Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczywo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczywo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

Paryż, mój słodki - czyli o francuskim jedzeniu, cz. 1

Jako, że o Paryżu można by pisać setki książek, a o paryskim jedzeniu - dokładnie drugie tyle - postanowiłam poświęcić temu tematowi osobny wpis, podzielony na dwie części (słodką i wytrawną). :)
Jedzenie w Paryżu jest bezdyskusyjnie pyszne. Tu  po prostu wszystko smakuje lepiej, nawet najtańszy serek z supermarketu.
Jeśli podczas napiętego planu zwiedzania najdzie Was nagły głód - możecie w ciemno wejść do pierwszej lepszej knajpki. I tak jedzenie będzie wyborne, tego zwyczajnie nie da się tu zepsuć.
Francuzi mają niezwykły zmysł do łączenia prostych, lokalnych składników w wyrafinowaną całość.
Świeżość, prostota, tradycja - nadają kunszt francuskiej kuchni.
Jedzenie jest wszędzie, wprost woła zza szyb i gablot piekarni, cukierni, barów, restauracji....
Człowiek chciałby wejść i wszystkiego spróbować. I tylko jeść, jeść, jeść...choćby oczami. ;)
 przed wejściem piekarni La Bonne Cochonnerie,
111 Rue Caulaincourt, Paryż

Z moich obserwacji francuskiego jedzenia (również zmysłem smaku ;) ), wysnułam kilka wniosków, które 
postanowiłam zamknąć w formie wskazówek dla przyszłych, przeszłych i obecnych turystów, dla wszystkich miłośników francuskiej kuchni (i kuchni w ogóle) a także dla tych, którzy wciąż myślą, że żabojady jedzą wyłącznie ślimaki....no, i żaby, oczywiście. ;)


 wnętrze piekarni La Bonne Cochonnerie,
111 Rue Caulaincourt, Paryż
 
1. Boulangerie - świeże pieczywo o poranku
Piekarnie w Paryżu są na każdym rogu, w każdej uliczce, co parę(naście) kroków.
Nie stanowią dla siebie konkurencji, bo asortyment każdej z nich jest zupełnie odmienny.
Nie możecie więc liczyć na to, że dostaniecie dokładnie taką samą bagietkę w piekarni A, co w piekarni B, mieszcząca się w równoległej uliczce.
Co ciekawe, asortyment bywa różny nawet w jednej, konkretnej piekarni!
Nie warto więc pozostawać wiernym jednemu wypiekowi.
Jeśli w czwartek popołudniem upatrzycie sobie fajny, podłużny, rustykalny chleb z suszonymi figami i zaśniecie z myślą ''Jutro rano kupię sobie taki na śniadanie'', to musicie być przygotowani na ewentualne rozczarowanie.
Zamiast niego, ekspedientka zaoferuje Wam inny, zaczynając od słów ''Today, we have...'' i w rezultacie opuścicie piekarnie z okrągłym bochenkiem napakowanym rodzynkami, pistacjami i morelami. I oczywiście bagietką pod pachą. ;)
                                          chleb z rodzynkami, pistacjami i morelami oraz chleb z boczkiem


 brioche za gablotą, w piekarni Paul, 13 Rue Lepic

Oprócz świeżych i wyjątkowo chrupiących bagietek (w dodatku zawsze jeszcze ciepłych) czy popularnych croissantów (te paryskie smakują zupełnie inaczej!), Francuzi zajadają się maślanymi petit pain i brioche.
Delikatne, puszyste bułki i bułeczki, podobne do chałki, obsypane niekiedy perlistym cukrem czy wypełnione czekoladą lub owocami - idealnie pasują do porannej kawy...
 nasze śniadanie: maślane brioche (moja z perlistym cukrem) oraz ciastko francuskie z czekoladą + jogurty owocowe i konfitura
 
Kiedy kiszki marsza grają - ciężko podjąć decyzję, dlatego wybierając się do piekarni przed śniadaniem, lepiej mieć jakiś plan zakupu.
No, a najlepiej tez plan awaryjny, gdyby jednak czegoś nie było.. ;)
nasze śniadania: bagietka z kremowym serkiem, szynką i pomidorem/maślana brioche z masłem, konfiturą, kremem kasztanowym

 
przed wejściem do sklepu Berko z amerykańskimi słodkościami (babeczki, serniki), 31 Rue Lepic, Paryż
 witryna cukierni w pobliżu wyjścia z metro, stacja Pigalle
  
