Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

''Co jadłam w czwartek?'' - czyli moje foto-menu i mała zabawa

To już przedostatni wpis z mojego blogowego cyklu ''Co jadłam w czwartek?'', w którym pokazuję Wam, co dokładnie zjadłam w ciągu całego, czwartkowego dnia. :) 
Od niespełna dwóch miesięcy, staram się mieścić w diecie do 2500 kcal, co na bieżąco przypłacam nie mieszczeniem się w kolejne spodnie.. ;) 
I teraz...UWAGA! 
Jako, że bardzo często macie najróżniejsze zastrzeżenia co do tego, co jem (jakościowo i ilościowo), proponuję Wam małą zabawę w...mojego dietetyka! ;)  
Za tydzień po raz ostatni opublikuję swoje czwartkowe menu - UŁÓŻCIE JE DLA MNIE! :)
Skomponujcie idealne, według Was, dzienne menu, odpowiednie dla normalnej, zdrowej osoby (a najlepiej kobiety, w moim wieku ;)).
Najciekawszą z propozycji wybiorę i...w całości zrealizuję! :)
Zjem wszystko z wybranego menu i - oczywiście - zaprezentuję w zdjęciach na blogu!
Propozycję menu piszcie w komentarzach pod tą notką. :) 
Jestem pewna, że macie jakieś świetne pomysły. <3
Co do dzisiejszego menu...poniosło mnie trochę przy śniadaniu.
Zazwyczaj, przygotowując je, odmierzam sobie w kuchni ''porcję'', kładąc je potem na talerz, by orientacyjnie wiedzieć, ile zjadłam.
Dziś pozwoliłam sobie na odrobinę ''swobody'' i robiąc śniadanie w postaci niewinnych placuszków (bez dodatków to jedynie 300 kcal!) podałam do nich, poza wydzieloną porcją jogurtu greckiego (150g), słoik masła orzechowego oraz kremu czekoladowego, licząc na swoją rozwagę (oczywiście, ważąc uprzednio słoiki z zawartością... ;)) 
W rezultacie, zjadłam wszystko, co pozostało w słoiku po maśle orzechowym (80g) oraz nieumiarkowanie sięgałam po kolejne łyżeczki czekoladowego kremu (70g)...
I tak, na pozór skromne śniadanko, zamieniło się w bombę kaloryczną o wartości 1400 kcal...
Można?
Można. ;)
Śniadanie: placuszki na maślance, z truskawkami (300 kcal) + jogurt grecki (150g) + masło orzechowe (80g) + krem czekoladowo-orzechowy (70g) + maślanka truskawkowa do picia (150ml) = ok. 1400 kcal
Obiad: filet z kurczaka (150 g) smażony w curry, warzywa na patelnię (250 g), keczup (70 g) - ok. 500 kcal
Podwieczorek: batonik twarogowy z kakao i kawałami czekolady w polewie kakaowej (przepyszny! <3) - ok. 150 kcal
Kolacja: bułka pszenna ciabatta (50 g) z margaryną, serkiem wiejskim (100 g), pomidorem, bananem, plasterki serka koziego (50 g) - ok. 450 kcal


razem: ok. 2500 kcal

jak dobrze, że niektóre spodnie są z rozciągliwego streczu, dziękibogu, w
te się jeszcze mieszcze... ;)


czwartek, 7 maja 2015

''Co jadłam w czwartek?'' - czyli moje foto-menu

200 zł za orzeczenie lekarskie na prawo jazdy?!
Poważnie, czasami żałuję, że mieszkam we Wrocławiu...
No, ale jak się już powiedziało A, to trzeba powiedzieć B...
...a dokładniej - kategoria B. 

W końcu padło i na mnie - zapisałam się na kurs!
Co z tego że jeszcze nigdy nie siedziałam za kółkiem - dla mnie to kolejny krok ku niezależności i realizacji marzeń.
Uwaga - zanim jednak całkowicie zrezygnujecie z wychodzenia z domów na wrocławskie ulice - po prostu trzymajcie za mnie kciuki! ;)

