Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 kwietnia 2017

Chałeczki wielkanocne - prezent z jajem ;)

Dlaczego dziwimy się Zmartwychwstaniu-spytałem sam siebie-kiedy wszyscy doświadczamy go każdego poranka, wracając do życia z małej śmierci, jaką jest sen?
Czy każdej nocy świadomie nie poddajemy naszej świadomości, ufnie wierząc, że powstaniemy do nowego życia rano?

John Desjarlais – Stygmatyk


...a poranek w promienieniach słońca, przy najbliższych osobach, to jeden z najpiękniejszych darów dnia.
Śniadanie Wielkanocna, nie ważne gdzie, i o której porze, ważne, że razem z tymi, dzięki którym każdego ranka możemy rodzić się na nowo. :)



Świąteczne śniadanie nie byłoby jednak tak wyjątkowe, gdyby nie...kolorowe jajka i, rzecz jasna, świąteczne (kolorowe) wypieki!
A gdyby tak połączyć oba? 
I mieć ciastko i... zjeść jajko? ;)
Bo czyż te drożdżowe gniazdka nie wyglądają uroczo? 
Z resztą - nie tylko wyglądają, ale i smakują!
Delikatne, puszyste, mięciutkie, lekko słodkie, najlepsze odrywane po kawałeczku i smarowane jedynie masłem lub truskawkowym dżemem.
Najpiękniejsze zwieńczenie wielkanocnego poranka...
...i od razu chce się żyć! :)


 
Chałeczki wielkanocne z pisankami
/6 mini chałek/

  • 330 g mąki pszennej
  • 60 g cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • saszetka suchych drożdży (7g)
  • 160 ml mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżki masła
  • 6 pofarbowanych jajek (surowych - ''ugotują'' się w piekarniku!:) )
  • 1 jajko, rozkłócone w szklance z łyżką wody - do posmarowania bułeczek
  • 2 łyżki masła do posmarowania chałek
  • kolorowa, tęczowa posypka
 W dużej misce wymieszaj 200 g mąki, cukier, sól i suszone drożdże.
 W małym rondelku wymieszać mleko z masłem, podgrzewać, aż masło całkowicie zmięknie.
Do suchych składników dodać lekko przestudzone mleko z masłem i jajka, a potem wszystko wymieszać. Stopniowo dosypywać pozostałą mąkę, a następnie zagnieść wszystko na gładkie, miękkie i elastyczne ciasto. 
Ciasto przełożyć do dużej i natłuszczonej miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę, aż się ładnie napuszy. :) Ciasto wyrośnie również w lodówce przez całą noc. 

Po wyrośnięciu, ciasto podzielić na sześć części, każdą z nich dodatkowo podzielić na pół i uformować wałeczki równej długości.
Łączyć ze sobą końce dwóch wałeczków i zaplatać w okół siebie (trochę jak warkocz), tworząc zaplecione gniazdka  Łopatologicznie, jak na zdjęciach. :)
Chałeczki układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, w środek każdej z nich wsadzać surowe, pofarbowane jajka, lekko docisnąć, by jajka odpowiednio się wpasowały.
Przykryć bułeczki jeszcze na 30 minut, by się napuszyły. 
Nagrzać piekarnik do 175 stopni, chałki posmarować rozmąconym jajkiem, piec przez 30 minut. Po upieczeniu, jeszcze gorące chałeczki posmarować ciepłym, roztopionym masłem i od razu udekorować cukrową posypką.
Jeść - najlepiej - póki ciepłe. :))



poniedziałek, 5 września 2016

Drożdżowe ze śliwkami i kruszonką - zanim odejdzie polskie lato


5 września - 1,5 dnia do wakacji

Lato chyli się ku końcowi, a tu wakacje dopiero się zaczynają, przygoda dopiero się rozpoczyna.
Pierwszy raz odczuwam stres przed wyjazdem, o czym przypomina skurcz w żołądku i powracające migreny.
W zasadzie nie mogę się zdecydować, czy to bardziej stres, czy paniczna ekscytacja.
Pojutrze spędzę pół dnia śpiąc na berlińskim lotnisku, hej, czy to nie fascynujące?
Potem tylko wsiądę już w magiczny tramwaj linii 28 i objadę całą Lizbonę.
Ale teraz, zamiast pakować się, chodzę na jogurty mrożone z sosem marakują i siedzę w kinie na thrillerze do 23 godziny.
Wdech-wydech - tak przecież wygląda zakochanie, prawda?
Zakochanie, po uszy, w życiu.


