Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2015

''Co jadłam w czwartek?'' - mój 'cheat day'! /jadłospis w zdjęciach

Wiecie, co to jest ''cheat day''? 
O takim zjawisku mówimy, gdy na co dzień, jedząc zdrowo (bądź stosując jakąś dietę), pozwalamy sobie raz na jakiś czas (np. jeden dzień w miesiącu/tygodniu) na jedzenie wszystkiego, co ogólnie przyjęte za niezdrowe, wysokokaloryczne i tuczące. 
I to nie w symbolicznych ilościach, a takich które znacznie przekraczających nasze całe, dzienne zapotrzebowanie!
Myk polega na tym, że jeśli zazwyczaj jemy zdrowo i grzecznie - nasz organizm nawet nie połapie się, że nagle pochłonął dwa razy więcej kalorii, niż potrzebuje. 
Czemu by więc nie skorzystać, i trochę zaszaleć? ;)
W moim dziennym menu, czasem pozwalam sobie na jakiś jeden ''cheat meal'', czyli trochę niezdrowy, wysokokaloryczny posiłek (jak np. słoik Nutelli, duża czekolada Milka). 
W komentarzach pod poprzednim, czwartkowym wpisem padł pomysł kontrolowanego ''cheat day''.
Pomyślałam, czemu nie?
Menu miało być jednak (w miarę) zdrowe, więc...
- są NALEŚNIKI, ale orkiszowe i z twarogiem!
- jest PIZZA, ale pszenno-żytnia!
- są LODY, ale jogurtowe!
- jest MASŁO, ale orzechowe!
- są TŁUSZCZE, ale te zdrowe, z orzechów!
- i jest ALKOHOL, ale usprawniające trawienie wino! ;)

to co, gotowi zobaczyć moje niecałe 5000 kcal? :)

Śniadanie: naleśniki orkiszowe (z połowy TEGO przepisu) z twarożkiem domowym (200g), truskawkami, chałwą waniliową (80g) i konfiturą truskawkową (20 g) - ok. 950 kcal

II śniadanie: garstka nerkowców (20g), napój energetyczny Red Bull - ok 270 kcal
Obiad: trochę ponad pół domowej pizzy na pszenno-żytnim cieście, z kozim serem, salami, papryką, pomidorowym sosem i rukolą + pół litra różowego wina półsłodkiego - ok. 1400 kcal
Podwieczorek: porcja lodów jogurtowych (100g), mała brzoskwinka (wkrojona do lodów) - ok. 250 kcal
Kolacja, po 20 godzinie: słoik masła orzechowego (350g) - ok. 2100 kcal

razem: 4970 kcal



czwartek, 21 maja 2015

''Co jadłam w czwartek?'' - czyli moje foto-menu i mała zabawa

To już przedostatni wpis z mojego blogowego cyklu ''Co jadłam w czwartek?'', w którym pokazuję Wam, co dokładnie zjadłam w ciągu całego, czwartkowego dnia. :) 
Od niespełna dwóch miesięcy, staram się mieścić w diecie do 2500 kcal, co na bieżąco przypłacam nie mieszczeniem się w kolejne spodnie.. ;) 
I teraz...UWAGA! 
Jako, że bardzo często macie najróżniejsze zastrzeżenia co do tego, co jem (jakościowo i ilościowo), proponuję Wam małą zabawę w...mojego dietetyka! ;)  
Za tydzień po raz ostatni opublikuję swoje czwartkowe menu - UŁÓŻCIE JE DLA MNIE! :)
Skomponujcie idealne, według Was, dzienne menu, odpowiednie dla normalnej, zdrowej osoby (a najlepiej kobiety, w moim wieku ;)).
Najciekawszą z propozycji wybiorę i...w całości zrealizuję! :)
Zjem wszystko z wybranego menu i - oczywiście - zaprezentuję w zdjęciach na blogu!
Propozycję menu piszcie w komentarzach pod tą notką. :) 
Jestem pewna, że macie jakieś świetne pomysły. <3
Co do dzisiejszego menu...poniosło mnie trochę przy śniadaniu.
Zazwyczaj, przygotowując je, odmierzam sobie w kuchni ''porcję'', kładąc je potem na talerz, by orientacyjnie wiedzieć, ile zjadłam.
Dziś pozwoliłam sobie na odrobinę ''swobody'' i robiąc śniadanie w postaci niewinnych placuszków (bez dodatków to jedynie 300 kcal!) podałam do nich, poza wydzieloną porcją jogurtu greckiego (150g), słoik masła orzechowego oraz kremu czekoladowego, licząc na swoją rozwagę (oczywiście, ważąc uprzednio słoiki z zawartością... ;)) 
W rezultacie, zjadłam wszystko, co pozostało w słoiku po maśle orzechowym (80g) oraz nieumiarkowanie sięgałam po kolejne łyżeczki czekoladowego kremu (70g)...
I tak, na pozór skromne śniadanko, zamieniło się w bombę kaloryczną o wartości 1400 kcal...
Można?
Można. ;)
Śniadanie: placuszki na maślance, z truskawkami (300 kcal) + jogurt grecki (150g) + masło orzechowe (80g) + krem czekoladowo-orzechowy (70g) + maślanka truskawkowa do picia (150ml) = ok. 1400 kcal
Obiad: filet z kurczaka (150 g) smażony w curry, warzywa na patelnię (250 g), keczup (70 g) - ok. 500 kcal
Podwieczorek: batonik twarogowy z kakao i kawałami czekolady w polewie kakaowej (przepyszny! <3) - ok. 150 kcal
Kolacja: bułka pszenna ciabatta (50 g) z margaryną, serkiem wiejskim (100 g), pomidorem, bananem, plasterki serka koziego (50 g) - ok. 450 kcal


