Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser biały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser biały. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 czerwca 2017

Sernik na zimno z truskawkami - prosty, szybki, przepyszny!


Na każdy kłopot, który nosi Ziemia,
 Albo jest lekarstwo, albo też go nie ma. 
Jeśli jest – spróbuj je odnaleźć,
 Jeśli nie ma – nie myśl o tym wcale.
Hawkins 

 
 Człowiek miewa problemy, a jeśli ich nie ma, to przecież musi sobie jakieś stworzyć.
Problemy, problemiki, pro-ble-ma-tycz-nie. 
I ów taki problemik potem, jak robak drąży i zjada nas, a przecież to my powinniśmy ugryźć - ba! - zjeść go od razu.
Najlepiej jednak, zjeść taki o sernik z truskawkami i nie martwić się już wcale.
Bo czy może być źle, kiedy na tarasie z przyjaciółmi, jemy kawałek zimnego serniczka, a słońce świeci nam nad głowami, jak gdyby żadnych chmur nigdy nie było widać?




Ten sernik na zimno to mistrzostwo - i wcale nie przesadzam!
Smakuje jak wybitny, lekki jak chmurka, serowy krem - w dodatku z całą masą słodkich truskawek!
To jeszcze nie wszystko - jest na zimno, więc zrobicie go szybciutko, bez użycia piekarnika! 
Wystarczy kilka godzin w lodówce i już, już, można cieszyć się kawałkiem nieba w upalny dzień.
Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że ten sernik smakuje jak...przepyszny tort!
Zamówienia na zrobienie kolejnego, już spisałam w swoim kalendarzu. ;)

 przepis podpatrzony zaś u Małej Cukierenki
Sernik na zimno z truskawkami

spód:
  • 6 płaskich łyżeczek żelatyny 
  • 1/3 szklanki wody 
  • około 80g biszkoptów
do nasączenia: 
  • około 1/3 szklanki wody 
  • 2 łyżki soku z cytryny 
  • 1-2 łyżeczki cukru pudru
masa serowa:
  • 500g śmietanki kremówki 36% 
  • 5-7 łyżek cukru pudru (proszę dosłodzić do smaku) 
  • 1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią lub cukier wanilinowy 16g 
  • 500g serka mascarpone (żeby nadać sernikowi lekkości, użyjcie kremowego serka na sernik, z wiaderka)
  •  500g umytych, obranych, pokrojonych truskawek
wierzch:
  • około 200ml śmietanki kremówki 30% lub 36% 
  • 2-3 łyżki cukru pudru
  •  2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią lub cukru wanilinowego
do ozdoby:
  • truskawki 
  • bezy 

1. Żelatynę zalać 1/3 szklanki wody, wymieszać i odstawić na około 15 minut, aby napęczniała.
2. Następnie podgrzewać, mieszając, aż żelatyna się rozpuści (nie gotować!!). Zdjąć z ognia i odstawić na około 10-15 minut do przestygnięcia. Żelatyna ma być ciepła, ale nie gorąca.
3. Wyłożyć biszkoptami tortownicę o średnicy 23cm wyłożoną papierem do pieczenia (tylko dno)
4. Składniki do nasączenia wymieszać i polać biszkopty w blaszce.
5. Śmietankę kremówkę ubić na sztywno z cukrem pudrem i cukrem wanilinowym. Dodać serek mascarpone, wymieszać. Następnie cały czas mieszając mikserem, wlać żelatynę w 3-4 partiach. Dodać truskawki i wymieszać krótko szpatułką (proszę zbyt długo nie mieszać, ponieważ masa może się zważyć).
6. Masę serową wyłożyć na biszkopty w blaszce, wyrównać i sernik wstawić do lodówki na parę godzin.
Wierzch:
7. Sernik wyjąć z tortownicy i położyć go na paterze.