I tylko troszkę mi szkoda, że nie zobaczę schyłku polskiego lata. 
Tego czasu, gdy babie lato rozciąga się o poranku na zroszonej trawie
i czuć zapach wilgotnej ziemi, którą powoli ogrzewa wrześniowe
słońce, gdy na tarasie jemy domowy placek ze śliwkami.

Wczesna jesień smakuje jak ciepła kuchnia, w której o 6 rano zagniatam drożdżowe ciasto,
zamykam oczy i wiem, że tak właśnie pachnie dom, do którego kiedyś  z utęsknieniem będę wracać, ale teraz, teraz muszę iść, iść przed siebie, bo wzywa mnie coś nowego, coś, co się jeszcze nie wydarzyło, ale będzie jedną z najlepszych historii w moim życiu.


Do widzenia, polskie lato, zapamiętam cię najlepiej, jak potrafię.

To najlepszy przepis na drożdżowe ciasto, jaki istnieje. Bez wyrabiania, wilgotne, mięciutkie, pełne owoców i słodziutkiej, pachnącej wanillią kruszonką. Idealne.

Drożdżowe ciasto ze śliwkami i kruszonką
/duża blacha 25x35 cm/
  • 4 szklanki mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży
  • 1/2 szklanki cukru
  • 3 jajka 
  • 1/2 szklanki oleju słonecznikowego
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1/3 szklanki maślanki lub kefiru
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • na kruszonkę: 1/2 kostki masła, 1 szklanka mąki, 1/2 szklanki cukru
  • ok. 700 g śliwek (waga przed wypestkowaniem) 
  1. Przygotować rozczyn - drożdże rozkruszyć, wymieszać z 1/2 szklanką ciepłego mleka, dodając po łyżce cukru i mąki, odstawić na kilka minut pod przykryciem aby "ruszyły". Mąkę przesiać razem z solą. 
  2.  Składniki kruszonki rozetrzeć rękami, masa powinna być grudkowata, odstawić do lodówki.
  3.  Całe jajka ubić z 1/2 szklanki cukru. Olej, maślankę, resztę mleka, aromat i ubite jajka wymieszać i dodać do mąki razem z rozczynem. Wymieszać dokładnie łyżką, najlepiej drewnianą, tak żeby składniki się połączyły. Nie trzeba wyrabiać! :) Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut, aby podrosło. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia, ciasto wyłożyć na blaszkę, na wierzchu ułożyć śliwki, (trzeba je dobrze powciskać w ciasto). Całość posypać równomiernie kruszonkę. Piec ok. 40 minut w temperaturze 160st.C. Studzić w uchylonym piekarniku. :)




niedziela, 14 lutego 2016

Chałka z kruszonką - śniadanie z sercem


''(...) i będę mógł sobie kupić dużo książek i czytać je,
będę mógł wieczorami chodzić do taniego kina(...), 
a nocami będę słuchał deszczu spadającego na miasto.
I tak będzie aż do wiosny. 
I aż do wiosny nie będę do nikogo mówił o miłości.''
~ Marek Hłasko