razem: ok. 2500 kcal

jak dobrze, że niektóre spodnie są z rozciągliwego streczu, dziękibogu, w
te się jeszcze mieszcze... ;)


czwartek, 14 maja 2015

''Co jadłam w czwartek?'' - czyli moje foto-menu

Jak co tydzień, prezentuję Wam kolejny wpis z mojego blogowego cyklu ''Co jadłam w czwartek?'', w którym prezentuję wszystkie zjedzone przeze mnie posiłki w przeciągu całego dnia. 
Oczywiście nadal w oparciu o dietę 2000 kcal, choć nie wiem, czy to wciąż dobry pomysł, bo np. dzisiaj byłam zmuszona zwrócić do sklepu spodnie, które pokazywałam Wam w jednym z ostatnich wpisów. 
Bardzo dziwne, że skurczyły się, mimo, że jeszcze ich nie prałam (...).

Udało mi się też w końcu spróbować nowych mcdonaldowych lodów Mcflurry z batonem Mars, choć szczerze przyznam, szału nie ma (mcflurry z chałwą - wróć! <3).
A Wy, próbowaliście już ich? :)
Śniadanie: bułka mleczna (80g) z margaryną, kurczakiem gotowanym, pomidorem, ogórkiem/margaryną, twarogiem półtłustym, miodem (40g), bananem - ok. 550 kcal
II śniadanie: gruszka, pasek dużej czekolady Milka z kremem kakaowym i herbatnikiem, ciasteczko owsiane z czekoladą - ok. 350 kcal
Obiad: smażona pierś z kurczaka (150g) z serowym sosem z gorgonzoli (50g) i śmietany 36% (15g), ziemniaczki gotowane, sałatka z awokado i pomidorów - ok. 600 kcal
Kolacja: lody Mcflurry Mars - ok. 450 kcal (wg producenta)


razem: ok. 1950 kcal 
(ło, zabrakło 50 kalorii, chyba zaczynam ograniczać! :O ;) )


+ dzisiejszy outfit: 


czwartek, 7 maja 2015

''Co jadłam w czwartek?'' - czyli moje foto-menu

200 zł za orzeczenie lekarskie na prawo jazdy?!
Poważnie, czasami żałuję, że mieszkam we Wrocławiu...
No, ale jak się już powiedziało A, to trzeba powiedzieć B...
...a dokładniej - kategoria B. 

W końcu padło i na mnie - zapisałam się na kurs!
Co z tego że jeszcze nigdy nie siedziałam za kółkiem - dla mnie to kolejny krok ku niezależności i realizacji marzeń.
Uwaga - zanim jednak całkowicie zrezygnujecie z wychodzenia z domów na wrocławskie ulice - po prostu trzymajcie za mnie kciuki! ;)

Wracając do tematu...prezentuję kolejny wpis z cotygodniowego cyklu ''Co jadłam w czwartek?'', składającego się ze zdjęć posiłków zjedzonych w ciągu całego dnia, w oparciu o dietę 2000 kcal.
Dzisiejszy dzień spędziłam w większości poza domem, uzbrojona jedynie w telefon - stąd też ''instagramowa'' jakość zdjęć. 
Zwykle mam mały problem z podliczeniem kalorii z dań jedzonych na mieście i szacuję je raczej 'na oko'.
Podaję więc przybliżoną kaloryczność (w sumie jak zawsze ;)), ale jeśli macie jakieś uwagi, lub inne oko - po postu podzielcie się tym w komentarzach! :)
Śniadanie: Dwa naleśniki orkiszowe (przepis wkrótce na blogu!) z twarożkiem (200g twarogu sernikowego tłustego + 10g śmietany 36% + łyżka cukru wanilinowego) z połową banana i borówkami amerykańskimi, polane syropem klonowym (30g) + pół naleśnika, zjedzonego zaraz po usmażeniu (850 kcal)


