niedziela, 14 lutego 2016

Chałka z kruszonką - śniadanie z sercem


''(...) i będę mógł sobie kupić dużo książek i czytać je,
będę mógł wieczorami chodzić do taniego kina(...), 
a nocami będę słuchał deszczu spadającego na miasto.
I tak będzie aż do wiosny. 
I aż do wiosny nie będę do nikogo mówił o miłości.''
~ Marek Hłasko

Odkąd pamiętam, pasjami zakochiwałam się platonicznie.
Oczywiście najpierw byli to aktorzy i muzycy, ciut później fikcyjne postaci z filmów.
Kiedy miałam 7 lat, nocami rozpaczałam nad titanicową tragedią Leonardo DiCaprio, by już jako dziewięciolatka śnić o młodym Obi-Wanie Kenobi, walcząc na plastikowe miecze świetlne ze starszym bratem.
Z czasem zamieniłam swe obiekty na te bardziej rzeczywiste i na letnich koloniach lub szkolnych korytarzach, skrycie wprawiałam swe serce w palpitacje, a nogi w watę.
Swe uczucie powierzałam setkom zapisanych pamiętników, a potem sekretnym blogom z naiwnie pretensjonalną poezją. 
Potem przez długi czas potrafiłam utrzymywać się w swym błogim stanie zakochania, w zasadzie bez udziału osób drugich. 
Właściwie liczyło się samo, wypielęgnowane uczucie 'bycia zakochanym'.
Bo co sobie poczułam, to moje. 
Istniała jedna żelazna reguła platonicznych miłości - za żadne skarby nie wolno było ich konfrontować z rzeczywistością.
Wtedy czar pryskał, a wszelkie wyobrażenia podtrzymujące idyllę - zamieniały się w prozaikę codzienności. 
Chciałabym napisać, że tak zostało mi do dziś, ale czy uwierzylibyście, że 25-latka wciąż wierzy w bajki? ;)
Gdzieś po drodze, odkryłam, że efekt całkiem podobny do euforycznej dopaminy, przynosi tworzenie.
Więc pasjami zakochiwałam się platonicznie, a potem tworzyłam, pisałam krótkie książki, piosenki, blogi, grałam na gitarze, piekłam po nocach i fotografowałam. Potem trochę spałam i wstawałam o 6 w sobotę, by znowu na nowo.
Patrzeć, doświadczać, wdychać, czuć.
Zawsze móc czuć się absolutnie szczęśliwa.
Absolutnie zakochana.
W świecie, w sobie, 
w życiu.
I Wy, tak samo jak ja, zasługujecie, by ciągle siebie kochać i rozpieszczać - najlepiej zacząć już od rana - od pysznego śniadania! :) 
Co powiecie na taką kanapeczkę ze świeżutkiej, jeszcze ciepłej, puszystej chałki, popitej kubkiem gorącego kakao?
Założę się, że to śniadanie idealne, nie tylko w Walentynki. ;)

Chałka jest mięciusia i rośnie naprawdę wielka - starczy na kilka dobrych śniadanek, lub na jedno porządne dla dwóch osób.. ;)
Poza tym, ta kruszonka...upewnijcie się, że nie zniknie w pierwszej kolejności. ;)
Chałka z kruszonką
/jedna duża chałka/

  • 2 szklanki mąki pszennej 
  • 10 g świezych drożdży
  • 80 ml ciepłego mleka
  • 25 g cukru + 1 łyżeczka
  • 1 jajko + 1 żółtko
  • 2 łyżki roztopionego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
dodatkowo:
  • 1 białko
  • kruszonka: 20 g masła, 30 g mąki, 25 g cukru - zagnieść składniki między palcami tworząc kruszonkę
W ciepłym mleku rozpuszczamy drożdże i mieszamy wraz z łyżeczką cukru i 1/2 łyżki mąki pszennej - odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 10 minut, aż rozczyn 'ruszy' i ładnie się spieni i napuszy.
Do dużej miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier i sól, roztopione masło, jajko, żółtko oraz wyrośnięty rozczyn. Mieszamy i zagniatamy wszystko, aż ciasto będzie gładkie i sprężyste. Formujemy kulę i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1,5 h do podrośnięcia. Po tym czasie, lekko zagniatamy ciasto, dzielimy na 6 części, z każdej robiąc wałeczek i zaplatamy chałkę (sposobów jest wiele, możecie to zrobić np. TAK)
Zaplecioną chałkę układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i pod przykryciem odstawiamy jeszcze na 30 minut do wyrośnięcia, w ciepłym miejscu.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, chałkę smarujemy białkiem i posypujemy kruszonką.
Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 25 minut, do ładnego zrumieniania. :)