Odkąd pamiętam, pasjami zakochiwałam się platonicznie.
Oczywiście najpierw byli to aktorzy i muzycy, ciut później fikcyjne postaci z filmów.
Kiedy miałam 7 lat, nocami rozpaczałam nad titanicową tragedią Leonardo DiCaprio, by już jako dziewięciolatka śnić o młodym Obi-Wanie Kenobi, walcząc na plastikowe miecze świetlne ze starszym bratem.
Z czasem zamieniłam swe obiekty na te bardziej rzeczywiste i na letnich koloniach lub szkolnych korytarzach, skrycie wprawiałam swe serce w palpitacje, a nogi w watę.
Swe uczucie powierzałam setkom zapisanych pamiętników, a potem sekretnym blogom z naiwnie pretensjonalną poezją. 
Potem przez długi czas potrafiłam utrzymywać się w swym błogim stanie zakochania, w zasadzie bez udziału osób drugich. 
Właściwie liczyło się samo, wypielęgnowane uczucie 'bycia zakochanym'.
Bo co sobie poczułam, to moje. 
Istniała jedna żelazna reguła platonicznych miłości - za żadne skarby nie wolno było ich konfrontować z rzeczywistością.
Wtedy czar pryskał, a wszelkie wyobrażenia podtrzymujące idyllę - zamieniały się w prozaikę codzienności. 
Chciałabym napisać, że tak zostało mi do dziś, ale czy uwierzylibyście, że 25-latka wciąż wierzy w bajki? ;)
Gdzieś po drodze, odkryłam, że efekt całkiem podobny do euforycznej dopaminy, przynosi tworzenie.
Więc pasjami zakochiwałam się platonicznie, a potem tworzyłam, pisałam krótkie książki, piosenki, blogi, grałam na gitarze, piekłam po nocach i fotografowałam. Potem trochę spałam i wstawałam o 6 w sobotę, by znowu na nowo.
Patrzeć, doświadczać, wdychać, czuć.
Zawsze móc czuć się absolutnie szczęśliwa.
Absolutnie zakochana.
W świecie, w sobie, 
w życiu.
I Wy, tak samo jak ja, zasługujecie, by ciągle siebie kochać i rozpieszczać - najlepiej zacząć już od rana - od pysznego śniadania! :) 
Co powiecie na taką kanapeczkę ze świeżutkiej, jeszcze ciepłej, puszystej chałki, popitej kubkiem gorącego kakao?
Założę się, że to śniadanie idealne, nie tylko w Walentynki. ;)

Chałka jest mięciusia i rośnie naprawdę wielka - starczy na kilka dobrych śniadanek, lub na jedno porządne dla dwóch osób.. ;)
Poza tym, ta kruszonka...upewnijcie się, że nie zniknie w pierwszej kolejności. ;)
Chałka z kruszonką
/jedna duża chałka/

  • 2 szklanki mąki pszennej 
  • 10 g świezych drożdży
  • 80 ml ciepłego mleka
  • 25 g cukru + 1 łyżeczka
  • 1 jajko + 1 żółtko
  • 2 łyżki roztopionego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
dodatkowo:
  • 1 białko
  • kruszonka: 20 g masła, 30 g mąki, 25 g cukru - zagnieść składniki między palcami tworząc kruszonkę
W ciepłym mleku rozpuszczamy drożdże i mieszamy wraz z łyżeczką cukru i 1/2 łyżki mąki pszennej - odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 10 minut, aż rozczyn 'ruszy' i ładnie się spieni i napuszy.
Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier i sól, roztopione masło, jajko, żółtko oraz wyrośnięty rozczyn. Mieszamy i zagniatamy wszystko, aż ciasto będzie gładkie i sprężyste. Formujemy kulę i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1,5 h do podrośnięcia. Po tym czasie, lekko zagniatamy ciasto, dzielimy na 6 części, z każdej robiąc wałeczek i zaplatamy chałkę (sposobów jest wiele, możecie to zrobić np. TAK)
Zaplecioną chałkę układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i pod przykryciem odstawiamy jeszcze na 30 minut do wyrośnięcia, w ciepłym miejscu.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, chałkę smarujemy białkiem i posypujemy kruszonką.
Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 25 minut, do ładnego zrumieniania. :)


            

poniedziałek, 1 lutego 2016

Pączki PANDY :)

Wczoraj to już historia, jutro to tajemnica. Ale dziś to dar losu. A dary są po to, żeby się nimi cieszyć.
Oogway, Kung Fu Panda

Tak sobie myślę, że nawet weekend przechorowany w domu ma swoje plusy.
Wiecie, można cały dzień bezkarnie przewracać się z boku na bok, 
i w skarpetkach typu frote, wędrować z kuchni do pokoju,
z pokoju do kuchni,
z wysokim kubkiem kawy,
popijając pączki,
które wyglądają jak pandy.

Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam do głowy robić zdjęcia kubkowi z kawą, postawionemu bezpośrednio na pościeli - czym prędzej odrzućcie ten pomysł. 
No, chyba, że akurat macie w planie pranie kołdry, pościeli, kapy na łóżko, prześcieradła i futrzanego dywanika. 
Wierzcie mi, ja nie miałam.

