Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2018

Sernik z figami i miodem oraz dlaczego zniknęłam z bloga


Nie wierzę!
Nie było mnie tu aż całe 3 miesiące (!) - to chyba rekord przerwy w historii tego bloga.
Co się stało i dlaczego nie pojawiały się w ten czas żadne, nowe wpisy?

To nie tak, że przestałam piec słodkości - wręcz przeciwnie! 
W ostatnich miesiącach całkowicie poświęciłam się czemuś nowemu - tj. robieniu tortów na zamówienie. 
To niesamowite, że w końcu mogłam połączyć swoją pasję z pracą - co jednak w znacznym stopniu wpłynęło na moją aktywność blogową. 
Poza tortami, domowe ciasta do kawy, takie tylko i wyłącznie dla nas piekę zupełnie ''od święta'', bo prawie każdy weekend mam zajęty składaniem blatów i miksowaniem buttercreamu. :)
Co oczywiście, sprawia mi ogromną frajdę! 

Tym samym, chcę oświadczyć, że mogę tu bywać rzadziej, jednak nie chcę oficjalnie zawieszać bloga, bo to przecież moje dziecko. :)
Oczywiście, tym samym, zachęcam Was do śledzenia moich poczynań na Instagramie (KLIK) , jak i do...zamawiania torcików! :)





***
Wracając, do domowych wypieków...
Przychodzi w końcu taki weekend, taki typowy, pierwszo-jesienny weekend, kiedy nie marzy się o niczym innym, jak o domowym serniczku. 
Maliny i truskawki ze smutkiem znikają ze straganów, jednak z nieskrywaną radością napełniam reklamówkę słodkimi, świeżymi figami - już wiem, że na kremowym serniku będą smakować idealnie.



To był strzał w dziesiątkę - sernik smakuje tak, jak powinien smakować prawdziwy, domowy sernik!
Kakaowy, korzenny spód ciasteczkowy, mocno kremowa, śmietankowa masa serowa i plasterki świeżych fig, skąpane w miodzie..



Spróbujcie, nie tylko w weekend, ale i w każdy, jesienny dzień...
Sernik z figami i miodem
/tortownica 20 cm/
(ilość porcji - 12 kawałków, wartość kaloryczna jednej porcji 121 g - 278 kcal)

ciasteczkowy spód:

  • 125 g herbatników kakaowych
  • 40 g masła, roztopionego
  • szczypta cynamonu, gałki muszkatołowej i imbiru (można użyć gotowej przyprawy do piernika)
Ciasteczka pokruszyć na drobny piasek, wymieszać z roztopionym masłem, dodać przyprawy i taką masę wyłożyć na wyścielone papierem do pieczenia dno tortownicy. Spód schłodzić w lodówce na czas przygotowania masy serowej.

masa serowa:

  • 620 g twarogu sernikowego ( u mnie ''Piątnica'')
  • 100 ml śmietanki 30 %
  • 100 g cukru
  • 1 łyżka budyniu śmietankowego (proszku)\
  • opcjonalnie: saszetka cukru wanilinowego
  • 2 jajka
+ 50 ml śmietanki 30% wymieszanej z łyżką cukru na wykończenie sernika

Wszystkie składniki powinny być w temp. pokojowej.

Składniki (poza 50 ml śmietanki) umieścić w misie miksera i zmiksować na gładko, do połączenia się składników.
Wylać serową masę na schłodzony, ciasteczkowy spód, wyrównać.
Piec w nagrzanym do 160 stopni piekarniku, przez 50 minut.
Po tym czasie, uchylić piekarnik (nie wyłączać!) i ostrożnie rozprowadzić śmietankę z cukrem na wierzchu sernika. 
Piec jeszcze 10 minut w 175 stopniach.
Wyłączyć piekarnik, ostudzić sernik i ostudzony schłodzić w lodówce przez kilka godzin, a najlepiej całą noc.

dekoracja:

  • 3 duże figi (ok 300 g)
  • 1-2 łyżki płynnego miodu
Schłodzony sernik udekorować plasterkami fig, skropić po wierzchu płynnym miodem. :)

niedziela, 28 sierpnia 2016

Figi na waniliowym serku - śniadanie na trawie


W przeszłość przenoszą nas wspomnienia, a w przyszłość - marzenia.
Herbert George Wells