            

30 komentarzy:

  1. Super przepis:-) ja osobiście myślę,że najlepiej być singielką.No bo przecież miłość dają przyjaciele,rodzina.Wcale nie trzeba być w związku żeby być szczęśliwą;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze jest, by nauczyć się miłości do samego siebie. :)
      wtedy też, nie ma znaczenia, czy jest się w związku, czy też nie - nie szuka się tzw 'dopełnienia', gdyż samemu jest się kompletnym. :)

      Usuń
  2. Właśnie o to mi chodziło;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdy znajdziesz Tego Właściwego razem stworzycie coś jeszcze, nie rezygnując z siebie, a prawdziwą miłość poznasz po tym, że Wasz świat stanie się jeszcze lepszy <3

    OdpowiedzUsuń
  4. pod wcześniejszą notką zachwycałam się nad Twoimi włosami i ustami :) i mam pytanko: podzielisz się jak dbasz o włosy ? i usta zresztą też!
    bo teraz jest ta moda na te lip stary, kwsy, powiększanie ust, a Ty widać z natury masz takie piękne usta i zastanawia mnie czy jakos specjalnie o nie dbasz? ;) jakieś smarowidła, miody itp. niektorzy wiem tak robią
    i oczywiscie jak dbasz o włosy. są piękne!! i czy na codzien stylizujesz czy same Ci ie tak ladnie ukladaja?
    pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oh, jak mi miło ^^ <3
      hm..Z włosami jest trochę zabawy, bo to taka moja świętość. :)
      Przede wszystkim myję je...rzadko! zwykle co 3, czasem co 4 dni - dzięki temu też nie przetłuszczają mi się tak szybko. :) Używam szamponu z garniera fructis, zwiększającego objętość oraz na końcówki stosuję zmywalne maski z kallosa (polecam LATTE). Mokre włosy traktuję od nasady niewielką ilością pianki zwiększającej objętość (pianki wyciskam tyle, co wielkość piłeczki pinpongowej, a w końcówki włosów wcieram kroplę olejku arganowego lub jedwabiu. Włosy układam susząc je głową w dół oraz modelując na szczotce podnosząc u nasady. Po suszeniu poszczególne pasma tapiruję i spryskuje od spodu lakierem nivea volume diamond gloss, po czym wszystko rozczesuję i utrwalam mgiełką lakieru.
      Na noc, do spania, włosy związuję w warkocz, by nie plątały mi się i nie przeszkadzały podczas snu. Dzięki temu, rano po ich rozwiązaniu uzyskuję efekt takich lekkich fal, jak na zdjęciu powyżej (naturalnie mam proste jak druty :P)

      A z ustami...cóż, nie robię absolutnie nic. :) Jedynie rano, przed wyjściem z domu smaruję je balsamem waniliowym carmex no...i tyle. :) Nie używam żadnych pomadek, szminek, błyszczyków ani niczego innego, co nadawałoby jakikolwiek kolor, bo po prostu zbyt szybko się ścierało i wyglądało nie ładnie. :)

      pozdrawiam cieplutko również :** <3

      Usuń
    2. dziękuje za wyczerpująca odpowiedź :)
      trzymaj się Kochana :* ja wlasnie ma problem z wlosami bo strasznie wolno rosną, a co urośnie to się wykruszy ... (bo odrosty sie pojawiają :D a na dlugosc nie rosną prawie wgl) wszedzie po prostu w domu są moje wlosy .. ale to tez mozliwe ze maluje :( to na pewno je oslabilo... bo maluje na blond a jestem szatynką... :(
      a Twoje po prostu sa piekne jak z reklamy ;)

      Usuń
  5. Lubię ciasta drożdżowe, ale moją słabością jest...wyjadanie surowych kruszynek podczas ich robienia oraz podjadanie surowego ciasta drożdżowego, a później ból brzucha, ale cóż ze słabościami nie warto walczyć, generalnie uwielbiam wyjadanie misek podczas pieczenia mimo, że wiem iż surowej mąki nie powinno sie jeść no ale... :D