2. Patisserie  - słodkie arcydzieła zza szybki
Musimy się liczyć z tym, że wchodząc do piekarni po pieczywo na śniadanie, wyjdziemy z niej nie tylko z chlebem (i bagietką ;)), ale też z chociażby jednym ciastkiem czekoladowym/tartaletką z owocami/kawałkiem sernika/babeczką lub, oczywiście, makaronikiem.
Nie oznacza to, że dostaniemy je w gratisie - po prostu każda piekarnia jest jednocześnie cukiernią i tak, jak w przypadku wyżej opisanych piekarni - każda oferuje inny asortyment. 
Nie można się więc dziwić, że podczas zwiedzania Paryża, co chwilę naszą uwagę odwracały przeszklone witryny cukierni, eksponujące swoje wypieki niczym drogocenne arcydzieła w Musee d'Orsay.
Pozostaje odwieczny dylemat - czy to jeszcze jedzenie, czy już sztuka? I jak zjeść ciastko, i jednocześnie mieć ciastko? ;)

 
gablota  cukierni-piekarni, 92 Rue Lamarck 

sklep ze słodyczami, w targowej uliczce przy Sacre Coeur



 gablota cukierenki przy restauracji Angelina, 226 Rue Rivoli, Paryż

makaroniki w cukierni, przy restauracji Angelina, 226 Rue Rivoli, Paryż



3. Makaroniki - czyli smak luksusu
Małe, bezowe ciasteczka przełożone cieniutką warstwą kremu. Tęczowe, mieszczące się w dziecięcej dłoni, na jeden (góra dwa!) kęsy. Niech Was jednak nie zmyli ich niepozorny rozmiar! Cena rozwiewa wszystkie wątpliwości i sugeruje - ''masz do czynienia ze sztuką'' (receptura jest wręcz aptekarska, a samo wykonanie wymaga sporej cierpliwości - sama próbowałam, zobacz TU).
Najdroższy makaronik kupiłam na Polach Elizejskich, w sklepie samego ojca makaroników - Pierre Herme.
Nie udało mi się niestety dostać kultowego smaku Ispahan (podobno najlepszy!), ale skusiłam się na Mogador - z mleczną czekoladą i owocem marakui.
 makaronik Magador od Pierre Herme, za 2,20 euro

 sklep Pierre Herme z makaronikami, na Polach Elizejskich
 
Taka przyjemność kosztowała mnie całe 2,20 euro, co uważam za przesadę. Szału nie było, ot ciekawostka turystyczna.
Oczywiście makaroniki możecie kupić w niższej cenie, w każdej cukierni, średnio po 1,50 euro za sztukę. Może nie będą tak idealne, jak oryginał, ale przecież nie o smak tu chodzi. Liczy się symbol, to prawie jak kulinarna wieża Eiffla. ;)


 makaroniki od Laduree, w pamiątkowym sklepiku przy Wersalu

pełnia szczęścia: z naleśnikiem, przy karuzeli u podnóża bazyliki Sacre Coeur

4. Ogromne naleśniki - najtańszy, francuski fast food
Jeżeli macie (za)dużo pieniędzy, albo jesteście pierwszy raz w Paryżu i czujecie się kulinarnie zagubieni - stołujcie się codziennie po restauracjach! Prawda jest jednak taka, że w krótkim czasie stracicie dużo gotówki, a naleśniki i tak będą uwodzicielsko pachnieć i kusząco wabić co parę metrów.
W końcu to francuski specjał! W dodatku tani (średnio 3 euro), smaczny i podawany od ręki - w dosłownym tego słowa znaczeniu! We Francji bowiem, ogromne naleśniki, po usmażeniu i zawinięciu (w rulon lub kopertę) wkłada się w papierową sakiewkę i podaje wprost do ręki. Bez noży i widelców, na ''szybko'', jak kawa ze starbucks'a.
 nasze naleśniki: nutella + banan
 