8. Śmietankę kremówkę ubić na sztywno z cukrem pudrem i cukrem wanilinowym. Wyłożyć ją na wierzch sernika. Sernik udekorować truskawkami i bezami. 


sobota, 1 sierpnia 2015

Dżem truskawkowy - lepszy domowy niż sklepowy! :)

1 sierpnia może oznaczać dwie rzeczy.
Po pierwsze, połowa wakacji za nami, co w sumie nie dotyczy osób pracujących sześć dni w tygodniu, w systemie dwuzmianowym, łącznie z sobotami (czyt. mnie).
Po drugie, co ważniejsze, musimy się pogodzić z myślą, że następne, świeże, polskie (!) truskawki zjemy dopiero za rok.
Miesiące świetności ze sprzedawanymi kobiałkami na każdym rogu ulicy już minęły, a w sierpniu truskawek już jak na lekarstwo. 
I już nic, w długie, wczesno-jesienne wieczory nie zastąpi nam drożdżówki z truskawkami i kruszonką, czy choćby najskromniejszej miseczki truskawek, hojnie oblanych jogurtem...
...ale oczywiście wcale NIE MUSI tak być! :)
Jeśli - tak jak ja - w porę dorwiecie jeszcze ostatnie, polskie truskawki - będziecie mogli cieszyć się ich smakiem przez cały rok, i to nie tylko jesienią!
Jak to możliwe?
Wystarczy, że zamkniecie swoje truskawki...w słoiku! ;)
I kiedy w październiku inni, z utęsknieniem będą wypatrywać pierwszych czerwcowych dni z mieniącymi się słodką czerwienią straganami - Wy, w zaciszu swej kuchni otworzycie słoik domowego dżemu truskawkowego i posmarujecie nim chrupiącego tosta.
Zamykając oczy, wspomnicie, że tak smakuje lato.
Dżem truskawkowy - domowy
/ok. 6 małych słoiczków/

  • 1 kg truskawek
  • 650 g cukru
  • opakowanie cukru wanilinowego
  • łyżka soku z cytryny
Truskawki umyć i odszypułkować. Umieścić w głębokim garnku, z grubym dnem. Zasypać cukrami, polać sokiem z cytryny, odstawić na 15 minut, aż truskawki puszczą sok. Po tym czasie, wszystko wymieszać i co jakiś czas mieszając, podgrzewać na dużym ogniu do momentu zagotowania (wtedy wszystko zacznie mocno bulgotać).
Gdy całość się zagotuje, zmniejszyć ogień na minimum (ale tak, by dżem wciąż lekko ''bulgotał'') i gotować go tak przez ok. 2-2,5 godziny, co jakiś czas mieszając, by nic nie przywarło. Gdy konsystencja będzie już odpowiednia i będzie przypominać rzadki dżem (truskawki się rozpadną, sok się zredukuje, a nasz dżem nie będzie za szybko ściekał z łyżki, lecz będzie taki bardziej 'kisielowaty', ale też niezbyt gęsty), ściągamy garnek z dżemem z palnika i przekładamy jeszcze gorący dżem do czystych, wyparzonych i suchych słoiczków - następnie słoiki mocno zakręcamy i ustawiamy do góry dnem, do momentu wystygnięcia.
Tak naprawdę, często wystarcza im to, by porządnie się zassały - ja jednak polecam dodatkowo je pasteryzować. Można to robić na kilka sposobów, mój ulubiony to z użyciem piekarnika.
Wystudzone słoiczki z dżemem wkładamy do zimnego piekarnika i po zamknięciu, rozgrzewamy go do 130 stopni. Kiedy zostanie osiągnięta ta temp., trzymam dżem w piecu przez 20 minut, następnie wyłączam go, uchylam drzwiczki i zostawiam w nim słoiki do całkowitego ostudzenia. :)


