piątek, 21 listopada 2014

Paris, je t'aime - migawki z Paryża

Podobno wielu turystów cierpi po powrocie na tzw. syndrom paryski, objawiający się albo zawodem, że dostało się mniej od oczekiwań (''jutro wychodzimy z domu o 7, nie ma spania do 10!''), albo szaloną euforią (''Ja już nie wracam do Polski.''), że wreszcie się udało.
Paryż zachwyca, tu chce się doświadczyć wszystkiego, w jak największej ilości. I jeszcze z dokładką.
 
Pola Marsowe - pod wieżą Eiffla
Rue Lamarck - widok z okna naszego apartamentu

Ogrody Wersalu 

Dźwięki rozpędzonego metra zmieszane z akordeonem ulicznych muzyków.
Zapach masła, wypełniający cały dom o poranku, z gorących, tostowanych pain perdu.
Widok rozmigotanego Paryża, po zmierzchu, ze schodów bazyliki Sacre Coeur.
Smak tłustego confit de canard, popijanego mocno wytrawnym, czerwonym winem.
Życzliwość ludzi, nie rozumiejących angielskiego ni w ząb, którzy z cierpliwością (i oczywiście - po francusku), tłumaczą nam, jak dojść na pchli targ Saint-Ouen.
Ciepło słońca ogrzewającego ogrody Wersalu we wtorkowe popołudnie...
Miłość, która uderza już w samolocie, już na lotnisku i lokalnym sklepiku, już przy pierwszych słowach ''Bonjour, Mademoiselle!''.
uliczki Montmartre, w ''moim'' sąsiedztwie - film z telefonu
Zakochałam się, w końcu.
W mieście dźwięków, zapachów, smaków i barw.
W mieście świetlistych ludzi, w mieście miłości.
 Zakochałam się, w Paryżu. 
 
Ogrody Wersalu
 
Montmartre - dzieła ulicznych artystów-malarzy
 
Montmartre - bazylika Sacre Coeur / wejście do metro
 
Saint-Ouen - pchli targ w 18 dzielnicy

Rue Lamarck - pierwsze śniadanie w naszym apartamencie, w Paryżu
 
Place de la Concorde - wieczorny widok na wieżę Eiffla
 
W drodze na most Alexandra III (w tle) i wieżę Eiffla

Sześć dni to za mało, by wszystko uchwycić (i nie mowa tylko o aparacie ;) ). 
To jednocześnie zbyt wiele, by wszystko opisać, opowiedzieć, oddać (na jednym poście na pewno się nie skończy! ;) ).
Najfajniejsze wspomnienie?
Może zdziwienie ulicznego artysty-malarza, który po złożeniu mi propozycji portretu, dodał już po angielsku: ''You look like French.''...
Pont Alexandre III
Ogrody Wersalu/ urocze uliczki Montmartre
 
Ogrody Wersalu

piątek, 7 listopada 2014

Baletki - polska odpowiedź na francuskie makaroniki?

To niesamowite, że mogę przez 6 dni żyć jak prawie-Francuzka.
Mieszkać w sercu Paryża, na Montmartre, w dzielnicy artystów, podążając ścieżkami Amelii Poulain.
Jeść gorące croissanty i chrupiące bagietki nad brzegiem Sekwany.
Zamawiać na ulicy wielkie naleśniki z kremem kasztanowym, oglądać miasto świateł ze szczytu wieży Eiffla
Pić prawdziwe, francuskie wino przy samym Moulin Rouge. 
Śmiać się, bawić, robić miliony zdjęć.
Kochać - bo podobno to miasto miłości. 
 To niesamowite, że zupełnie WSZYSTKO zorganizowałyśmy same.
Przelot, nocleg, transport.
No dobra, stres jest i na razie wypiera (prawie) całą ekscytację.
Coś czuję jednak, że PRZYGODA dopiero się zaczyna... :) 
 Jutro rano już obudzę się w Paryżu.
Gospodarz może i nie jest rodowitym Francuzem (pozdrawiam całą Kolumbię! ;) ), ale sławne, francuskie ciasteczka 'makaroniki' z pewnością nie są mu obce.
Czym więc go zaskoczyć? (obietnica przywiezienia domowych ciasteczek to był strzał w stopę)
Polskiej wódki zachwalać nie trzeba (jaką polecacie najbardziej? bo chyba kupimy Krupnik), ale jakie ciasteczka najbardziej kojarzą się z Polonią?
Baletki, inaczej zwane 'bitkami' to malutkie, posypane makiem biszkopciki, przełożone marmoladę.
Urocze, słodkie, rodzime.
Nie dość, że kształtem przypominają paryskie makaroniki, to jeszcze i skład podobny (ubite białka + cukier + mąka) i nazwa głupia. 
No bo co ma makaron do ciastka? Lub tym bardziej - baletka?