Wracając do tematu...prezentuję kolejny wpis z cotygodniowego cyklu ''Co jadłam w czwartek?'', składającego się ze zdjęć posiłków zjedzonych w ciągu całego dnia, w oparciu o dietę 2000 kcal.
Dzisiejszy dzień spędziłam w większości poza domem, uzbrojona jedynie w telefon - stąd też ''instagramowa'' jakość zdjęć. 
Zwykle mam mały problem z podliczeniem kalorii z dań jedzonych na mieście i szacuję je raczej 'na oko'.
Podaję więc przybliżoną kaloryczność (w sumie jak zawsze ;)), ale jeśli macie jakieś uwagi, lub inne oko - po postu podzielcie się tym w komentarzach! :)
Śniadanie: Dwa naleśniki orkiszowe (przepis wkrótce na blogu!) z twarożkiem (200g twarogu sernikowego tłustego + 10g śmietany 36% + łyżka cukru wanilinowego) z połową banana i borówkami amerykańskimi, polane syropem klonowym (30g) + pół naleśnika, zjedzonego zaraz po usmażeniu (850 kcal)


II Śniadanie: średnie jabłko (100 kcal)

Obiad w Multi Food (lubicie takie jedzenie ''na wagę''? ): kurczak z warzywami, w sosie, trochę ryżu z warzywami, smażone ziemniaczki na masełku, pieróg ruski z boczkiem, trochę sałatki greckiej (ok. 570 kcal)

Podwieczorek: jogurt pitny waniliowy (100 kcal)

Kolacja: dwie kanapki z pszennej ciabatty (60g) z margaryną, jajkiem, ogórkiem i majonezem (30g) + kabanos drobiowy i dwa kabanosy wieprzowe (500 kcal)


Razem: ok. 2030 kcal

Aha - jako, że powoli zbliża się czas urlopów, już, jak szalona, biegam po sklepach, poszukując idealnego stroju kąpielowego.
Ostatnio prosiliście o zdjęcie mojego brzucha - no cóż... mówicie - macie! :)

czwartek, 23 kwietnia 2015

Co jadłam w czwartek? - czyli moje FOTO-MENU / dzienny jadłospis

Po moim ostatnim wpisie z foto-menu (kliknij, żeby zobaczyć!), pojawiło się wiele komentarzy i próśb o zamieszczanie częstszych notek z takim ''jadłospisem w zdjęciach''. :)
Cóż, bardzo chętnie spełniam Wasze życzenie, tym samym otwierając nowy, blogowy cykl. :)
''Co jadłam w czwartek?'' będzie cyklem wpisów prezentujący mój dzienny jadłospis, a notki publikować będę...oczywiście w każdy czwartek, sukcesywnie do końca maja. :)
Cały czas staram się ''wbijać na masę'', więc bilanse będą opierać się na (nie)zbilansowanej diecie 2000 kcal (przy prawie zerowym wysiłku ;)).
Póki co, w podobny sposób żywię się już 4 tydzień, a efekty takiej 'diety-cud'...zobaczcie sami na ostatnich zdjęciach! :)
I Śniadanie: pełnoziarnista bułka ze słonecznikiem (70g) z całym, małym avocado, plasterkiem żółtego sera, pomidorem/masłem orzechowym (20g) i nutellą (15g) + parówka wieprzowa z ketchupem i musztardą, zielona herbata (ok. 650 kcal)
II Śniadanie (zjedzone 10 minut po pierwszym śniadaniu :p): pasek czekolady Milka + półówka ''kinder niespodzianki'' (ok. 250 kcal)
Obiad: pierś z kurczaka (150g) smażona w panierce, pół woreczka ryżu z masłem, surówka z marchwi z chrzanem (150g), ketchup (ok. 700 kcal)
Kolacja: jogurt grecki (200 g) w słoiku po maśle orzechowym (zostało w nim 40 g masła), z łyżeczką nutelli (15 g) w środku i z truskawkami (200g) (ok. 500 kcal)

 razem: 2100 kcal

...i ja, po czwartym tygodniu diety +2000 kcal :) (sorry za metkę przy spodniach, ale dopiero co je kupiłam ;))

środa, 7 maja 2014

Sałatka z pistacjowym kurczakiem, awokado i malinami

Przyszedł maj, wakacje blisko, za 38 dni będę nad morzem, to na obiad robię sobie sałatki.
No, a przynajmniej raz w miesiącu tygodniu. ;)
Bardzo lubię połączenie kurczaka z owocami, o czym przekonaliście się już przy genialnej
Zwykle mam tak, że wracając głodna z pracy, kupuję wszystko to, na co mam ochotę.
Dopiero później kombinuję, co z tym wszystkim zrobić...