Od kiedy wróciły upały, trochę jakoś mniej piekę.
W zasadzie, od kiedy trwa lato, w kuchni szykuję jedynie śniadanie i raczej nie ma mnie w domu.
Raczej włóczę się po obcych miastach, krajach i własnych marzeniach.
Poznaję nowych ludzi, w nowych, ulubionych miejscach odkrywam nowe, ulubione smaki.
Stawiam na prostotę, bo nie lubię niejasnych zawiłości.
W weekend zjadamy więc najprostsze śniadanie na trawie, a potem, naturalnie, jedziemy nad jezioro.
Nie chcemy stracić nic, z tak pięknego dnia. :)

Moje ulubione, letnie śniadanie jest proste, lekkie i naprawdę pyszne.
Świeże, słodkie figi, skąpane w aksamitnym serku waniliowym, skropione ulubionym miodem ze spadzi iglastej...
To przecież tak, jakby zaczynać dzień od deseru! :)
Szybko przygotowane, szybko znika i...już szybko można wyruszyć, by odkrywać świat! :)
Figi na waniliowym serku, z miodem
/ok. 2 porcje/
(wartość energetyczna porcji: ok 350 kcal)
  • 400 g  serka waniliowego (u mni taki z bedronki, z pokruszoną laską wanilii)
  • dwie, świeże figi
  • ulubiony, płynny miód (u mnie spadziowy)

Serek nałożyć do miseczek, dodać pokrojoną figę, skropić ulubionym miodem, jeść na trawie, najlepiej w towarzystwie. :)

środa, 16 września 2015

Dżem figowy - smak wakacji, prosto z Chorwacji

Kiedy życie daje Ci cytryny...robisz cytrynówkę! ;)
A kiedy daje Ci figi...smażysz dżem figowy!
Jadąc do Chorwacji nie mogłam doczekać się smaku wygrzanych słońcem, zielonych fig, których w Polsce nie uraczymy w żadnej Almie czy nawet Biedronce, za kosmiczne 1,59 zł/sztukę.
Wiadomo, każdy kiedyś zainwestował sobie w turecką fioletową figę z supermarketu, ale to właśnie te chorwackie, kusiły mnie najbardziej...
No i się nie zawiodłam!
Słodziutkie figi posmakowały mi tak bardzo, że wraz z nadchodzącym powrotem do domu, snułam plany przemycenia kilku kilogramów do Polski...
Oczywiście, myśl o dowiezieniu dżemowej, sflaczałej papki, po kilkunastogodzinnej podróży lekko mnie stopowała.
Dopiero koleżanka podrzuciła mi pomysł...zrobienia figowego dżemu - jeszcze przed wyjazdem! :)
Ludzie z wakacji, przywożą w kieszeniach spodni piasek z plaży, w mini buteleczkach wodę z morza i szum fal w kupnych muszelkach.
Dlaczego by więc nie zabrać ze sobą smaku? :)
Zamknąć go szczelnie w słoiku, wraz z garścią cukru i najlepszych wspomnień.
Wspomnień tego lata. 

Jeśli więc jesteście w Chorwacji na urlopie i macie dostęp do kuchni - koniecznie zróbcie TEN dżem!
Dzięki takiej pamiątce, nawet w jesienne, pochmurne dni, znów przeniesiecie się do minionych wakacji.
Wakacji, w Chorwacji. :) 
Dżem figowy
/ok 2 średnie słoiki/