Na blogu były już pączki z serka homogenizowanego, amerykańskie pączki donuts z dziurką oraz rewelacyjne pączki pieczone, które pokochaliście w zeszłym roku! :)
Wciąż jednak jakoś nie miałam odwagi zabrać się za te ''tradycyjne''.
Nadziane marmoladą, drożdżowe no i...-oczywiście- smażone.
Jednak...a co tam! - w końcu zrobiłam!

Nie byłabym jednak sobą, gdybym usmażyła, od tak, typowe pączki podobne do tysiąca innych dostępnych w supermarketach (choć, co prawda brak pożądanej, jasnej obwódki już je nieco odróżniał...).
Panie, Panowie - przed Wami urocze pączki - pandy! :)

Przygotowanie tych słodkich pand jest naprawdę proste, a efekt zaskoczy niejednego pączkożercę!
To co, ile takich misiów przygarniecie w Tłusty Czwartek? ;)

Pączki pandy
potrzebne Ci będą:
  • pączki (z dowolnego, ulubionego przepisu, ja robiłam z tego, mogą być też kupne, bez lukru)
  • baaardzo gęsty lukier królewski - jedno kurze białko + szklanka cukru pudru, w razie potrzeby dosypać, lukier ma być gęsty, prawie jak świeży cement, by łatwo można było go nakładać na pączki
  • ciasteczka Oreo - z nich robimy uszy, oczy i noski naszych pand :)
Wykonanie: jak na zdjęciach :)



                          

piątek, 7 sierpnia 2015

Jagodzianki z mleczną czekoladą

Zaczynam odliczać dni, 18 szczęśliwych dni, wypełnionych pełną garścią pracy, przyprawioną jedynie szczyptą czasu dla siebie.
To trochę nie fair, że człowiek, który wybiera się na urlop w ostatnich dniach sierpnia, nie ma już co liczyć na letnie wyprzedaże w odzieżowych sklepach.
No, a przynajmniej nie na takie, na których mógłby coś sensownego ''upolować''.
Pozostaje mu wybierać między tunikami dla kobiet w siódmym miesiącu ciąży oraz sukienkami dla lalek w zagadkowym rozmiarze ''xxs''.
Na pocieszenie, że żadna z powyższych opcji mu 'nie grozi', może spokojnie kupić koszyk jagód (bez potrzeby zagryzienia ogórkiem) i upiec najlepsze, drożdżowe jagodzianki (bez potrzeby liczenia kalorii ;) ).
Tak, to ma sens.
Ludzie się śmieją i opowiadają anegdoty pt. ''a z czym te jagodzianki?''.
Otóż w każdej takiej historii, jest choć ziarno prawdy, a w tym przypadku...ziarno kakaowca. ;)
Bowiem te jagodzianki, oprócz tego, że - oczywiście - są z jagodami - są też wypełnione pyszną, mleczną czekoladą!
Która wręcz bosko rozpływa się wewnątrz drożdżowego puchu, słodko otulając lekko kwaśne, jagodowe nadzienie...
Potraficie to sobie wyobrazić? :)
Z resztą - po co sobie wyobrażać?
Lepiej od razu upiec i...zjeść! :)
Moje pierwsze, które piekłam, ale najlepsze, jakie jadłam (!) jagodzianki upiekłam dzięki przepisowi z zaprzyjaźnionego bloga Bake&Taste.:)
Muszę przyznać, że specyficznie podchodziłam do kruszonki nie typowo maślanej a na oleju.
Zupełnie niepotrzebnie! Kruszonka wychodzi...może nie krucha, ale bardzo sypka, delikatna, słodka - idealnie odpowiednia do tak delikatnych bułeczek.
No i jako, że przepis jest w stuprocentach idealny, za Kasią go cytuję (z moim skromnym dodatkiem cukru wanilinowego ;)):
Jagodzianki z mleczną czekoladą
/przepis na 6-7 bułeczek, mi wyszło 7 :)/
Ciasto drożdżowe:
  • 300 g mąki pszennej
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • 1 1/2 łyżeczki suszonych drożdży 
  • szczypta soli
  • 2 żółtka
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1/3 szklanki oleju rzepakowego
Mleko lekko podgrzać, a w tym czasie wymieszać w dużej misce mąkę, cukier puder, drożdże i sól. Do letniego mleka dodać olej rzepakowy i wymieszać łyżeczką. Powstały płyn wlać do suchych składników w misce, dodać żółtka i porządnie zagnieść ciasto (ok. 2-3 minut by je napowietrzyć) -  będzie elastyczne i nie lepiące się do rąk. Ciasto umieścić w misce, przykryć ją lnianą ściereczką i odstawić na godzinę-półtorej aż ciasto wyrośnie podwajając (niemal potrajając) swoją objętość.