...tak oto powstała ta przepyszna (i wyjątkowo sycąca!) sałatka. :)
Sałatka z pistacjowym kurczakiem, avocado i malinami
/1 porcja/
(wartość energetyczna sałatki - ok. 600 kcal)

  • ok. 150 g filetu z kurczaka
  • łyżka jogurtu naturalnego
  • białko kurze
  • pieprz, sól 
  • 30 g łuskanych, solonych pistacji, posiekanych (lub zmielonych)
  • dwie garście miksu sałat
  • pół awokado
  • garść malin
  • 3-4 łyżki oleju z prażonych pistacji (można zastąpić oliwą z oliwek)
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • + sól i pieprz, do smaku
Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Jogurt wymieszać z białkiem, solą i pieprzem. Dokładnie, z każdej strony 'zamoczyć' w tym kurczaka, a następnie obtoczyć go w pistacjowej panierce. Tak przygotowany filet ułożyć na kratce z piekarnika, wyłożonej papierem do pieczenia. Piec ok. 20 minut. 
W tym czasie, na talerzu rozłożyć sałatę i plasterki obranego avocado. Upieczonego kurczaka pokroić na paseczki (jak na zdjęciach) i ułożyć na sałacie. Posypać malinami, polać olejem (oliwą) wymieszanym z cytrynowym sokiem i przyprawami. Jeść, jeść, jeść. :)

środa, 26 marca 2014

Drugie urodziny bloga i najlepsza babka piaskowa

W wolny dzień, jak zwykle wstaję o 7, bez budzika, dlaczego nie umiem spać dłużej?
Siadając na łóżku, staram się wymacać paciorki wystającego kręgosłupa, które jeszcze niedawno były na swoim miejscu.
Jeszcze niedawno, bez wymacywania czułam chłód wystających paciorków, obojczyków, kłykci, KOŚCI. 
Jeszcze dwa lata temu, wstawałam o 4, budzona dźwiękiem wygłodzonego ciała (pamiętacie TEN wpis?)
Zakładając tego bloga 2 lata temu, nie wierzyłam, że pomoże mi, jako mi.
Miał pomóc Wam, pozwalając mi jedynie PRZETRWAĆ, utrzymując się przy niemożliwej wadze.
Wczoraj 40 -  dzisiaj 50. 
Jednak te DWA LATA to już nie tylko kilogramy, cyfry, kalorie.
To historia o wzrastaniu w siłę, nadziei i...apetycie na życie. :)
Chyba wystarczające powody, by świętować już od śniadania? ;)
Zamiast wystawnych tortów - otulam się w smaki dzieciństwa.
Gdy byliśmy mali, moja mama piekła tę babkę w każdą sobotę.
Prosta, nieskomplikowana, NAJLEPSZA BABKA PIASKOWA, jaką nosiła ta ziemia.
Delikatna, mięciutka, puszysta.
Znakomita z dżemem, marmoladą, masłem...
Babka piaskowa ekspresowa
/standardowa forma na babkę, może być z kominem, ja piekłam w mini foremce, zmniejszając ilość składników/
(wartość energetyczna w 100g - ok. 500 kcal)
  • 4 jajka
  • 250 g cukru
  • 250 g mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki mąki krupczatki
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • stopiona, gorąca CAŁA margaryna (u mnie Kasia)
Jajka utrzeć z cukrem na gładko. Dodawać po kolei sypkie składniki, mieszając łyżką po każdym z nich.
Margarynę roztopić w garnuszku, gorącą od razu wlać do wymieszanych składników, ponownie wszystko wymieszać.Ciasto przelać do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą.
Piekarnik nagrzać do 180-200 stopni, babkę piec ok. 40-50 minut, do suchego patyczka.



wtorek, 1 października 2013

Jesienna uczta w restauracji Zielona we Wrocławiu

Wiecie, że najfajniejsze, wrocławskie restauracje znajdziecie nie tylko w centrum miasta, a na jego obrzeżach? :)
Takie, jak przytulna restauracja Zielona, będąca częścią Zielonego Centrum ogrodniczego, które rozkwita we wrocławskich Psarach.
To właśnie tu, w otoczeniu uroczych dekoracji (widzicie te lampiony pod sufitem?), zjecie pyszny obiad z deserem, wypijecie domowy kompot, a także odpoczniecie po zakupach drzewek i kwiatów do Waszego ogrodu (lub na balkon... ;) ).
W ramach akcji Blogerzy Smakują, zostałam zaproszona do owej restauracji, w celu rozsmakowania się w ich ''zielonym'' menu.
Rozgrzewająca zupa krem? Może grillowany indyk? Albo lekka sałatka?
Sympatyczna Pani Manager ułatwia nam podjęcie wyboru - propozycja spróbowania sezonowego, jesiennego menu jest niezwykle kusząca... :)
Naszą wielką ucztę rozpoczyna tzw. ''starter'', składający się z aksamitnej, dyniowej pasty z dyni Hokkaido oraz świeżej, pszennej bagietki. Każdy z nas (nawet ten od dyń stroniący) z wielką chęcią sięga po kolejną łyżeczkę dyniowej przystawki. 