środa, 13 maja 2015

Naleśniki orkiszowe

Jak często można być przeziębionym w przeciągu (przeklęte przeciągi!) kilku tygodni? 
Dobra, wiem, że pół litra lodów na kolacje nie jest mądrym pomysłem, nie tylko ze względów wartościowych.
Niezałożenie kurtki po wyjściu z pracy o 21, bo właśnie rozmawiam przez telefon i popijam zimną colą prosto z lodówki również nie należy do najrozsądniejszych(...).
Oczywiście, uporczywy katar, ból gardła i zatok mogłabym przypisywać pyleniu lipy, pech jednak chcę, że w maju najsilniej pyli dąb, którego w okolicy jak na lekarstwo. 
No to lipa.


Dziś jednak nie będzie o lipie, dębie czy innych brzozach, a o...klonie! ;)
A dokładniej, syropie klonowym, który idealnie pasuje do pysznych naleśników orkiszowych. :)
Należąca do najzdrowszych z mąk, mąka orkiszowa nadaje naleśnikowym plackom wspaniały, lekko orzechowy smak.
Najlepiej, jeśli użyjecie mąki orkiszowej jasnej, dzięki czemu Wasze naleśniczki będą delikatne jak te, usmażone ze standardowej, pszennej mąki.
Naleśniki możecie nadziać swoim ulubionym, dowolnym nadzieniem (może być też wytrawne!) - ja postawiłam na sernikowy twarożek oraz banany i borówki. 
A, no i duuużoo syropu klonowego. :)

Naleśniki orkiszowe
/ok. 6 dużych naleśników/

  • 60 g mąki orkiszowej (ok. 4 pełne łyżki)
  • szczypta soli
  • 1 łyżka cukru wanilinowego
  • 1 jajko
  • 150 ml mleka
  • 15 g roztopionego masła

Na patelni, na której będą smażone naleśniki roztopić masło, odstawić. 
Do miski wsypać mąkę, sól i cukier. Dodać jajko i mleko, zmiksować. Dodać lekko ostudzone, roztopione masło i zmiksować wszystko na gładko.
Patelnię natłuszczoną roztopionym wcześniej masłem dobrze rozgrzać. 
Na mocno rozgrzaną, wylewać po niepełnej chochelce ciasta naleśnikowego, smażyć naleśniki do zrumienienia z jednej strony, przewrócić na drugą i chwileczkę podsmażyć. Od razu nadziewać, podawać i jeść. :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Sernik z rabarbarem - (nie tylko) na majówkę :)

Lubię spoglądać w niebo na przelatujące samoloty i zastanawiać się, jaki jest cel ich podróży. 
Może urlop w gorącym Egipcie, wczasy nad morzem Egejskim lub jakaś tam bardzo poważna delegacja w Wielkiej Brytanii...
Maj, ciepły, pachnący przekwitającą już magnolią, białym bzem i mleczem transformującym się w dmuchawce, latawce, wiatr.
Maj, miesiąc zwiastujący wakacje, niczym listopad Boże Narodzenie. 
Jeszcze tylko kilka tygodni, dni, godzin, a ktoś, spoglądając w niebo na odlatujący samolot, będzie zastanawiał się, dokąd właśnie zmierza.
Ja natomiast, zapięta w pokładowe pasy, będę tym razem wiedzieć, że celem są słoneczne Włochy... :)
Czas przedwakacyjnych oczekiwań wypełniają majówki pod gołym niebem.
Zapach grilla w ogródku, piknik w parku i podwieczorek na tarasie.
Smak pierwszy polskich warzyw i słodkich owoców...
Czy mogłoby się obejśc bez domowego ciasta? :)
Ciacho z rabarbarem to już majowa klasyka gatunku.
Jednak na pewno nie taki SERNIK, jak TEN! :)
Słodko-kwaśny, ciężki i zbity, na spodzie z owsiano-czekoladowych ciasteczek...
Gwarantuję - nic więcej do szczęścia nie trzeba!
No, chyba, że odrobina słońca i troszkę wolnego czasu... :)
Sernik z rabarbarem
/keksówka 23x11 cm, ok 10 porcji/
(wartość energetyczna porcji - ok. 350 kcal)

spód:

  • 150 g ciastek owsianych w czekoladzie
  • 40 g masła
Masło roztopić w garnku, ciastka pokruszyć na drobny pył. Dodać je do masła, wymieszać i wyłożyć nimi keksówkę wyłożoną papierem do pieczenia. Ciasteczkowy spód podpiec w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni, przez 15 minut.  W tym czasie przygotować masę serową.

masa serowa:

  • 250 g sera ricotta
  • 450 g sera trzykrotnie mielonego półtłustego (używam takiego z wiaderka Piątnica :) )
  • 2 jajka + 1 żółtko
  • 120 g cukru
  • 20 g cukru wanilinowego
  • 50 g śmietany 36%
rabarbar na wierzchu:

  • ok. 2-3 laski rabarbaru
  • 50 g cukru
Sery zmiksować z cukrem i cukrem wanilinowy. Dodawać po jednym jajku, dokładnie miksując masę po dodaniu każdego. Dodać śmietanę i wszystko razem zmiksować na gładko. 
Na podpieczony spód wyłożyć masę serową i piec sernik w 160 stopniach, przez godzinę.
W tym czasie zabrać się za rabarbar.

Rabarbar umyć i pokroić go na paski szerokości foremki, w której piecze się właśnie sernik (u mnie to ok. 11 cm). Pokrojony ułożyć w żaroodpornym naczyniu i zasypać cukrem, aż rabarbar puści sok. Pod koniec pieczenia sernika (20 minut przed końcem) wsadzić do piekarnika jeszcze rabarbar i piec go do miękkości przez 20 minut. 
Gdy rabarbar ostygnie, ułożyć go (jak na zdjęciach) na wystudzonym serniku i całość polać wytopionym podczas pieczenia syropem rabarbarowym. :)

***


kilka pierwszo-majówkowych migawek...
A Wy, jak spędziliście majówkę? :)


<3 

środa, 1 kwietnia 2015

Bułeczki brioche z malinami i białym serem

Ostatnimi czasy śpię wręcz tragicznie.
Za to bardzo dobrze śnię na jawię.
Z głową w chmurach, w lekkim letargu, zastanawiam się, kiedy nieopatrznie wpadnę pod jakiś samochód.
W zasadzie dziwie się, jak ze swoim roztargnieniem udaje mi się przetrwać w tej miejskiej dżungli, zwanej potocznie życiem... ;)
Jak to dobrze, że wyrabianie drożdżowego ciasta nie wymaga myślenia.
No, a przynajmniej nie na poziomie analitycznym. 
W tym pieczenie jest dla mnie wybawieniem - bo kiedy głowa buja w obłokach, ręce i tak robią swoje, zagniatając lepką od niebotycznej ilości masła mączno-drożdżową kulę.
Trzeba mieć się na baczności, bo raptem okazuje się, że minęło 30, a nie 13 minut i ciastu (albo głowie) należy dać odpocząć. :)
Nawet, jeśli nie lubicie malin to...i tak pokochacie te bułeczki.
To takie miękkie, pachnące wanilią, lekkie, drożdżowe chmurki.
Wypełnione serowym nadzieniem, przypominającym 
najlepszy sernik, jedzony na werandzie, w słoneczny, letni dzień.
A przecież, gdy na dworze deszczowo i wietrznie, kawałek słońca, to chyba najlepsze, co może się nam wtedy przytrafić, prawda? :)
Bułeczki z malinami i białym serem
/6 bułeczek/
(wartość energetyczna 1 drożdżówki - ok. 250 kcal)

Ciasto:

  • 1/2 łyżeczki suszonych drożdży
  • 125 g mąki pszennej
  • 1 i pół łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 1 jajko + białko
  • 70 g masła
Nadzienie serowe:

  • 125 g śmietankowego sera twarogowego (kupiłam taki w kostce i zmiksowałam na gładko z łyżką śmietany kremówki)
  • 1 łyżka miękkiego masła
  • 1 łyżka cukru wanillinowego + 1 łyżka zwykłego cukru
  • żółtko jaja
  • 1 łyżka mąki pszennej
+ 15 malinek i roztrzepane jajko do posmarowania bułeczek

Drożdże wsypać do filiżanki, wlać 3 łyżki ciepłej wody i dodać szczyptę cukru, wymieszać i odstawić na około 10 - 15 minut (po tym czasie drożdże spienią się).
Do miski przesiać mąkę, dodać rozpuszczone w wodzie drożdże, cukier, sól i jajka. Składniki mieszać drewnianą łyżką lub mieszadłem miksera, aż połączą się w jednolite ciasto. Wyrabiać przez około 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne (ręką lub hakiem miksera).
Dodawać masło po kawałku, po dwie łyżki, mieszając lub najlepiej miksując końcówką do ciasta drożdżowego lub mieszadłem na średnich obrotach miksera. Szybko dodawać kolejne 2 łyżki masła, jak tylko poprzednie połączy się z ciastem. Ciasto powinno mieć jednolitą strukturę.
Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów, do czasu aż podwoi swoją objętość, na około 1 i 1/2 godziny. W międzyczasie przygotować nadzienie serowe: ser zmiksować z resztą składników do uzyskania gładkiej struktury, wstawić do lodówki.
Uderzyć pięścią w ciasto, przemieszać, miskę przykryć folią i wstawić do lodówki na minimum godzinę lub najlepiej na dwie. Ciasto można trzymać w lodówce przez całą noc (maksymalnie 12 godzin). Z ciastem będzie łatwiej pracować, gdy będzie schłodzone, dlatego im dłużej będzie w lodówce, tym lepiej!
Ciasto wyjąć na oprószony mąką blat i całe obsypać mąką. Rozwałkować na prostokąt wysoki na 1 cm. Rozsmarować schłodzone nadzienie serowe, posypać malinami. Ciasto złożyć na pół i pokroić w poprzek na 6 pasków. Przełożyć je (najlepiej na szerokiej łopatce) do kwadratowej formy, wyłożonej papierem do pieczenia, układając jeden kawałek obok drugiego (ciasno ułożone bułeczki uniemożliwią wyciekanie masy serowej, szczególnie w upalne dni). Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na około 1 i 1/2 godziny. Aby ułatwić sobie przenoszenie ciasta do formy, można rozwałkować je i złożyć z nadzieniem bezpośrednio na papierze do pieczenia.
Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Wierzch bułeczek posmarować roztrzepanym jajkiem, blaszkę wstawić do piekarnika. Piec na intensywnie złoty kolor przez około 20 minut. Ostudzić w formie ustawionej na metalowej kratce. Pokroić dopiero po całkowitym wystudzeniu.

