sucre). Na próżno wypatrywać ''polskich'', z białym serem.
Serwowane są również w słonej wersji, z szynką, serem (żółtym ;)) i pieczarkami (jambon, fromage, champignon).
                               naleśnikarnia przy wyjściu z metro, stacja Pigalle


naleśnikarnia przy wyjściu z metro, stacja Pigalle

Radzę szukać punktów, w których ciasto smażone jest na bieżąco - niestety, zdarzyło nam się trafić na budki 'odgrzewające' już wcześniej przygotowane placki. Takich ''świeżych'' punktów znajdziecie najwięcej w pobliżu placu Pigalle, tam też polecam się ''stołować''.
Nie tylko naleśnikowo - w tych rejonach mają też świetne, pieczone kurczaki, boskie fromagerie, a także kilka ciekawych knajpek - ale o tym dowiecie się już w drugiej części mojej kulinarnej wycieczki po Paryżu.. .:)

piątek, 21 listopada 2014

Paris, je t'aime - migawki z Paryża

Podobno wielu turystów cierpi po powrocie na tzw. syndrom paryski, objawiający się albo zawodem, że dostało się mniej od oczekiwań (''jutro wychodzimy z domu o 7, nie ma spania do 10!''), albo szaloną euforią (''Ja już nie wracam do Polski.''), że wreszcie się udało.
Paryż zachwyca, tu chce się doświadczyć wszystkiego, w jak największej ilości. I jeszcze z dokładką.
 
Pola Marsowe - pod wieżą Eiffla
Rue Lamarck - widok z okna naszego apartamentu

Ogrody Wersalu 

Dźwięki rozpędzonego metra zmieszane z akordeonem ulicznych muzyków.
Zapach masła, wypełniający cały dom o poranku, z gorących, tostowanych pain perdu.
Widok rozmigotanego Paryża, po zmierzchu, ze schodów bazyliki Sacre Coeur.
Smak tłustego confit de canard, popijanego mocno wytrawnym, czerwonym winem.
Życzliwość ludzi, nie rozumiejących angielskiego ni w ząb, którzy z cierpliwością (i oczywiście - po francusku), tłumaczą nam, jak dojść na pchli targ Saint-Ouen.
Ciepło słońca ogrzewającego ogrody Wersalu we wtorkowe popołudnie...
Miłość, która uderza już w samolocie, już na lotnisku i lokalnym sklepiku, już przy pierwszych słowach ''Bonjour, Mademoiselle!''.
uliczki Montmartre, w ''moim'' sąsiedztwie - film z telefonu
Zakochałam się, w końcu.
W mieście dźwięków, zapachów, smaków i barw.
W mieście świetlistych ludzi, w mieście miłości.
 Zakochałam się, w Paryżu. 
 
Ogrody Wersalu
 
Montmartre - dzieła ulicznych artystów-malarzy
 
Montmartre - bazylika Sacre Coeur / wejście do metro
 
Saint-Ouen - pchli targ w 18 dzielnicy

Rue Lamarck - pierwsze śniadanie w naszym apartamencie, w Paryżu
 
Place de la Concorde - wieczorny widok na wieżę Eiffla
 
W drodze na most Alexandra III (w tle) i wieżę Eiffla

Sześć dni to za mało, by wszystko uchwycić (i nie mowa tylko o aparacie ;) ). 
To jednocześnie zbyt wiele, by wszystko opisać, opowiedzieć, oddać (na jednym poście na pewno się nie skończy! ;) ).
Najfajniejsze wspomnienie?
Może zdziwienie ulicznego artysty-malarza, który po złożeniu mi propozycji portretu, dodał już po angielsku: ''You look like French.''...
Pont Alexandre III
Ogrody Wersalu/ urocze uliczki Montmartre
 
Ogrody Wersalu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...