Poza tym, są prostsze w wykonaniu, no i dobre, bo polskie.
Z takim ekwipunkiem ( + milion swetrów, przewodników, map i słowników) mogę lecieć spokojnie. :)
Au revoir! ;)
Przepis przyuważyłam na ''Moich Wypiekach''.
Baletki - ciasteczka z makiem i marmoladą
/2 blachy pojedynczych ciasteczek - ja robiłam z połowy porcji, na jedną blachę/
  • 3 jajka (biała i żółtka osobno)
  • 80 g cukru
  • 75 g mąki (przesianej koniecznie!)
  • mak do posypania
  • marmolada do przełożenia
 
Białka oddzielić od żółtek; białka ubić na sztywną pianę. Powoli i stopniowo dodawać cukier (jak przy bezach - nie można wsypać cukru na jeden raz) i miksować (ja miksuję dalej przystawką do ubijania białek). Dodać żółtka i zmiksować. Wsypywać powoli mąkę i delikatnie(!) wymieszać.
Ciasto nałożyć do rękawa cukierniczego z grubą okragłą nasadką i wykładać na blachę nieduże krążki, pozostawiając odstępy między ciastkami. Posypać makiem.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 10 minut, aż będą lekko złote. Ja piekę na macie teflonowej, której nie trzeba niczym smarować, ciastka idealnie odchodzą po upieczeniu.
Wystudzić, przełożyć dżemem.
Ważne: białka niedokładnie ubite lub zbyt mocno wymieszana masa jajeczna z mąką zaowocuje płaskimi i rozlewającymi się na blaszce ciasteczkami (zniszczą się pęcherzyki powietrza); płaskie będą również, jeśli blacha z ciastkami będzie czekać na upieczenie pierwszej, należy piec obie na jeden raz. - See more at: http://www.slodkiefantazje.pl/przepisy/3263/baletki---ciasteczka-z-makiem-i-marmolada#sthash.APi5JHUL.dpuf
Białka oddzielić od żółtek; białka ubić na sztywną pianę. Powoli i stopniowo dodawać cukier (jak przy bezach - nie można wsypać cukru na jeden raz) i miksować (ja miksuję dalej przystawką do ubijania białek). Dodać żółtka i zmiksować. Wsypywać powoli mąkę i delikatnie(!) wymieszać.
Ciasto nałożyć do rękawa cukierniczego z grubą okragłą nasadką i wykładać na blachę nieduże krążki, pozostawiając odstępy między ciastkami. Posypać makiem.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 10 minut, aż będą lekko złote. Ja piekę na macie teflonowej, której nie trzeba niczym smarować, ciastka idealnie odchodzą po upieczeniu.
Wystudzić, przełożyć dżemem.
Ważne: białka niedokładnie ubite lub zbyt mocno wymieszana masa jajeczna z mąką zaowocuje płaskimi i rozlewającymi się na blaszce ciasteczkami (zniszczą się pęcherzyki powietrza); płaskie będą również, jeśli blacha z ciastkami będzie czekać na upieczenie pierwszej, należy piec obie na jeden raz. - See more at: http://www.slodkiefantazje.pl/przepisy/3263/baletki---ciasteczka-z-makiem-i-marmolada#sthash.APi5JHUL.dpuf
Białka ubijamy na sztywno, dodajemy stopniowo cukier, cały czas miksując. Dorzucamy po jednym żółtku nadal miksując następnie dosypujemy mąkę. Delikatnie mieszamy, aż składniki połączą się. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego z szeroką okrągłą końcówką. Wyciskamy małe okrągłe kółka w 2 – 3 cm odstępach, każdy posypujemy makiem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni  przez 10 minut. Wystudzone ciastka smarujemy marmoladą i składamy.