Apetyty rozbudzone!
Łyżeczki zamieniamy na łyżki i rozsmakowujemy się w cieple kremowych zup...
Na jaką byście się zdecydowali? 
Aromatyczny krem pomidorowy, ze świeżymi ziołami, ciągnąca się mozzarellą i pachnącą bułeczką (12 zł) czy może... kremową zupę z dyni, ukoronowaną kwaśną śmietaną i chrupiącymi, dyniowymi ziarnami (12 zł)?
My bierzemy obie! :)
Jednak to rozpływający się w ustach ser sprawia, że nie mogę oderwać się od gęstej, idealnie doprawionej pomidorówki. :)
W oczekiwaniu na kolejne danie, testuję...zielony plac zabaw! :) 
Jeśli macie dzieci (lub tak jak ja - sami nimi jesteście :p), to świetne miejsce do spożytkowania energii, w przerwie między zupą a drugim daniem. Albo deserem. ;)
Podczas gdy ja bawię się wchodząc do plastikowego domku, na naszym stole lądują urocze, dyniowe placuszki, o wabiącym, korzennym aromacie (14 zł).
Podane w bezbłędnym towarzystwie żurawinowego sosu, rukoli i pestek dyni.
Chrupiące z zewnątrz - puchate w środku, w smaku gdzieś pomiędzy słodkim racuchem a słonym plackiem ziemniaczanym. Obok kwaśna śmietana, w której z rozkoszą maczam każdy, plackowy kęs.
Brawa dla szefa kuchni! - wszyscy pełni 'ohów' i 'ahów' uznania, szybko opróżniamy swoje talerze. :)
Przyznam - z chęcią poznałabym 'tajemną recepturę', by móc w domu cieszyć się smakiem tych genialnych placków... :)

Czas na danie główne!
Jesteś jaroszem? Tradycjonalistą? Fanem kuchni fushion? 
W menu każdy znajdzie coś dla siebie!
Ja otrzymuję osiem, zgrabnie zlepionych pierożków z dynią i fetą (16 zł), będących fajną alternatywą dla typowych - ruskich. Unurzane w kwaśnej śmietanie, nabijane nie tylko przez mój widelec, znikają z talerza w ekspresowym tempie... ;)
Z zaciekawieniem spoglądam na talerz z grillowanym indykiem, wprost pomalowanym sosem z mango i dyni (29 zł).
Całość dopełnia kremowe risotto dyniowo-cukiniowe i mieszanka świeżych sałat  -  uwierzycie, że nawet nasz ' kulinarny tradycjonalista'  połakomił się na to smakowicie przyrządzone danie? ;)
Jeśli jednak Wasze podniebienie nie lubi eksperymentów - wybierzcie klasykę. 
Soczysty w środku, panierowany filet z kurczaka, w asyście pieczonych ziemniaczków, surówki z marchwi i sosu tzatziki (23 zł) to zawsze sprawdzony pomysł na smaczny obiad. :)
Wciąż głodni? ;)
Kelner już niesie bogatą sałatka z soczystym, słodko-ostrym, grillowanym indykiem (24 zł), którą spokojnie można potraktować jako...kolejne danie główne? :D
Wyjątkowy sposób podania (osobno mięso i sałata) tworzy na talerzu  estetycznie - apetyczną  kompozycję. 
Mimo uczucia najedzenia, z chęcią wyciągamy nasze widelce w stronę - lekkiego przecież - dania... :)
Zaschło Wam w gardle, z wrażenia? :)
Popijcie to domowym kompotem z sezonowych owoców (4 zł - 300 ml)!
Choć nie jestem fanem żadnych owocowych napojów, wierzę na słowo współbiesiadnikom, zachwycającym się smakiem kompotu z dyni oraz jabłkowo-śliwkowym . :)
Odpuścić sobie deser?
Nigdy - wszak nie byłabym sobą! 
Dwa, spore kawałki dyniowego ciasta to jednak w tym momencie wystarczająca ilość na trzy osoby... ;)
Wzielibyście to z kwaskową, pomarańczową konfiturą (10 zł), czy z czekoladowo-orzechowym posmakiem (10 zł)?
Polecam oba! ;)
...a co na talerzach zostało - to się nie zmarnowało! ;)
Wszystko, czego nie pomieściły już nasze brzuchy - uprzejma kuchnia zmieściła w ładne, jednorazowe pudełeczka ''na wynos''.
To była prawdziwa, jesienna uczta - nie tylko podniebienna, za co przeogromnie dziękuję! :)
Restauracja Zielona dostarczyła nam licznych, kulinarnych doznań, zamieniając zwykły obiad w fantazyjną przygodę dla zmysłów. 
Intrygujące smaki, aromatyczne zapachy, eklektyczny wystrój i ciepła, przytulna atmosfera...
To miejsce, do którego warto wracać - nawet, jeśli nie jesteście właścicielami ogródka, działki czy balkonu... ;)