środa, 4 marca 2015

Bananowe placuszki z ricottą - banana ricotta hotcakes

Ostatnimi czasy żyję na zwiększonych obrotach.
Wracam z pracy do domu i idę...do pracy!
Zabawne, bo im więcej pracuję tym mniej odczuwam zmęczenie.
Ba! - zdarza mi się, już po powrocie do domu, o 22 nastawiać pranie i w międzyczasie myć podłogę.
Zdaje się, że chyba jadę na adrenalinie. :)
Oczywiście, nie zapominam przy tym o odpowiednim odżywianiu, jadam ''czyste posiłki'' (tzw. ''clean food'' - ten termin ostatnio mocno mnie fascynuje),  tj. sztampowe danie kulturystów - ryż z kurczakiem, czy dietetyczny, pieczony łosoś z różyczkami brokuła, niczym idylliczny obrazek, wyjęty prosto z magazynu Woman's Health (lub Men's Health, jak kto woli).
Jak każdemu, zdarzają mi się jednak ''chwile słabości'', a zmęczony mózg domaga się czegoś więcej, niż obiadu złożonego z białka i białka.
Wtedy pozwalam sobie na tzw. ''cheat meal'' (to stwierdzenie też jest dobre :D), czyli danie wysokokaloryczne, tuczące, z dużą zawartością (łatwo przyswajalnego) cukru,  powszechnie uważane za ''zakazane'', ale i tak, jak wszystkim wiadomo...nieprzyzwoicie smaczne. ^^ :)
Dla mnie, od wieków, ''chwile słabości'' to nie hamburgery, pizza, frytki czy pierogi.
Mój grzeszny ''comfort food'' to...naleśniki!
I wszystkie inne placki, placuszki, racuchy, pancakes...
Dodatkowa zaleta (poza smakiem, rzecz jasna :D)?
Robią się błyskawicznie!
W sam raz, by szybko doładować głodny węglowodanów organizm.
Poza tym - te zawierają ricottę (biały ser) i banany.
A to w sumie przecież też ''clean food''... ;)

Bananowe placuszki z ricottą to puszyste (wręcz 'chmurkowe') serowe placki, które najlepiej smakują na ciepło.
Koniecznie polane solonym karmelem z masłem orzechowym (orzechy to też białko! ;))...

Bananowe placuszki z ricottą
/1 porcja, ok. 5 placków/

  • 45 g mąki pszennej
  • łyżka cukru wanilinowego (może być zwykły + aromat waniliowy, albo po prostu jakiś słodzik)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 60 g sera ricotta (można użyć innego, kremowego, ale ricotta moim zdaniem najlepsza :))
  • białko jaja
  • 1 łyżeczka roztopionego masła (roztapiamy je na patelni, na której potem smażymy placki)
  • ok. 30 ml mleka
  • pół banana
Do podania: np. syrop klonowy/miód/solony karmel z masłem orzechowym (przepis poniżej) lub dodatkowa porcja ricotty :)

Przesianą mąkę wymieszać z cukrem, proszkiem do pieczenia i solą. W drugiej misce zmiksować białko z ricottą i roztopionym masłem. Połączyć mokre składniki z suchymi, wymieszać. Ciągle mieszając, dodawać stopniowo mleko do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Banan pokroić w plasterki.
Na rozgrzaną, natłuszczoną roztopionym masłem patelni, nakładać łyżką porcję ciasta na jednego placuszka, lekko rozpłaszczyć i smażyć na średnim ogniu. Kiedy na plackach zaczną pojawiać się bąbelki, delikatnie 'wcisnąć' w nie po 2-3 plasterki banana i po chwili przełożyć placki na drugą stronę. Chwilkę podsmażyć na brązowy kolor i od razu podawać, z ulubionymi dodatkami. :)

Solony karmel z masłem orzechowym
/2 porcje/

  • 2 łyżki cukru
  • 30 ml wody
  • 4 łyżki śmietany 30%
  • 1 łyżka masła
  • szczypta soli
  • 1 łyżka masła orzechowego (można zrobić wersję bez masła, jeśli nie mamy :))
Do rondelka wsypać cukier, rozprowadzić go po całym dnie cienką warstwą. Podgrzewać na średnim ogniu bez mieszania do czasu aż cukier się rozpuści i zacznie brązowieć. Gdy osiągnie brązowy kolor, wlać wodę (uwaga, będzie pryskać!) i energicznie wymieszać aż cukier się rozpuści. Gotować przez minutę, następnie wlać śmietankę. Gotować przez około 4-5 minut na umiarkowanym ogniu, następnie dodać masło oraz sól i ewentualnie masło orzechowe, wymieszać do połączenia się składników. Odstawić z ognia i przelać do miseczki lub garnuszka na sos.