II Śniadanie: średnie jabłko (100 kcal)

Obiad w Multi Food (lubicie takie jedzenie ''na wagę''? ): kurczak z warzywami, w sosie, trochę ryżu z warzywami, smażone ziemniaczki na masełku, pieróg ruski z boczkiem, trochę sałatki greckiej (ok. 570 kcal)

Podwieczorek: jogurt pitny waniliowy (100 kcal)

Kolacja: dwie kanapki z pszennej ciabatty (60g) z margaryną, jajkiem, ogórkiem i majonezem (30g) + kabanos drobiowy i dwa kabanosy wieprzowe (500 kcal)


Razem: ok. 2030 kcal

Aha - jako, że powoli zbliża się czas urlopów, już, jak szalona, biegam po sklepach, poszukując idealnego stroju kąpielowego.
Ostatnio prosiliście o zdjęcie mojego brzucha - no cóż... mówicie - macie! :)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Co jadłam w czwartek? - czyli moje foto-menu

Zgodnie z obietnicą, prezentuję kolejny wpis z cotygodniowego cyklu ''Co jadłam w czwartek?''. :)
Bilans nadal +2000 kcal, a dodatkowo, na koniec macie moją focie z dzisiejszym, dopołudniowym outfitem. :)
Dziś, jak na mnie (nie)przystało, będzie bardzo oszczędnie w słowach, bo i tak jestem już spóźniona, a paznokcie schną wieczność.... ;)
Moi Mili, Majówkę czas zacząć! 
Śniadanie: bułka z siemieniem lnianym (120g) z margaryną i pastą jajeczną (2 jajka + 20g majonezu + sól i pieprz), ogórek, pomidor, 6 plasterków kiełbasy krakowskiej suchej z indyka, kakao (2 kopiaste łyżeczki gorzkiego kakao + 200 ml mleka + 50 ml nutridrinka neutralnego, bo mleko się skończyło...) - ok. 700 kcal
Po śniadaniu: Ciastko domowego wypieku, 100% z mąki żytniej, z orzechami laskowymi, gorzką czekolada i daktylami - ok. 150 kcal
II śniadanie: duuuże jabłko - ok 150 kcal


Obiad: 2 plastry pieczonego schabu (ok. 170g), zapieczone z suszonymi pomidorami w oleju i żółtym serem (2 plasterki), pół woreczka kaszy gryczanej z masłem, zasmażana marchewka z groszkiem, woda z cytryną - ok. 600 kcal

Kolacja: bułeczka maślana (35g) z margaryną, serem ricotta (80g), ogórkiem, bananem i masą krówkową, parówka wieprzowa, ketchup, musztarda, herbata z cytryną - ok. 400 kcal

Bilans: ok. 2000 kcal
+ jeszcze  to, co zwykle, przed imprezą... :)



czwartek, 23 kwietnia 2015

Co jadłam w czwartek? - czyli moje FOTO-MENU / dzienny jadłospis

Po moim ostatnim wpisie z foto-menu (kliknij, żeby zobaczyć!), pojawiło się wiele komentarzy i próśb o zamieszczanie częstszych notek z takim ''jadłospisem w zdjęciach''. :)
Cóż, bardzo chętnie spełniam Wasze życzenie, tym samym otwierając nowy, blogowy cykl. :)
''Co jadłam w czwartek?'' będzie cyklem wpisów prezentujący mój dzienny jadłospis, a notki publikować będę...oczywiście w każdy czwartek, sukcesywnie do końca maja. :)
Cały czas staram się ''wbijać na masę'', więc bilanse będą opierać się na (nie)zbilansowanej diecie 2000 kcal (przy prawie zerowym wysiłku ;)).
Póki co, w podobny sposób żywię się już 4 tydzień, a efekty takiej 'diety-cud'...zobaczcie sami na ostatnich zdjęciach! :)
I Śniadanie: pełnoziarnista bułka ze słonecznikiem (70g) z całym, małym avocado, plasterkiem żółtego sera, pomidorem/masłem orzechowym (20g) i nutellą (15g) + parówka wieprzowa z ketchupem i musztardą, zielona herbata (ok. 650 kcal)
II Śniadanie (zjedzone 10 minut po pierwszym śniadaniu :p): pasek czekolady Milka + półówka ''kinder niespodzianki'' (ok. 250 kcal)
Obiad: pierś z kurczaka (150g) smażona w panierce, pół woreczka ryżu z masłem, surówka z marchwi z chrzanem (150g), ketchup (ok. 700 kcal)
Kolacja: jogurt grecki (200 g) w słoiku po maśle orzechowym (zostało w nim 40 g masła), z łyżeczką nutelli (15 g) w środku i z truskawkami (200g) (ok. 500 kcal)