    Ta śliczna bluzka mnie prześladuje :P

    OdpowiedzUsuń
  6. taka chałka jak lubie, duza miekka i kruszonka :D :D mniam
    a Ty promieniejesz piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, że zapytam ale byłas kiedys w zwiazku? Pytam bo z doswiadczenia wiem że osoby chore na anoreksje mają z tym problem ;)
    Zaangażowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to raczej nie jest reguła, bo większość osób z ed, które znam, są lub były w związkach w trakcie chorowania. ;)
      Osobiście byłam w 'związku', ale jeszcze przed chorobą, lub pomiędzy nawrotami.
      :)

      Usuń
  8. Dołączę do pytania o związki, ale spytam bardziej ogólnie - czy spotkałaś się (sama bądź w otoczeniu) z przypadkiem, że facet wystraszył się dziewczyny z ed, możliwych problemów z tym wiązanych? Czy w ogóle relacje (nawet przelotne) z mężczyznami stają się w przypadku choroby jakimś poważnym problemem? Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, ale odkąd zachorowałam boję się, że może być jeszcze gorzej, zwłaszcza gdy hipotetyczny ON się dowie. A wcale nie szukam stałego związku, po prostu jakiejkolwiek bliskości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam powyżej, nie jest to regułą. :)
      Faceci owszem, boją się dziewczyn z ed, ale chyba bardziej dotyczy to ich fizyczności - nie tylko dlatego, że wygląd wychudzonych dziewczyn działa na nich raczej w sposób mało przyciągający (a wręcz przeciwnie), ale też zwyczajnie dlatego, że boją się im zrobić krzywdę, bo są one zbyt kruche.
      Może mieć to również podłoże emocjonalne, wiadomo, zazwyczaj ludzie unikają wchodzenia w układy obciążone emocjonalnym bagażem, a tu fakt faktem, osoby z ed mają dość ciężki kaliber swych myśli, uczuć i emocji, co nie tylko tłamszą w sobie, ale też eksplorują na zewnątrz.
      I tylko naprawdę prawdziwi twardziele, potrafią temu sprostać stając się przy tym wsparciem, a tacy, jak obserwuję po znanych mi relacjach, jednak się zdarzają. :)

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź. Brzmi krzepiąco :) Ładunek emocji rzeczywiście wysoki, zaburzenia dodatkowo uwydatniły mój charakterek i czasem sama nie wiem, czego właściwie chcę, często zamykam się w sobie, boję się kontaktów z nowymi ludźmi, za to skupiam się na konkretnych, najczęściej nieosiągalnych facetach. Zainteresowanie z drugiej strony mogłoby być dużą motywacją w wyzdrowieniu, więc lepiej żeby nadeszło jak najszybciej :)

      Usuń
  9. Hej Roksi :* mam pytanko! :)
    Jak wygląda Twój przykładowy,dzienny jadłospis? Co zazwyczaj jadasz na śniadanie,w ciagu dnia,obiad i ...kolację ?:))) Bardzo jestem ciekawa, chcę sie dobrze,zdrowo odżywiać a nawet nie wiem co mam jadać na sniadanie i kolacje. Zaczęłam robic sobie na sniadanie owsianki, ale nie mam juz pomyslu z czym itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej :* :)
      ja zazwyczaj na śniadanie jadam...po prostu kanapki. :) Jem najróżniejsze pieczywo - począwszy od pełnoziarnistych bułek, przez orkiszowy chleb, kończąc na pszennych kajzerkach i maślanych chałkach czy rogalikach croissantach. :)
      Moje typowe śniadanie to jedna kanapka na słono, druga na słodko, kombinacje dowolne, ale jestem fanką nabiału, więc najczęściej pojawia się biały ser, serki typu almette, serek wiejski, jajka, ser żółty, czasem jakaś wędlina. W wersji na słono - z pomidorem/ogórkiem, w wersji słodkiej z bananem, miodem/nutellą/masłem orzechowym. :) Obiady mam raczej oklepane, kolacje staram się jadać zdrowo-niezdrowe. ;) W przyszłym tygodniu opublikuję ciąg wpisów związanych z uświadomieniem problemu zaburzeń odżywiania - osobny wpis poświęcę właśnie jadłospisom - zarówno tym z czasów zaburzeń, jak i wychodzenia z choroby, oraz aktualnym. :) Także cierpliwie wypatruj :* :)
      Poza tym, owsianki to super pomysł - zdrowe i pyszne, więc jeśli Ci smakują i dbrze się po nich czujesz - jedz na zdrowie! :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo za pomoc!:) Czekam z NIECIERPLIWOŚCIĄ na wpis!:D
      A Ty nie możesz jeść owsianek? Nie służą Ci ?