Dacie wiarę, że jest nawet piosenka o Banana Pancakes, czyli właśnie o bananowych naleśnikach? :)


niedziela, 25 stycznia 2015

Chleb pszenno-żytni z chrupiącą skórką, na miodzie

Po tych wszystkich brioszkach, chałkach i innych, puchato-drożdżowych słodkościach zachciało mi się czegoś bardziej ''konkretnego''.
Wymarzył mi się ciężki, domowy chleb - obowiązkowo z grubą, chrupiąca skórką! :)
Niedzielne śniadanie w rodzinnym gronie stało się do tego dobrym pretekstem...
Oczywiście, ile bym nie miała wolnego czasu, i tak za pieczenie (a raczej przygotowanie do pieczenia) zabieram się zwykle, ku ''uciesze'' domowników, grubo po zmierzchu (mama by powiedziała, że ''po nocach'').
Jak w hipnozie, lubię siedzieć 45 minut na kuchennej posadzce, wpatrzona w szybkę piekarnika, delektując się zapachem (i widokiem!) świeżo wypiekanego chleba (lub ciasta, bułeczek, rogalików...).

Chleb wyszedł wymarzony.
Wyrazisty w smaku, podobny trochę do grahama, o lekko wyczuwalnej, miodowej nucie i orzechowym zapachu.
Z grubą, apetycznie chrupiącą skórką.
Wiadomo, że najlepszy jeszcze ciepły, no i posmarowany masłem.
Jeśli pieczecie po nocach, a po nocach (zwykle ;)) nie jecie to...przynajmniej nie rezygnujcie z dodatku masła, o poranku! ;)

P.S. Sorry, za ten zmasowany, aczkolwiek nieplanowany ''atak'' bananów na blogu (z ich udziałem naliczyłam cztery przepisy pod rząd :O), ale - że wprost je uwielbiam (mam nadzieję, że Wy też!) - są one nieodłącznym elementem mojej codziennej diety. ;)

Przepis, z moją modyfikacją, podpatrzony tu.
Chleb pszenno-żytni z chrupiącą skórką
/1 duży bochenek/
(wartość energetyczna w 100g - ok. 250 kcal)
  • 150 g g mąki żytniej razowej chlebowej
  • 350 g mąki pszennej chlebowej
  • 7 g drożdży instant
  • 1 łyżka soli
  • 300 ml ciepłej wody
  • 1 łyżka miodu
  • 4 łyżki stopionego masła(60 g)
Mąki, drożdże i sól mieszamy w dużej misce. Następnie miód rozpuszczamy w wodzie i stopniowo wlewamy do mieszanki mącznej mieszając, aż powstanie klejące się ciasto, dodajemy łyżkę masła stopionego i łączymy z ciastem. Zagniatamy na oprószonej mąką stolnicy podsypując mąką pszenną, aż ciasto będzie gładkie i zwarte. Formujemy kulę i wkładamy do miski wysmarowanej łyżką stopionego masła, obtaczamy całe w maśle. Przykrywamy miskę ręczniczkiem kuchennym i zostawiamy w ciepłym miejscu na około godzinę do podwojenia objętości.
Po tym czasie uderzamy pięścią w ciasto, żeby spuścić powietrze, zagniatamy jeszcze niecałą minutę, formujemy bochenek i układamy na blaszce (ja wsadziłam go do foremki). Przykrywamy znowu ręczniczkiem i zostawiamy chleb jeszcze na jakieś 30 minut do wyrośnięcia. 
Nastawiamy piekarnik na 190 stopni. Wyrośnięty chleb nacinamy wg upodobań lub zostawiamy gładki. Posypujemy bochenek mąką i skrapiamy łyżką stopionego masła. Pieczemy około 45-55 minut. Gotowy chleb ma wydać pusty dźwięk przy stuknięciu w spód. Wyciągamy z piekarnika i jeszcze gorący chleb smarujemy ostatnią łyżką stopionego masła, zostawiamy do wystudzenia na kratce.