Składniki na kruszonkę:
  • 2 łyżki mąki
  • 1 łyżka cukru + 1 łyżka cukru wanilinowego
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
W miseczce wymieszać ze sobą mąką i cukier, po czym dodać olej rzepakowy i przemieszać całość do utworzenia kruszonki.

Składniki na nadzienie:
  • ok. 1,5 szklanki jagód
  • ok. 80 g posiekanej czekolady mlecznej lub kropelek czekoladowych
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka cukru  + 1 łyżka cukru wanilinowego
W miseczce umieścić jagody, zasypać je mąką i cukrem, po czym delikatnie wymieszać.
Dodatkowo: 1 rozbełtane jajko do posmarowania bułek.
Przygotowanie jagodzianek:
Wyrośnięte ciasto raz jeszcze zagnieść (ok. minuty), a następnie podzielić je na 6-7 części. Każdą  części raz jeszcze lekko zagnieść, po czym palcami uformować płaski placek - mniej więcej wielkości otwartej dłoni. Na środek każdego placka nałożyć po dwie łyżki jagód i łyżeczkę posiekanej czekolady/kropelek czekoladowych. Następnie uformować bułeczkę: podnosić brzegi do góry, naciągając je przy tym, na koniec zlepić ciasto i lekko skręcić (ciasto bardzo łatwo się zlepia).

Uformowane bułki raz jeszcze odstawić do wyrośnięcia na 40-45 minut - od razu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Na czas wyrastania nakryć je lnianą ściereczką.

Pieczenie:
Piekarnik rozgrzać do 170 stopni Celsjusza z termoobiegiem (190 bez).
Wyrośnięte bułeczki posmarować rozbełtanym jajkiem, a następnie posypać kruszonką. Wstawić do nagrzanego piekarniki i piec 15-20 minut do zarumienienia.


a czy Wy, też odliczacie swoje 100 szczęśliwych dni?
Moje #100happydays możecie oglądać na moim Instagramie. :)


wtorek, 2 czerwca 2015

Drożdżowe z truskawkami i kruszonką - puszyste, idealne

Jak to możliwe, że mamy już czerwiec, pierwsze polskie truskawki po 5,99 za kg i dokładnie za tydzień będę jeść prawdziwą, włoską pizzę gdzieś nad jeziorem Como?
Czas leci nieubłaganie, już lato stoi u drzwi, już ledwo oddychamy przy 30 stopniowym upale.
Najprzyjemniejsze są jednak te wczesne wieczory, późne popołudnia, spędzone w gronie najbliższych, przy wspólnej rozmowie, stole i zawieszonym w dusznym powietrzu czasie.
Chwile ulotne jak motyle, najlepiej smakują przy kawałku domowego, drożdżowego ciasta i kubku kawy z mlekiem...
Smakują najlepiej, gdy wszyscy jesteśmy razem. 
Ciasto drożdżowe z truskawkami i kruszonką to dla mnie taki domowy smak dzieciństwa.
To zapowiedź lata, oddech wakacji, słodycz beztroski w jednym kawałku ciasta.
Absolutnie puszyste i mięciutkie.
Wyrośnięte, nie suche, a delikatnie wilgotne od owoców, hojnie osypanych chrupiącą kruszonką...
Można zjeść jeden kawałek - można zjeść cztery - nigdy nie będzie się miało dość.
Bo czy można mieć dość lata? :)
Najfajniejsze w robieniu tego ciasta jest to, że możemy je zagnieść i zapomnieć o nim na 3 godziny, kiedy będzie wyrastać...w lodówce! Potem już od razu można je upiec i zjeść. :)
Ciasto drożdżowe z truskawkami i kruszonką
/duża blacha 23x30 cm lub duża kwadratowa, u mnie 24x24, ale mogłam użyć większej bo ciacho mocno wyrosło, a potem trochę opadło na środku, bo nie miało wystarczająco miejsca, by rosnąć :(.../