 razem: 2100 kcal

...i ja, po czwartym tygodniu diety +2000 kcal :) (sorry za metkę przy spodniach, ale dopiero co je kupiłam ;))

niedziela, 19 kwietnia 2015

Chleb pszenny na śmietanie - pochwałą prostoty

Czasami jest tak, że znów cały tydzień straszą nas kolejnym, deszczowym weekendem.
Co wtedy?
Wbrew pozorom i demonizującym prognozom, wcale nie modyfikujemy swoich planów, nie wyciągamy arsenału parasoli (parasolów?) i kaloszy z garderoby i nie przeprowadzamy rytuały przeganiającego deszcz.
Wbrew pozorom, uważamy prognozy za jakiś fatalny błąd i po cichu liczymy na słońce.
Na przeciw natrętnym myślom, pieczemy chleb, o skórce cieniutkiej, jasnej, pomarańczowej jak słoneczny dzień. 
Potem przychodzi niedziela, a za oknem jest najjaśniejszy, kwietniowy poranek i trochę się sobie dziwiąc, uśmiechamy się na myśl, że tak naprawdę, wcale nie znamy żadnego rytuału na przepędzenie deszczu.
No, chyba, że rytuał pieczenia domowego chleba... ;)


Chleb pszenny na śmietanie, to bardzo klasyczny, tradycyjny w smaku chlebek.
O niezbyt grubej skórce i delikatnym miąższu, który dzięki dodatkowi śmietany pozostaje miękki i świeży nawet na trzeci dzień.  
Najlepiej sprawdza się na kanapkach z jajkiem, polecam! :)

Chleb pszenny na śmietanie
/1 mały chlebek/

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 180 g śmietany (użyłam 18%)
  • 110 g ciepłej wody
  • łyżeczka cukru + łyżeczka soli
  • 3 g suchych drożdży
Mąkę przesiać do miski, dodać sól, cukier i drożdże i wymieszać. Następnie dodać śmietanę, ciepłą wodę i pokrojony koperek. Szybko zagnieść gładkie i elastyczne ciasto, uformować kulę i odstawić w ciepłe miejsce, pod przykryciem do wyrośnięcia na około 2 godziny . Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, z ciasta uformować bochenek i przełożyć do foremki. Ponownie odstawić do wyrośnięcia na ok. 30 minut. Piec przez ok. 35-40 minut w 190 st.C. Kroić po wystudzeniu.



wtorek, 14 kwietnia 2015

Mój dzienny jadłospis - FOTO-MENU w zdjęciach (2000 kcal)

Jak dotąd, gdy kogoś z mojej rodziny lub znajomych dopadło w ostatnim czasie przeziębienie, nie mogłam się nadziwić, jak przy TAKIEJ pogodzie można w ogóle chorować.
Otóż można.
Można mieć grypę, kaszel, czerwony nos, bóle stawów, opuchnięte węzły chłonne i ciężkie od zatok powieki.
Można leżeć cały dzień w łóżku i być zupełnie nie podobnym do nikogo, a już na pewno nie do siebie samego.
I można się dziwić, można kaszleć, otwierać już ósmą paczkę chusteczek i narzekać na swój los, ale już z całą pewnością nie można wychodzić z domu, by cieszyć się rozbujałą na maksa wiosną.
Jeść, spać, m a rz y ć, jeść, spać...

...nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło!
No bo chyba nie ma lepszych warunków do sfotografowania wszystkich swoich posiłków, niż 24-godzinne kwarantanna w domu, co nie? ;)

Moje foto-menu, czyli mój dzienny jadłospis zobrazowany w zdjęciach pojawił się już na blogu kilka razy.
Prośby o kolejny, pojawiła się przy okazji poprzedniego wpisu, w którym wspomniałam o zwiększeniu dziennej dawki kalorii (z ok. 1500 kcal na 2000-2500 kcal), w celu tzw. ''wbicia na masę''. ;)
Specjalnie dla Was, prezentuje moje dzisiejsze 'menu' w obrazkach, z podpisami i średnią, szacowaną wartością kaloryczną.
Tak samo, jak w przypadku moich przepisów - wartość kaloryczna jest podawana w przybliżeniu, na tzw. ''oko'' - przy czym dzisiejszy bilans wyniósł ok. 2300 kcal.
Myślę więc, że...misja zakończona sukcesem! :)