  • 1 kg fig (u mnie zielone, mogą być też fioletowe)
  • pełna szklanka cukru (można dać mniej, figi same w sobie są dość słodkie!)
  • ew. kilka kropel soku z cytryny
Figi umyć, pokroić w ćwiartki (nie obiera się skórki!). Wrzucić je do wyższego garnka z grubym dnem, zasypać cukrem, lekko wymieszać i odstawić na 2 godziny, aż owoce puszczą sok.
Po tym czasie, zagotować całość na dużym ogniu, cały czas mieszając. Gdy dżem zacznie bulgotać, zmniejszyć ogień na minimalny (ale taki, by wciąż się gotowało) i gotować dżem do uzyskania odpowiedniej konsystencji przez ok. 2 godziny - co jakiś czas mieszając, by dżem nam nie przywarł do garnka. 
Odpowiednia konsystencja to taka, w której nie ma już skórek figowych (powinny się rozpaść prawie całkowicie), a dżem nie jest rzadki, ale też nie za bardzo gęsty - powinien być rzadszy niż tradycyjny, kupny dżem ze słoika - bowiem dopiero po ostygnięciu nasz dżem osiągnie własnie taką konsystencję - wcześniej ma być rzadszy.
Jeśli konsystencja jest za gęsta - można podczas gotowania, co jakiś czas dolać odrobinę wody, wymieszać i gotować dalej, aż owoce się rozpadną.
Gotowy, gorący dżemik przekładać do czystych, wyparzonych i suchych słoików - mocno zakręcać wieczkiem i odstawić do góry dnem do ostygnięcia i ''zassania'' się w słoikach (wieczko będzie wtedy wklęśnięte). :)




poniedziałek, 29 września 2014

Central Cafe - najlepsze śniadanie we Wrocławiu

Pamiętam, że jak tylko otwarto tą uroczą, śniadaniową knajpkę, (chyba jako jedną z pierwszych, we Wrocławiu) marzyło mi się, by zjeść tam śniadanie.
Prawda jest jednak taka, że bez zjedzenia rano czegokolwiek nie wyjdę domu, tym bardziej w niedzielę, kiedy wstając o 12, jedyne o czym marzę to ogromna jajecznica (i duuużo wody ;) ).
Oczywiście, Central Cafe (http://centralcafe.pl/site/) udało mi się w końcu odwiedzić kilkakrotnie, pochłaniając na kolacje ciepłego, cynamonowego bajgla z indykiem i konfiturą tuż przed kinowym seansem (kawiarenka jest vis a vis kina Nowe Horyzonty!), czy zamawiając najlepszą gorącą czekoladę, jaką kiedykolwiek w życiu piłam (i nie ma w tym grosza przesady, sami sprawdźcie!). 
Dalej jednak nie miałam okazji wypróbowania porannego menu, a na zamówienie apetycznej gigant-wieżyczki śniadaniowych placuszków o godzinie 19 pewnie nie znalazłabym żadnego usprawiedliwienia... ;)
Tym razem jednak było inaczej.
To znaczy, dalej nie znalazłam usprawiedliwienia, ale...udało mi się zjeść porządne śniadanie o porządnej, śniadaniowej porze! :) 
Wszystko, dzięki wspaniałemu portalowi Uroda i Zdrowie, który po raz kolejny (pamiętacie TEN wpis o restauracji Zielona?) umożliwił mi przetestowanie takich pyszności, w ramach akcji ''Blogerzy smakują''.
Rzecz jasna, nic nie odbyłoby się bez wiedzy (i zgody!) właścicieli ów śniadaniarnio-kawiarni, za co bardzo, bardzo dziękuję! :)
Central Cafe odwiedziłam wraz z moją przyjaciółką (i najfajniejszym fotografem!) w niedzielę (!), o 10:30 (!!), specjalnie w tym celu przeznaczając sobotni wieczór na oglądanie meczu Polska-Niemcy (no i może jedno, malutkie martini.. ;)).
Już z daleka, widok zapełnionego ogródka na zewnątrz kawiarni, informowała nas że ''tu można dobrze zjeść'', jednocześnie budząc nadzieję, na znalezienie wewnątrz wolnego miejsca.
W środku zatem, powitał nas zapach świeżo parzonej kawy, uśmiech pana zza baru oraz...komplet zajętych stolików.

Niezrażone tym faktem, dokonałyśmy swojego zamówienia, które składało się 
 z:
- dowolnie wybranego bajgla z menu (zdecydowałam się na na najbardziej intrygującą pozycję: boczek teryiaki + serek daktylowy) (11,50zł)
- dwóch, ulubionych kaw (latte + latte) (2x9 zł)
- upragnionej, plackowej wieżyczki (17zł), ze specjalnie dobraną kompozycją dodatków, które miała być niespodzianką... :)
W międzyczasie zwolniło się nam najlepsze miejsce w knajpce i przy akompaniamencie naszych burczących brzuchów i piosenek Justina Timberlake'a (moja fanatycznie zakochana w nim towarzyszka, była wprost zachwycona!), oczekiwałyśmy na pyszne śniadanko.
 