  • 1/4 szklanki śmietany 18%
  • 35 g świeżych drożdży
  • 100 g cukru
  • łyżka cukru wanilinowego
  • 2 jajka + żółtko
  • 500 g mąki
  • 125 ml ciepłego mleka
  • 125 g roztopionego masła
  • truskawki - tyle, ile się Wam zmieści na cieście :)
kruszonka:
  • 120 g mąki pszennej
  • 65 g cukru
  • 10 g cukru wanilinowego
  • 70 g masła (zimnego)
Ze śmietany, pokruszonych drożdży i łyżki cukru robimy zaczyn - odstawamy na 20 minut, aż zacznie bąbelkować i lekko wyrośnie.
Jajka ucieramy z cukrem i cukrem wanilinowym, odstawiamy.
Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy utartą przed chwilą masę jajeczną, wyrośnięty zaczyn drożdżowy, roztopione i przestudzone masło i mleko - wszystko ze sobą mieszamy, a potem dokładnie wyrabiamy na gładkie, elastyczne ciasto (ciasto będzie bardzo miękkie i miło się z nim współpracuje :)).
Ciasto przekładamy do miski, przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki na 3 godziny, do wyrośnięcia.
W tym czasie przygotowujemy kruszonkę - łączymy jej składniki, rozcierając je między palcami i tworząc duże grudki - wkładamy do lodówki, żeby trochę stwardniały (dzięki temu, kruszonka będzie bardziej chrupiąca).
Wyrośnięte ciasto jeszcze raz lekko zagniatamy i przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia formy - ciasto będzie trzeba rozciągać rękami po dnie foremki, by równomiernie je ułożyć. :)
Na wierzchu ciacha, gęsto układamy truskawki (najlepiej pokrojone na pół, lub na plasterki) i wszystko posypujemy schłodzoną kruszonką.
Ciasto pieczemy w 180 stopniach, przez 60 minut. 

sobota, 9 maja 2015

Rogaliki maślane brioche - francuskie wspomnienie

Bywa, że czasem tęsknie za Paryżem, choć nie jestem pewna, czy można tęsknić za czymś, czego się nie poznało i nie oswoiło.
Bo ponoć ''poznaje się tylko to, co się oswoi''.
Tęsknota jednak to też wspomnienia, na których korzyść działa czas - im bardziej odległe, tym lepsze. 
Ciut podkolorowane, ciut przekłamane.
Ale przecież bez nich, dzisiejsze wzruszenia byłyby tylko martwych naskórkiem dawnych uniesień...
Mimo, że większości z Was francuskie śniadanie kojarzy się z croissantami, czyli rogalikami z kruchego, ''listkującego się'' ciasta, dla mnie i tak symbolem Francji powinna zostać maślana brioche.
Brioche, to taka puchata, francuska chałka - z tym, że bez kruszonki i z dwukrotnie większą ilością masła.
Nie zaplata się jej tez w warkocz - a wypieka w formie chlebków, bułek, bułeczek i...rogalików! 
Bywają nadziewane czekoladą, truskawkowym dżemem czy rodzynkami, obsypane perlistym cukrem...
Najpopularniejsze są jednak te bez dodatków, które dopiero przy śniadaniu smarujemy ulubioną konfiturą lub masłem i popijając kawą, rozkoszujemy się niespiesznym porankiem... 
Rogaliki przygotowałam z mojego ulubionego przepisu na błyskawiczną brioche idealną.
Poważnie, potrzebujecie wyłącznie godzinę, by o poranku cieszyć się smakiem ciepłych, mięciutkich rogalików.
Ciasto wyrasta tylko raz, więc od razu potem można je piec!
Czy to nie wspaniały pomysł, by tak rozpocząć weekend? :)
Rogaliki brioche
/8 dużych rogali - ok 100 g/sztuka/
(wartość energetyczna 1 rogala - ok. 330 kcal)
  • 500g mąki
  • 1 opakowanie drożdży instant
  • 250 ml ciepłego mleka
  • 1 jajko
  • 70 g masła (miękkiego lub rozpuszczonego)
  • 5 łyżek cukru 
  • szczypta soli 
Wszystkie składniki, poza masłem, zagniatamy. Jak zacznie się formować kula, dodajemy rozpuszczone masło i porządnie zagniatamy, aż wszystko dobrze się połączy. Ciasto powinno mieć miękką konsystencję plasteliny (jeśli zbytnio się lepi - dosyp mąki).
Nie zwlekając, ciasto rozpłaszczamy na okrągły placek o grubości ok. 1,5 cm i dzielimy na 8 części, w kształcie trójkątów (najpierw dzielimy okrąg na krzyż, a potem po przekątnych i wycinamy trójkąciki). Trójkąty zwijamy w rogaliki, od najszerszego boku  do najwęższego i układamy je na wyłożonej papierem do pieczenia dużej blaszce z piekarnika. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 40 minut w ciepłe miejsce (ja wkładam do uchylonego piekarnika, nastawionego na 50 stopni).