Najpopularniejsze są oczywiście na słodko, z nutellą i bananem, z kremem kasztanowym (creme de maroons), czy z samym cukrem (sucre). Na próżno wypatrywać ''polskich'', z białym serem.
Serwowane są również w słonej wersji, z szynką, serem (żółtym ;)) i pieczarkami (jambon, fromage, champignon).
                               naleśnikarnia przy wyjściu z metro, stacja Pigalle


naleśnikarnia przy wyjściu z metro, stacja Pigalle

Radzę szukać punktów, w których ciasto smażone jest na bieżąco - niestety, zdarzyło nam się trafić na budki 'odgrzewające' już wcześniej przygotowane placki. Takich ''świeżych'' punktów znajdziecie najwięcej w pobliżu placu Pigalle, tam też polecam się ''stołować''.
Nie tylko naleśnikowo - w tych rejonach mają też świetne, pieczone kurczaki, boskie fromagerie, a także kilka ciekawych knajpek - ale o tym dowiecie się już w drugiej części mojej kulinarnej wycieczki po Paryżu.. .:)

poniedziałek, 21 października 2013

Chleb czekoladowy, pełnoziarnisty

Miałam wielką ochotę na ciasteczka z czekoladą.
Niewiele więc myśląc, upiekłam...czekoladowy chleb. ;)
To świetny pomysł, jak (prawie) całkiem bezkarnie, rozpocząć dzień od tabliczki czekolady!
Wszak to nadal chleb, a chleby na śniadania się jada.
W końcu już wiem, co znaczy słynne ''zjeść ciastko i mieć ciastko''... :)
Wygląda fajnie, nie?
Mięsisty, kakaowo-ciemny, pełnoziarnisty i... wcale NIE słodki!
Ma w sobie gorzką czekoladę i tylko jedną łyżkę cukru, więc:
 - możecie go jeść z żółtym serem,
-  możecie go posmarować solonym masłem i dżemem malinowym (polecam! :D)
 - możecie też ukroić sobie grubą kromę jeszcze ciepłego i zjeść ją, otuloną jedynie czekoladowym zapachem, wypływającym z uchylonego piekarnika...
 Poza tym, chyba nikogo nie trzeba przekonywać do połączenia: masło orzechowe + czekolada? ;)
Jeśli bardziej od wyrabiania drożdżowego chleba wolicie go zjeść, to... jedynie poczekajcie, aż wyrośnie! ;)
Ciasto zagniata się tylko raz, łatwo, szybko i bez obklejonych rąk.
To co macie dziś na kolację?
Przecież każdy pretekst jest dobry, by całkiem bezkarnie zakończyć dzień czekoladą... ;)
Chleb czekoladowy, pełnoziarnisty
/1 zacny bochenek/
(wartość energetyczna w 100g - ok. 320 kcal, jedna kromka - ok. 125 kcal)

  • 225 g mąki pełnoziarnistej 
  • 200 ml wody
  • 1 kopiasta łyżka gorzkiego kakao
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżeczka suszonych drożdży
  • 1/2 łyżeczki soli
  • ok 35 g gorzkiej czekolady

Mąkę przesiej przez sito do miski. Dodaj łyżkę masła i posiekaj nożem oba składniki, łącząc je ze sobą.
Dodaj kakao, cukier puder, drożdże i sól - wymieszaj wszystko razem.
Dolewaj stopniowo 200 ml ciepłej (ale nie wrzącej!) wody wyrabiając przy tym ciasto w misce. 
Ciasto, po dłuższej chwili wyrabiania ma być gładkie i sprężyste (ale nie zbite!).
Wyrabiaj jeszcze przez 10 minut, na oprószonej mąką stolnicy.
Czekoladę grubo posiekaj nożem, a ciasto rozciągnij na prostokątny placek.
Na środek owego placka, wyłóż czekoladę, a ciasto zawiń do środka z każdej strony, tak, by czekolada znalazła się w środku.  Utwórz w dłoniach okragły bochenek, delikatnie upychając czekoladę wewnątrz. 
Na blaszce rozłóż papier do pieczenia, połóż swój chlebek przykryty szczelnie czystą ściereczką i odstaw go  na 2 godziny, aż podwoi swą objętość.
Po tym czasie, piekarnik rozgrzej do 220 stopni i wsadź do niego chleb.
Piecz go wpierw przez 10 minut, a potem zmniejsz temp. do 190 stopni i dopiekaj go jeszcze przez 20 minut.
Po upieczeniu, wyłóż chleb na kratkę i polej jego wierzch roztopionym na patelni masłem. 
Poza nurzaniem rąk w mące, czasem lubię posklejać sobie opuszki palców klejem super glue. ;)
O, na przykład robiąc takie lampiony: 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...