Już po chwili, na naszym stole pojawił się ciepły, przekrojony na pół, pełnoziarnisty bajgiel (zapomniałyśmy same wybrać rodzaj pieczywa, ale w kawiarni możecie przebierać między pszennym, razowym, cynamonowym z żurawiną, czy nawet cebulowym!), wypełniony chrupiącym, grillowanym boczkiem, liściem kruchej sałaty lodowej oraz zaskakującym w smaku (ostro-kwaśno-słodki?) serkiem daktylowym.
Bajgiel świetnie smakował popijany pyszną, delikatną latte, otuloną lekką, kremową pianką...
 Czas jakby zwolnił bieg, świat zatrzymał się w miejscu, rozmowy na chwilę zawisły, a apetyt...się zaostrzył. ;)
Nie musiałyśmy długo czekać, bo nagle naszym oczom ukazał się talerz (a właściwie ciężka, żeliwna patelenka?) z pokaźną wieżyczką (nie, wieżą!) grubaśnych pankejków przykrytych tęczą owoców (w tym figi i pitaja!).
Całość hojnie oblana ukochanym, zagęszczonym mlekiem... 
Zdążyłam tylko palnąć głupie ''o kurde!'' i już zabierałyśmy się do podziału tego plackowego 'tortu'...
Puchate placuchy (nawet podzielone na pół) okazały się nie tylko bardzo smaczne, ale też...niesamowicie sycące!
To wprost idealna porcyjka dla jednej wygłodniej (np.po sobotnich wojażach) osoby lub dwóch łasuchów, które właśnie zjadły smakowitego, chrupiącego bajgla. :)
Jakby tego było mało, po obfotografowaniu wszystkich zakamarków Central Cafe oraz obowiązkowej selfie w wielkim lustrze kawiarni, ustawiłyśmy się w kolejce po...jeszcze! ;)
 Na słodką pamiątkę, zamówiłyśmy na wynos świeżutkiego croissanta z marcepanem (3,50zł), chodź gdybyśmy tylko mogły, z chęcią zabrałybyśmy wszystkie smakołyki, pyszniące się zza szklanej gabloty (widzicie TE ciasta i desery?!).
 Oczywiście, nic nie stoi temu na przeszkodzie, a jest tylko sensownym powodem do kolejnych odwiedzin tego klimatycznego, niezwykłe przytulnego miejsca... :)
Z czystym sumieniem, oświadczam, że Central Cafe zdecydowanie znajduje się na pierwszym miejscu, wśród moich ulubionych miejsc na kulinarnej mapie Wrocławia.
Założę się, że zauroczy i Was!
Nawet, jeśli nie wychodzicie z domu bez śniadania to...na drugie śniadanie, lunch, deser czy kolacje - wstąpcie właśnie tam! :)

Central Cafe
ul. Św. Antoniego 10,
50-073 Wrocław

kontakt@centralcafe.pl
tel. 71 794 96 23
strona: http://centralcafe.pl/site/
fejsbuk: https://www.facebook.com/centralcafepolska

piątek, 20 września 2013

Polenta z figami, miodem i jogurtem - jesienne śniadanie

Jak rozgrzać się w chłodny, jesienny poranek?
Można nakryć się kołdra i nie wychodzić z łóżka, aż przyjdzie wiosna.
Można zjeść ciepłą kaszę i ruszyć na podbój świata, na przekór deszczom i wiatrom. 
Gorąco (!) polecam opcję drugą, tym bardziej, jeśli nie próbowaliście jeszcze fig.

To wspaniała okazja, by tak rozpocząć Wasz kolejny, udany dzień... ;)

Śniadaniem zachęcił mnie pan Grzegorz.
Jego przepisami zawartymi w genialnych zdjęciach, możecie zachwycać się na plejn.pl .