Białka oddzielić od żółtek; białka ubić na sztywną pianę. Powoli i stopniowo dodawać cukier (jak przy bezach - nie można wsypać cukru na jeden raz) i miksować (ja miksuję dalej przystawką do ubijania białek). Dodać żółtka i zmiksować. Wsypywać powoli mąkę i delikatnie(!) wymieszać.
Ciasto nałożyć do rękawa cukierniczego z grubą okragłą nasadką i wykładać na blachę nieduże krążki, pozostawiając odstępy między ciastkami. Posypać makiem.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 10 minut, aż będą lekko złote. Ja piekę na macie teflonowej, której nie trzeba niczym smarować, ciastka idealnie odchodzą po upieczeniu.
Wystudzić, przełożyć dżemem.
Ważne: białka niedokładnie ubite lub zbyt mocno wymieszana masa jajeczna z mąką zaowocuje płaskimi i rozlewającymi się na blaszce ciasteczkami (zniszczą się pęcherzyki powietrza); płaskie będą również, jeśli blacha z ciastkami będzie czekać na upieczenie pierwszej, należy piec obie na jeden raz. - See more at: http://www.slodkiefantazje.pl/przepisy/3263/baletki---ciasteczka-z-makiem-i-marmolada#sthash.APi5JHUL.dpuf

środa, 29 października 2014

Chlebek dyniowy z żurawiną

Każdego roku, gdy tylko przychodzi jesień, obowiązkowo piekę chlebek dyniowy.
Znacie już dobrze mój ulubiony, z Nutellą, który robiłam również w formie małych, słodkich muffinek.
Dla miłośników banana (to ja, to ja!) oraz zdrowych (no, zdrowszych) wypieków przygotowałam w zeszłym roku dyniowo-bananowy chlebek razowy, z płatkami owsianymi.
By tradycji uczynić zadość - tej jesieni na śniadanie (podwieczorek i kolację) również zajadamy się dyniowym ciachem. :)
Korzennym, wilgotnym, ciężkim dyniowym chlebkiem z miękkimi kuleczkami słodkiej, suszonej żurawiny...
Żeby było fajniej, chlebek wcale (nie)musicie zjadać od razu. ;) 
Najlepszy jest bowiem na drugi, a nawet trzeci i czwarty dzień!
Bardziej wyrazisty w smaku, konsystencji, zapachu...
Esencjonalny.
Trochę jak piernik, choć...zdecydowanie lepszy. ;)
Gruba kromka posmarowana delikatnym serkiem ricotta to idealny sposób na rozpoczęcie chłodnego, listopadowego poranka...
A jeśli do tego macie ulubioną kawę (ostatnio zakochałam się w zbożowej Caro) i niewielki słoiczek Nutelli....to jesteście gotowi, by stawić czoła każdej jesiennej (nie)pogodzie! :)
Lekko zmodyfikowany przepis na ''Ciasto dyniowe farmera'', z Małej Cukierenki.
Chlebek dyniowy z żurawiną
/keksówka 22x11, ok 12-15 kromek/
(wartość energetyczna kromeczki - ok. 200 kcal)