Po tym czasie, wierzch rogalików smarujemy rozkłóconym jajkiem i pieczemy je  w 180 stopniach, przez 18-20 minut (jeśli wierzch za bardzo się przypieka, przykryj rogaliki kawałkiem folii aluminiowej). 


środa, 21 stycznia 2015

Racuchy drożdżowe z bananami, bez tłuszczu - dla Babci i Dziadka

Zwykle, takie sentymentalne historie związane z jedzeniem typu comfort food jak placki, naleśniki czy racuchy płynnie łączą się ze wspomnieniami o babciach, dziadkach, wakacjach na wsi i kubku ciepłego mleka, najlepiej prosto od krowy. 
Nic w tym dziwnego - w końcu nikt nie smaży takich racuszków/placków/naleśników (niepotrzebne skreślić) jak nasze babcie (czy też dziadkowie ;)). 
To oni rozpieszczają nas od najmłodszych lat, tworząc beztroskie wspomnienie dzieciństwa, o smaku cukru pudru...
Gdyby tak odwdzięczyć się Im w podobny sposób?
Dziś (i jutro!) mamy ku temu najlepszą okazję. 
Podarujcie swoim Dziadkom to, co najsłodsze - smak Waszego dzieciństwa, który sami wypielęgnowali. :) 
Drożdżowe racuszki z tego przepisu zrobicie z dowolnymi owocami (ja użyłam ulubionych bananów, ale świetne będą również z jabłkami, czy gruszką!).
Ich dodatkowym plusem jest to, że w ogóle nie zawierają tłuszczu - racuszki smażymy na suchej, rozgrzanej patelni, bez dodatku oleju! 
Zamiast cukru możecie użyć fruktozy, wtedy będzie mniej kalorycznie (ale cukru pudru nie żałujcie! ;)).
Taki niskocholesterolowy prezent to o wiele lepszy pomysł niż syropek Doppel Herz! ;)
Wasi Dziadkowie będą zachwyceni - te racuszki są niczym serce na dłoni...ekhm, tzn. na talerzu. ;)
Przepis podpatrzony u Bake&Taste, podaję z moją modyfikacją:
Racuchy drożdżowe z bananami
/ok. 7-8 racuszków - 2 porcje/
(wartość energetyczna 1 porcji - ok. 250 kcal)
  • 100 g mąki pszennej 
  • 1/2 szklanki mleka 
  • 1 białko
  • szczypta soli
  • 1 łyżka cukru lub fruktozy
  • 1 łyżka cukru wanilinowego
  • 5 g drożdży suszonych
  • 1 duży banan

Mleko lekko podgrzać. Łyżkę mąki wymieszać z łyżką cukru, drożdżami i połową ciepłego mleka. Poczekać, aż zacznie lekko bąbelkować, po czym dodać resztę mleka, mąkę, cukier wanilinowy wymieszać i odstawić do wyrośnięcia (30 minut). 