Polenta (kaszka kukurydziana) z figami, miodem i jogurtem
/1 porcja/
(wartość energetyczna porcji - ok. 500 kcal)

  • 200 ml mleka
  • 30 g kaszy kukurydzianej
  • 2 łyżki miodu (u mnie 60 g miodu, nie wiem, czy to serio dwie łyżki, ale lubię miód)
  • 1 łyżka masła
  • 2 figi (wystarczy też 1 duża)
  • 1 kopiasta łycha jogurtu ( u mnie grecki)
Mleko zagotować, wsypać kaszę ciągle mieszając, by nie przypalić garnka.
Dodać łyżkę miodu i masło, wymieszać, przełożyć do miseczki.
Nałożyć jogurt i lekko wmieszać w kaszę.
Pokrojone w cząstki figi ułożyć na wierzchu, polać pozostałym miodem.
Podawać ciepłe, co by rozgrzało od rana. :)



a w ostatnich (słonecznych) dniach...



poniedziałek, 2 września 2013

Sałatka z kurczakiem, brzoskwiniami, gorgonzolą i słonecznikiem - NIEZIEMSKA!

Lubicie jeść owoce w wytrawnych daniach?
Ja uwielbiam takie słodko-słone połączenia. :)
Brzoskwinie to moje ulubione, letnie owoce - a że za pół miesiąca będę mogła popatrzyć sobie na nie tylko na zdjęciach - jem je teraz w ilościach hurtowych. ;)
Przedwczoraj, na późną kolację zrobiliśmy pyszną pizzę z brzoskwiniami, gorgonzolą i suszoną szynką hiszpańską...
Dziś na obiad - sałatka z kurczakiem, brzoskwiniami, serem pleśniowym, słonecznikiem i miodowo-musztardowym sosem. Zagryziona czosnkową bagietką.
Szczerze? Przepis własny, czysta improwizacja, ale - o mamo - jakże udana!
Idealna harmonia smaku, ah, oh i eh. :)
(Nie)skromnie przyznam - sałatka pobiła na głowę nawet moją ulubioną, z kurczakiem i truskawkami (KLIK po przepis).
Po prostu musicie jej spróbować!

Sałatka z kurczakiem, brzoskwiniami, gorgonzolą, słonecznikiem i miodowo-musztardowym dressingiem
/1 porcja/
(wartość energetyczna porcji - ok. 500 kcal)
  • 1 pojedynczy filet z kurczaka (ok. 150 g)
  • sól i papryka słodka w proszku
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek
  • pół dużej, dojrzałej brzoskwini
  • 3 garście miksu sałat
  • 40 g sera gorgonzola
  • 2 łyżki ziaren słonecznika (lub pestek dyni)
na miodowo-musztardowy dressing:
  • 1 łyżka majonezu (u mnie majonez light)
  • 1,5 łyżeczki musztardy
  • 1,5 łyżeczki miodu
  • sól i pieprz do smaku 
Pierś z kurczaka umyć, usunąć błonki i osuszyć. Przyprawić hojnie solą i papryką.Na patelni rozgrzać oliwę i na średnim ogniu obsmażyć kurczaka na złotawy kolor, z każdej strony po 5 minut. Zmniejszyć ogień do minimum, podlać kurczaka odrobiną przegotowanej wody i dusić go pod przykryciem ok. 5 minut. W tym czasie przygotować resztę składników.

Na dużym talerzu rozłożyć liście sałaty. Równomiernie poukładać kosteczki pokrojonej gorgonzoli i pokrojoną w półksiężyce brzoskwinię. Posypać całość słonecznikiem. 
Kurczaka ściągnąć z patelni i odłożyć na deseczkę, by chwilę 'odpoczął'.
Składniki dressingu wymieszać i 1/2 wylać na sałatkę.
Kurczaka pokroić w ukośne kawałki, rozłożyć je na sałatce i polać resztą sosu.
Podawać od razu, np. z bagietką czosnkową. :)

a jak smakuje mój wrzesień?
 Jak pierwsze, słodkie figi na grubej kromce chałki z masłem, śmietankowym serkiem i  miodem...
...i jak ostatnie maliny, zatopione w truskawkowym sosie, na delikatnych naleśnikach z waniliowym serkiem...
...a także, jak soczyste pomidory w najlepszej pomidorówce, na kolacje, przy świecach...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...