  • 200 g  mąki 
  • 150 g cukru (użyłam cukru pudru) 
  • 80 g suszonej żurawiny 
  • 1 łyżeczka sody 
  • 1 łyżeczki mielonego cynamonu 
  • 3/4 łyżeczki gałki muszkatołowej 
  • 1/2 łyżeczki mielonych goździków 
  • duża szczypta mielonego imbiru 
  • szczypta soli 
  • 2 jajka 
  • 180 g puree z dyni (jak je zrobić napisałam TU)
  • 110 ml oleju
1. Piekarnik nastawić na 180oC na funkcji góra-dół.
2. Mąkę z sodą przesiać i wymieszać z przyprawami, cukrem, solą. Dodać żurawinę, wymieszać.
3. W drugiej misce wymieszać dobrze łyżką jajka, puree z dyni i olej.
4. Mokre składniki dodać do suchych i krótko wymieszać łyżką, tylko do połączenia się składników.
5. Ciasto przełożyć do keksówki o wymiarach wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównać i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec przez około 50 minut.
Podawać jak ostygnie, pokrojone na grube kromy. :)


Macie ochotę na dyniowe chlebki, wymienione w czołówce wpisu? ;)
Znajdziecie je, klikając w zdjęcia poniżej!
http://teczawsloiku.blogspot.com/2013/09/razowy-chlebek-dyniowo-bananowy-z.htmlhttp://teczawsloiku.blogspot.com/2012/09/chlebek-dyniowy-z-nutella.html 
http://teczawsloiku.blogspot.com/2013/09/babeczki-dyniowe-z-nutella-i-uroczy_28.html

I jeszcze taka mała niespodzianka... ;)

poniedziałek, 13 października 2014

Ciastka kokosowe z karmelem - najlepsze (i najsłodsze!) na blogu

Wiem, że ostatnio strasznie zaniedbałam bloga, ale ciągle brakuje mi czasu, wiecznie gdzieś gonię, przesiadając się jedynie z fotela asystentki stomatologicznej na fotel w autobusie, siedzisko w tramwaju, czy krzesło przy szkolnej ławce.
Ostatnio, moja jedyna internetowa aktywność (poza wstawieniem selfie w lustrze na instagrama - klik) to sprawdzenie pogody na następny dzień, by wiedzieć, jak się ubrać, gdy wstaję o 5:30 do pracy lub szkoły. 
A i tak, do domu wracam z zimową kurtką i szalikiem pod pachą.
I tak w koło Macieju.
Z tego wszystkiego zapomniałam, że miałam Wam pokazać genialnego bananowca, najlepsze na świecie ciastka, ulubione, październikowe śniadanie, czy też mój sobotni obiad. 
Wspomniane ciastka obiecywałam już na fejsbuku (klik), nieśmiało przyznam, że ponad tydzień temu (...).
Lubicie batonik Twix?
Albo tzw. ''kruche ciasto milionera''?
No to powiem Wam, że TE ciastka...nie mają z nimi (prawie) nic wspólnego. ;)
Chyba, że karmel i kruche ciasto.
Poza tym - są o NIEBO lepsze od wszystkiego, co znacie. :) 
Chrupiące, kokosowe, z lepką, ciągnącą się, karmelową polewą....
A jak pachną przy pieczeniu - ODLOT
Skoro ja uważam, że to NAJLEPSZE ciastka na blogu, to oczywiście tak jest musicie być przygotowani na
MAKSIMUM słodyczy.
Jest to jednak całkiem ok (dla Waszej figury!), bo pewnie nie od razu sięgniecie po drugi kawałek.
No, a przynajmniej (nie) tego samego dnia. :) 
Polecam upiec nawet w tej chwili - robią się błyskawicznie!
Przepis podpatrzony w Małej Cukierence.
Ciastka kokosowe z karmelem
/ok. 20 ciastek/
(wartość energetyczna ciacha - ok. 250 kcal)