Adres restauracji:
Restauracja Zielona
Galeria Ogrodnicza
Zielone Centrum
ul. Główna 1C
51-180 Wrocław-Psary


http://www.restauracja-zielona.pl/



poniedziałek, 2 września 2013

Sałatka z kurczakiem, brzoskwiniami, gorgonzolą i słonecznikiem - NIEZIEMSKA!

Lubicie jeść owoce w wytrawnych daniach?
Ja uwielbiam takie słodko-słone połączenia. :)
Brzoskwinie to moje ulubione, letnie owoce - a że za pół miesiąca będę mogła popatrzyć sobie na nie tylko na zdjęciach - jem je teraz w ilościach hurtowych. ;)
Przedwczoraj, na późną kolację zrobiliśmy pyszną pizzę z brzoskwiniami, gorgonzolą i suszoną szynką hiszpańską...
Dziś na obiad - sałatka z kurczakiem, brzoskwiniami, serem pleśniowym, słonecznikiem i miodowo-musztardowym sosem. Zagryziona czosnkową bagietką.
Szczerze? Przepis własny, czysta improwizacja, ale - o mamo - jakże udana!
Idealna harmonia smaku, ah, oh i eh. :)
(Nie)skromnie przyznam - sałatka pobiła na głowę nawet moją ulubioną, z kurczakiem i truskawkami (KLIK po przepis).
Po prostu musicie jej spróbować!

Sałatka z kurczakiem, brzoskwiniami, gorgonzolą, słonecznikiem i miodowo-musztardowym dressingiem
/1 porcja/
(wartość energetyczna porcji - ok. 500 kcal)
  • 1 pojedynczy filet z kurczaka (ok. 150 g)
  • sól i papryka słodka w proszku
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek
  • pół dużej, dojrzałej brzoskwini
  • 3 garście miksu sałat
  • 40 g sera gorgonzola
  • 2 łyżki ziaren słonecznika (lub pestek dyni)
na miodowo-musztardowy dressing:
  • 1 łyżka majonezu (u mnie majonez light)
  • 1,5 łyżeczki musztardy
  • 1,5 łyżeczki miodu
  • sól i pieprz do smaku 
Pierś z kurczaka umyć, usunąć błonki i osuszyć. Przyprawić hojnie solą i papryką.Na patelni rozgrzać oliwę i na średnim ogniu obsmażyć kurczaka na złotawy kolor, z każdej strony po 5 minut. Zmniejszyć ogień do minimum, podlać kurczaka odrobiną przegotowanej wody i dusić go pod przykryciem ok. 5 minut. W tym czasie przygotować resztę składników.

Na dużym talerzu rozłożyć liście sałaty. Równomiernie poukładać kosteczki pokrojonej gorgonzoli i pokrojoną w półksiężyce brzoskwinię. Posypać całość słonecznikiem. 
Kurczaka ściągnąć z patelni i odłożyć na deseczkę, by chwilę 'odpoczął'.
Składniki dressingu wymieszać i 1/2 wylać na sałatkę.
Kurczaka pokroić w ukośne kawałki, rozłożyć je na sałatce i polać resztą sosu.
Podawać od razu, np. z bagietką czosnkową. :)

a jak smakuje mój wrzesień?
 Jak pierwsze, słodkie figi na grubej kromce chałki z masłem, śmietankowym serkiem i  miodem...
...i jak ostatnie maliny, zatopione w truskawkowym sosie, na delikatnych naleśnikach z waniliowym serkiem...
...a także, jak soczyste pomidory w najlepszej pomidorówce, na kolacje, przy świecach...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...