Białko ubić ze szczypta soli na sztywną pianę. Do wyrośniętego ciasta dodać pianę z białka i pokrojonego w grubą kostkę banana. Delikatnie wymieszać i jeszcze raz odstawić do wyrośnięcie na 10 minut.
Smażyć bez tłuszczu na rozgrzanej, teflonowej patelni. Podawać posypane cukrem pudrem i polane miodem. :)

niedziela, 18 stycznia 2015

Brioche francuska, maślana - IDEALNA!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile w ostatnich tygodniach przerobiłam przepisów na chałki/maślane brioszki, zanim zdecydowałam się którymkolwiek z Wami podzielić. 
Przebyłam serię chałkowego fatum niepowodzeń: jedne chałki rosły jak szalone, by po upieczeniu spektakularnie opaść i zamienić się w maślany zakalec.
Drugie - wręcz przeciwnie - jak na złość nie wyrastały w ogóle, stając się czymś na kształt twardych jak kamień, zasuszonych wypieków, zdobiących od miesięcy witryny niektórych piekarni (serio takie widuje, Wy też?)
Jeszcze inne, zaskakiwały podczas pieczenia swą wonią, gdy na 10 minut przed planowym wyjęciem z pieca, wywabiały mnie spod prysznica swądem spalenizny. 
Miałam się już całkowicie poddać i pogodzić z myślą dożywotnego kupowania nadmuchanej powietrzem chałki w osiedlowym spożywczaku, gdy nagle....
...natrafiłam na TEN przepis!  
 
Maślana brioszka (czyli francuska brioche), którą możecie mieć (i jeść!) w niecałą godzinę?
Delikatna, mięciutka, otulająca swym kojącym zapachem...najlepsza.
Nie mogłam uwierzyć, że coś tak PUSZYSTEGO, WYROŚNIĘTEGO i absolutnie MAŚLANEGO może się udać bez dwukrotnego wyrastania (jak w przypadku prawie wszystkich, drożdżowych wypieków).
Ciasto właściwie rośnie w oczach i już po przełożeniu do foremki jest większe, niż przed sekundą - można by rzec, że  ''rośnie jak na drożdżach''. ;)
To wszystko oczywiście oznacza, że jeśli planujecie leniwą sobotę (gdy śniadanie może chwilkę ''poczekać'' ;)) - ta brioche będzie idealnym dopełnieniem każdego, weekendowego poranka...

Brioche francuska
/keksówka ok 20 cm, chałka ok 850g/
(wartość energetyczna w 100 g - ok 350 kcal)
  • 500g mąki
  • 1 opakowanie drożdży instant
  • 250 ml ciepłego mleka
  • 1 jajko
  • 70 g masła (miękkiego lub rozpuszczonego)
  • 5 łyżek cukru 
  • szczypta soli 
Wszystkie składniki, poza masłem, zagniatamy. Jak zacznie się formować kula, dodajemy rozpuszczone masło i porządnie zagniatamy, aż wszystko dobrze się połączy. Ciasto powinno mieć miękką konsystencję plasteliny (jeśli zbytnio się lepi - dosyp mąki).
Nie zwlekając, od razu zaplatamy brioszkę w tradycyjny warkocz. Ciasto dzielimy na trzy, jednakowe wałeczki, łączymy ich końce u szczytu razem i pleciemy. :)
Końcówki zaplecionego warkocza podkładamy pod spód i delikatnie przenosimy do foremki (ja miałam silikonową, ale blaszaną polecam wyłożyć papierem do pieczenia lub natłuścić).Foremkę przykrywamy i odstawiamy na 40 min. do wyrośnięcia, w ciepłe miejsce (u mnie kaloryfer :)). Po tym czasie, wierzch smarujemy rozkłóconym jajkiem i pieczemy brioszkę w 180 stopniach, przez 18-20 minut (jeśli wierzch za bardzo się przypieka, przykryj brioszkę kawałkiem folii aluminiowej). Po ok. 15 minutach, jak ciasto trochę przestygnie, polecam je jeść, najlepiej z dżemem. :)

...a skoro jesteśmy już przy ''leniwych porankach'', to chyba miło by było przeciągać je do pory obiadowej, chociażby w weekendy? :)

Niemniej, zawsze fajnie, jak obiad 'zrobi się sam', nawet, jeśli miałoby to być w chińskiej restauracji. No, albo i włoskiej. ;)
kurczak w szynce crudo z sosem bbq i tortillą oraz panierowany camembert z żurawiną, restauracja Verona, Lubin / cielęcina w ''5 smakach'', restauracja Ha Noi, Lubin


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...