Ciasto kruche:
  • szklanka mąki 
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 1/2 szklanki cukru
  • 110 g masła
Polewa karmelowa:
  • 2 kopiaste łyżki miodu
  • 90 g masła
  • 400 g skondensowanego mleka słodzonego
1. Piekarnik nastawić na 190 stopni. Ciasto kruche:
2. Masło roztopić i wymieszać razem wszystkie składniki na ciasto (powstaną sypkie okruchy).
3. Blaszkę o wymiarach 20x30cm lub 25x25cm wyłożyć papierem do pieczenia. Brzegi papieru powinny wystawać poza formę.
4. Wymieszane składniki na ciasto przekładamy do blaszki, równomiernie rozprowadzamy i dobrze dociskamy. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez około 15-20 minut, aż ciasto się przyrumieni. Piekłam na drugim od dołu poziomie piekarnika.
Polewa: 5. Masło roztopić. Wszystkie składniki na polewą przełożyć do rondelka z grubym dnem, wymieszać i doprowadzić do wrzenia. Trzymać na małym ogniu przez około 7 minut,  mieszając, aż polewa troszkę zgęstnieje.
6. Polewę rozprowadzić równomiernie na podpieczonym spodzie i blaszkę wstawić do piekarnika na około 15-20 minut. Pieczemy, aż polewa zbrązowieje (trzeba obserwować, żeby nie przypalić, moje ciastka wyszły dosyć ciemne).
7. Po wyjęciu z piekarnika odstawić na 15 minut do przestygnięcia. Następnie nożem trochę nacinamy ciasto, zaznaczając porcje, będzie nam wtedy łatwiej je pokroić (ponieważ polewa stwardnieje). Ciasto odstawić do całkowitego ostygnięcia na 2-3 godziny. 

I tylko gdzieś po drodze okazało się, że przyszedł październik...
Rzeczka, spacer na Wielką Sowę

selfie/outfit

krem orzechowo-kakaowy z kawałkami orzeszków <3

'odchudzony' krem czekoladowy z Biedry (250 kcal/100 g)

tosty francuskie z chałki, czyli moje ulubione, październikowe śniadanie <3

środa, 1 października 2014

(De)sernik ze śliwkami - na słodki październik

Końcówka września, to jakiś istny koszmar.
Co byście zrobili, gdyby nagle odpadły Wam (prawie) wszystkie wolne dni, na jeden rok?
Ja właśnie nie wiem, więc dopijam drugą kawę z trzech łyżeczek, do pracy zabieram energy-drinka, w drodze do domu kupuję sobie kwiaty (które okazują się chryzantemami) i pytam...jak żyć?
Oraz...kiedy piec?
W ostatni (wolny) weekend września, dla odstresowania upiekłam sobie (i rodzinie) genialny sernik.
Właściwie desernik, bo trochę za niski na sernik, w deserowej porcji, ale wciąż z sera.
Poza tym, ze śliwkami, choć właściwie z puree śliwkowym, bo śliwki usmażone i zmiksowane, ale wciąż śliwkowe.
I tworzą ładne esy-floresy.
Dość pitu pitu - sernik czy desernik - ciasto jest przepyszne, serio.
Zniknęło w jedno popołudnie,bo każdy chciał spróbować (ale nie każdy jeszcze mógł ;)) i niech to będzie najlepszą rekomendacją.

Przepis z Kwestii Smaku, beszczelnie kopiuję ze strony, od Asi.
Desernik śliwkowy
/forma 20x30, ja zmniejszyłam proporcję bo robiłam w formie 23x23/
(wartość energetyczna porcji - ok. 250 kcal)

Ciasto kruche na spód:
200 g mąki pszennej
80 g mąki ryżowej (lub ziemniaczanej)
szczypta soli
2 łyżki cukru
170 g zimnego masła
kilka (około 5 - 6 łyżek) zimnej wody

Masa serowa:
500 g sera, zmielonego twarogu (użyłam z wiaderka, twaróg ''Jana'')
3/4 puszki (o wadze 533 g, np. Gostyń) słodzonego mleka skondensowanego
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (niekoniecznie)

+ do masy dodałam jeszcze 2 łyżki mąki pszennej, bo wydawała mi się rzadka trochę

Mus śliwkowy:
250 g śliwek, wypestkowanych i pokrojonych na kawałki
2 - 3 łyżki brązowego cukru (użyłam zwykłego, białego)

Przygotowanie:

  • Ciasto kruche na spód: obydwie mąki przesiać razem do miski, dodać sól, cukier i pokrojone na kawałki zimne masło. Palcami rozetrzeć masło z mąką. Szybko zagnieść ciasto, formując kulę, dodając po łyżce ziemnej wody. Zawinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 20 minut.
  • Wyciąć dwa arkusze papieru do pieczenia, większych niż forma do pieczenia. Schłodzone ciasto włożyć pomiędzy dwa arkusze papieru i rozwałkować na placek. Przenieść bezpośrednio do formy i odlepić górny arkusz. Jeśli ciasto nie jest równomiernie rozwałkowane lub się porwało, można dokleić brakujące miejsca palcami. Spód podziurkować widelcem i wstawić do schłodzenia do lodówki na minimum pół godziny (lub do zamrażarki jeśli się nam spieszy). Piekarnik nagrzać do 220 stopni. Formę z zimnym ciastem wstawić do nagrzanego piekarnika i piec na złoty kolor przez około 25 - 30 minut.
  • Mus śliwkowy: na patelnię włożyć śliwki i brązowy cukier, smażyć przez około 2 - 3 minuty, aż śliwki zmiękną i pokryją się syropem z cukru. Przełożyć do blendera i zmiksować (razem ze skórkami) na gładki mus, ostudzić.
  • Masa serowa: piekarnik nagrzać do 170 stopni. Do misy miksera włożyć twaróg i mascarpone, zmiksować na gładką masę. Na małych obrotach miksera zmiksować masę z jajkami a następnie z mlekiem skondensowanym i wanilią. Miksować tylko do połączenia się składników w jednolitą masę.
  • Masę serową wylać na upieczony kruchy spód. Łyżeczką od herbaty wyłożyć mus śliwkowy, starając się "kłaść" go na powierzchni, a nie zanurzać w masie serowej. Cieniutkim patyczkiem lub najlepiej wykałaczką zrobić kilkanaście ósemek w masie serowej, rozprowadzając mus po całej powierzchni, tworząc jednocześnie fantazyjne wzorki.
  • Wstawić do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 160 stopni. Piec przez 30 minut, aż masa zastygnie i nieco podniesie się na bokach i zrumieni. Po upieczeniu, wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki a po 5 minutach otworzyć cały piekarnik i wysunąć sernik. Całkowicie ostudzić i wstawić do lodówki do zastygnięcia na około 4 godziny lub na całą noc. Jeśli przechowujemy sernik w lodówce, przed podaniem należy wyjąć go minimum pół godziny - godzinę wcześniej, aby spód zmiękł (będąc w lodówce twardnieje ze względu na dużą zawartość masła

poniedziałek, 29 września 2014

Central Cafe - najlepsze śniadanie we Wrocławiu

Pamiętam, że jak tylko otwarto tą uroczą, śniadaniową knajpkę, (chyba jako jedną z pierwszych, we Wrocławiu) marzyło mi się, by zjeść tam śniadanie.
Prawda jest jednak taka, że bez zjedzenia rano czegokolwiek nie wyjdę domu, tym bardziej w niedzielę, kiedy wstając o 12, jedyne o czym marzę to ogromna jajecznica (i duuużo wody ;) ).
Oczywiście, Central Cafe (http://centralcafe.pl/site/) udało mi się w końcu odwiedzić kilkakrotnie, pochłaniając na kolacje ciepłego, cynamonowego bajgla z indykiem i konfiturą tuż przed kinowym seansem (kawiarenka jest vis a vis kina Nowe Horyzonty!), czy zamawiając najlepszą gorącą czekoladę, jaką kiedykolwiek w życiu piłam (i nie ma w tym grosza przesady, sami sprawdźcie!). 
Dalej jednak nie miałam okazji wypróbowania porannego menu, a na zamówienie apetycznej gigant-wieżyczki śniadaniowych placuszków o godzinie 19 pewnie nie znalazłabym żadnego usprawiedliwienia... ;)
Tym razem jednak było inaczej.
To znaczy, dalej nie znalazłam usprawiedliwienia, ale...udało mi się zjeść porządne śniadanie o porządnej, śniadaniowej porze! :) 
Wszystko, dzięki wspaniałemu portalowi Uroda i Zdrowie, który po raz kolejny (pamiętacie TEN wpis o restauracji Zielona?) umożliwił mi przetestowanie takich pyszności, w ramach akcji ''Blogerzy smakują''.
Rzecz jasna, nic nie odbyłoby się bez wiedzy (i zgody!) właścicieli ów śniadaniarnio-kawiarni, za co bardzo, bardzo dziękuję! :)
Central Cafe odwiedziłam wraz z moją przyjaciółką (i najfajniejszym fotografem!) w niedzielę (!), o 10:30 (!!), specjalnie w tym celu przeznaczając sobotni wieczór na oglądanie meczu Polska-Niemcy (no i może jedno, malutkie martini.. ;)).
Już z daleka, widok zapełnionego ogródka na zewnątrz kawiarni, informowała nas że ''tu można dobrze zjeść'', jednocześnie budząc nadzieję, na znalezienie wewnątrz wolnego miejsca.
W środku zatem, powitał nas zapach świeżo parzonej kawy, uśmiech pana zza baru oraz...komplet zajętych stolików.