      Usuń
    3. zazwyczaj po zjedzeniu owsianki czułam się średnio dobrze, więc zaprzestałam ich jedzenia i ostatnim razem jadłem je może...2 lata temu? Ostatnio dobra owsianka za mną chodzi, więc może znów ją na sobie przetestuję :)

      Usuń
    4. Średnio dobrze,to znaczy?

      Usuń
    5. bo zbyty dużej ilości błonnika po prostu bardzo boli mnie brzuch, więc moja dieta jest raczej uboga w produkty typu pełnoziarniste/wysokobłonnikowe :

      Usuń
  10. Witaj, Roksi. Od jakiegoś czasu zaczęłam czytać Twojego bloga i jestem pod ogromnym wrażeniem. Jesteś piękna, utalentowana, taka niezwykle silna w walce. Stałaś się moją inspiracją. Chciałabym Ci zadać kilka pytań odnośnie tego, co Cię spotkało i jak sobie z tym poradziłaś... Jednak nie chcę sprawić Ci jakiegoś kłopotu... Poza tym, wiem, jak ciężko rozmawiać o tym, a szczególnie jeszcze z kimś obcym...
    Tak, czy owak życzę Ci szczęścia i byś czerpała wiele radości z życia oraz codziennych, pysznych, tęczowych posiłków :) Nigdy się nie poddawaj. Sprawiasz, że osoby, które walczą z tym świństwem nie tracą wiary w przyszłość. Dziękuję za wszystko, Roksi. Całuję i ściskam ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Victorio :)
      dziękuję Ci za te wszystkie ciepłe i kochane słowa, jest mi naprawdę niesamowicie miło. :*
      Czy czytałaś wpis o akcji związanej z problematyką zaburzeń odżywiania?
      Tutaj możesz dowiedzieć się więcej http://www.teczawsloiku.pl/2016/01/chce-jesc-chce-zyc-ed-awarness-week-2016.html
      Oczywiście, możesz do mnie napisać, by zadać swe pytania, pisząc do mnie na maila : teczawsloikublog@gmail.com
      Postaram się odpowiedzieć najlepiej, jak tylko potrafię.
      Pozdrawiam najcieplej :*

      Usuń
  11. Na początku: świetnie piszesz i uwielbiam twoje rozważania wprowadzające do przepisów! Twojego bloga znalazłam jakoś rok temu, od tego czasu często wchodzę, chociaż nigdy nie komentuję ;) Bardzo lubię twoje zdjęcia, bo są inne od wszystkich blogów (teraz moda na białe tło..) :p

    Odnośnie chałki: czy ciasto drożdżowe jest na początku bardzo klejące i podsypywać je mąką? Już raz robiłam ale strasznie się lepiło..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję bardzo za Twój komentarz! :* :)

      ohh, z tym białym tłem, poważnie? kurcze, a myślałam, żeby własnie zmienić.. :p

      odnośnie chałki: hmmm, u mnie wręcz przeciwnie, po dokładnym wyrobieniu było wręcz dość suche, może to kwestia tego, ile dajesz mąki? Ja na jedną szklankę przyjmuję miarę 130 g, czyli w przypadku dwóch daję 260 g :) myślę, że z taką gramaturą powinno być już okej :)

      Usuń
    2. Zrobiłam ponownie drugi raz (zmieniając szklankę) i wyszło super! :D

      Usuń
  12. Hej, mam pytanie z innej beczki, tzn. dostałam kilka dni temu królika miniaturkę i nie wiem jak ją karmić, na karteczce z zoologicznego jest napisane, że wystarczą 2 posiłki dziennie (tylko pytanie w jakiej ilości:D), ogólnie mam granulat i sianko; mogłabyś napisać jak karmiłaś Twojego królika na początku? (w internecie są różne sprzeczne informacje, a podobno z takiej miniaturki potrafi wyrosnąć całkiem spory Król:)). I zdrówka dla Twojego Królika;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ja karmię swego 2 razy dziennie - rano, po przebudzeniu, zaraz jak wstanę i wieczorem, zanim pójdę spać. :) przyjęłam to już za rutynę, Króliku je tak od 7 lat i wciąż się trzyma, od czasu do czasu wrzucam mu jeszcze jakieś przekąski, w tym również sianko. :) Suchego pokarmu do miseczki wsypuję mu ok 1/2 miski, on i tak wyjada tylko wybrane, które mu smakują, resztę zostawia. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...