Leniwe, mgliste poranki, śniadania do łóżka, powroty z pracy po 22, kolacje na mieście, nocne pieczenie i książki do snu.
Gdzieś pomiędzy tym, delikatnym skrzydłami motyla trzepoczą marzenia, w pokoju, w gabinecie, w kuchni - w mojej głowie.
Mimo to, (chyba) wcale nie zależy mi na konfrontacji z rzeczywistością. 



niedziela, 20 lipca 2014

Placuszki twarożkowe z malinami i...twarożkiem :)

Mieszkanie samemu skutkuje nie tylko brakiem mleka do porannej kawy czy rozmawianiem z samym sobą (tudzież z królikiem), ale też tęsknotą za tradycyjnym obiadem.
Nie macie pojęcia, jak mi się marzy kawał pieczonego indyka mojej mamy, z ryżem i porcją suróweczki na wagę, z marketu.
By nie paść z głodu, a jednocześnie nie wydać majątku, kombinuję jak umiem wykorzystując zapas jajek i 'resztek' z lodówki, zahaczając fakultatywnie na pobliski targ, by coś dokupić.
W ten sposób, w minionym tygodniu moje obiady składały się z placków, naleśników, omletów i...placków.
Może i ekonomicznie, ale nie mniej....pysznie! :)
wczorajszy obiad - omlet z kurkami, kozim serem i pomidorami <3

Dzisiejszy obiad to typowo letnia (i lekka!) propozycja.
Mimo, że słodkie placki nie są dietetycznym symbolem, takie jak TE spokojnie możecie włączyć do swego jadłospisu. :)
Czemu?
Bo nie zawierają tłuszczu ani cukru, a zamiast całego jaja, posiadają jedynie białko. 
Dodatkowo, możecie przyrządzić je z pełnoziarnistej/razowej mąki by było jeszcze zdrowiej! :)
Przepis na te placuchy już znalazł się na blogu (TU), jednak w tych, zamiast jogurtu używacie ulubionego, chudego twarożku.
Nic, tylko podać z ulubionymi owocami lata i...wcinać, wcinać, wcinać!
Najlepiej - na świeżym powietrzu i...w towarzystwie. ;)
Placuszki twarożkowe z malinami
/1 porcja - 3 placki/
(wartość energetyczna porcji, bez dodatków - ok. 250 kcal)
  • 50 g twarożku (u mnie domowy, 'grani' z piątnicy) lub serka wiejskiego lub twarogu półtłustego wymieszanego z jogurtem do konsystencji twarożku
  • 1 kurze białko
  • 50 g mąki
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • słodzik/ew. 1 łyżka cukru wanilinowego, zwykłego lub miodu
  • + ew. 1 łyżka mleka, jeśli masa wyjdzie za gęsta
  • garść malin (po 4, 5 sztuk na jeden placek) + kilka do podania
  • cukier puder, twarożek, listki mięty lub inne ulubione dodatki (u mnie jeszcze z 4 łyżki miodu ;p)
W jednej misce wymieszać trzepaczką białko z twarożkiem. W drugiej połączyć mąkę z sodą i słodzikiem (lub cukrem). Na mega mocno rozgrzaną i suchą (!) patelnie kłaść łyżką porcje ciasta, formując placuszki.
Zmniejszyć ogień na średni i na każdym placku ułożyć kilka malin. Poczekać, aż placki mocno zetną się od spodu i lekko z zewnątrz - wtedy dopiero obrócić je na drugą stronę i smażyć, aż się lekko podsuszą (maliny najpierw puszczą dużo soku, trzeba poczekać, aż lekko podeschną, przesuwając placki po patelni, by nie przywarły). Podawać ciepłe, z ulubionymi dodatkami. :)
Lato!
Korzystając z upalnych dni i słonecznej pogody... :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...