I Śniadanie, godz..7:00: bułka wieloziarnista 70g, avocado, jajko na twardo, wędlina, serek śmietankowy, rzodkiewki, masło orzechowe (20 g), borówki, pomidorek malinowy, sok pomarańczowy bez cukru (ok. 600 kcal)
II Śniadanie, godz. 10:30: Nutridrink czekoladowy, proteinowy (300 kcal) + pół bułki pszennej z masłem orzechowym (20g) i plasterkami banana (ok. 250 kcal)
Obiad, godz 14:00: pieczony schab z sosem pieczeniowym, 5 klusek śląskich (jedna zjedzona zaraz po wyjęciu z garnka ;)), marchewka z ananasem, buraczki, zielona herbata (ok. 600 kcal)

Podwieczorek, godz. 15:30: dwa solone krakersy, z nutellą (10g) i masą krówkową (10g) + szklanka mleka sojowego naturalnego (ok. 220 kcal)

Kolacja, godz. 18:00: dwie kromki z pszennej bułki (30g) z avocado i wędliną/margaryną, serem białym półtłustym, wędliną, pomidor, plasterek pasztetu (z królikiem! :O), fervex malinowy (ok.300 kcal)

<3

niedziela, 15 marca 2015

Pasta z makreli i białego sera - kolacja w domu

Czasami śmieję się, że jeżdżę z ''Domu'' do ''Domu''.
Mimo, że od sześciu lat mieszkam we Wrocławiu i czuję się jak (prawie)rodowita wrocławianka - z sentymentem powracam do rodzinnego domu w Polkowicach.
Krótkie wizyty, uśmiechy znajomych twarzy, szkolne boisko za blokiem, smak obiadu ''jak u mamy'', z tym wyjątkiem, że naprawdę u Niej.
Mama, to Dom, pachnący wspomnieniami, budyniem na dobranoc i tuleniem do snu przy stłumionych w oddali dźwiękach telewizora (bo każdy przecież wie, że w Domu, najlepiej zasypia się przed telewizorem).
I teraz, kiedy Ona mnie potrzebuje; wsiadam w autobus, jadę 130 km, robię półtoragodzinny rajd po marketach, drogeriach i aptekach i z potrzebnym Jej zaopatrzeniem wdrapuję się na szóste piętro. 
Gotuję budyń, piekę sernik na 30-lecie pracy, siadam obok Niej na kanapie i kiedy głaszcze mnie po włosach, czuję, że jestem w Domu. 
Pasta z makreli i białego sera to nie tylko rewelacyjna pasta kanapkowa.
To również ''podstępny'' pomysł dorosłych na małe niejadki.
Moja Mama (swoją drogą ryb nielubiąca), by przemycić ryby w dziecięcym jadłospisie moim i mojego brata często smażyła paluszki rybne lub...przygotowywała właśnie taką pastę!
Wędzona ryba w połączeniu z białym serem, odrobiną cebulki i jogurtu traciła cały swój rybi demonizm. 
I choć dziś ryby szamam jak Reksio szynkę (wciąż jednak wzdrygając się na wspomnienie rybnych kotletów ze szkolnej stołówki...), taka pasta to dla mnie nadal rarytas i (zaraz obok naleśników!) jeden z ulubionych smaków dzieciństwa... :) 
Lubię ją na maślanej (tak!), lekko słodkiej bułeczce, choć na chlebie orkiszowym też jest pyszna.
Z plasterkiem pomidora lub z ogórkiem kiszonym, od Babci...
Na kolację lub śniadanie - również to wielkanocne! - szczerze polecam. :)
Pasta z makreli i białego sera 
/średnia miseczka pasty - jak na zdjęciach/
  • 1 wędzona makrela
  • ok. 150 g twarogu półtlustego (może być chudy)
  • pół małej cebulki
  • kilka łyżek jogurtu naturalnego
  • sól i pieprz - do smaku
Twaróg rozdrobnić widelcem w miseczce. 
Makrelę rozłożyć na pół i przebierając dokładnie z ości, dodać rybie mięsko do miski z serem. 
Dołożyć drobno posiekaną cebulkę i kilka łyżek jogurtu - wymieszać. Jeśli pasta jest zbyt sucha - dodać więcej jogurtu. Doprawić do smaku solą i pieprzem (uwaga, nie przesadź z solą - ryba jest już dość słona sama w sobie!).







Wielkanocne Smaki - edycja V
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...