Niezrażone tym faktem, dokonałyśmy swojego zamówienia, które składało się 
 z:
- dowolnie wybranego bajgla z menu (zdecydowałam się na na najbardziej intrygującą pozycję: boczek teryiaki + serek daktylowy) (11,50zł)
- dwóch, ulubionych kaw (latte + latte) (2x9 zł)
- upragnionej, plackowej wieżyczki (17zł), ze specjalnie dobraną kompozycją dodatków, które miała być niespodzianką... :)
W międzyczasie zwolniło się nam najlepsze miejsce w knajpce i przy akompaniamencie naszych burczących brzuchów i piosenek Justina Timberlake'a (moja fanatycznie zakochana w nim towarzyszka, była wprost zachwycona!), oczekiwałyśmy na pyszne śniadanko.
 
Już po chwili, na naszym stole pojawił się ciepły, przekrojony na pół, pełnoziarnisty bajgiel (zapomniałyśmy same wybrać rodzaj pieczywa, ale w kawiarni możecie przebierać między pszennym, razowym, cynamonowym z żurawiną, czy nawet cebulowym!), wypełniony chrupiącym, grillowanym boczkiem, liściem kruchej sałaty lodowej oraz zaskakującym w smaku (ostro-kwaśno-słodki?) serkiem daktylowym.
Bajgiel świetnie smakował popijany pyszną, delikatną latte, otuloną lekką, kremową pianką...
 Czas jakby zwolnił bieg, świat zatrzymał się w miejscu, rozmowy na chwilę zawisły, a apetyt...się zaostrzył. ;)
Nie musiałyśmy długo czekać, bo nagle naszym oczom ukazał się talerz (a właściwie ciężka, żeliwna patelenka?) z pokaźną wieżyczką (nie, wieżą!) grubaśnych pankejków przykrytych tęczą owoców (w tym figi i pitaja!).
Całość hojnie oblana ukochanym, zagęszczonym mlekiem... 
Zdążyłam tylko palnąć głupie ''o kurde!'' i już zabierałyśmy się do podziału tego plackowego 'tortu'...
Puchate placuchy (nawet podzielone na pół) okazały się nie tylko bardzo smaczne, ale też...niesamowicie sycące!
To wprost idealna porcyjka dla jednej wygłodniej (np.po sobotnich wojażach) osoby lub dwóch łasuchów, które właśnie zjadły smakowitego, chrupiącego bajgla. :)
Jakby tego było mało, po obfotografowaniu wszystkich zakamarków Central Cafe oraz obowiązkowej selfie w wielkim lustrze kawiarni, ustawiłyśmy się w kolejce po...jeszcze! ;)
 Na słodką pamiątkę, zamówiłyśmy na wynos świeżutkiego croissanta z marcepanem (3,50zł), chodź gdybyśmy tylko mogły, z chęcią zabrałybyśmy wszystkie smakołyki, pyszniące się zza szklanej gabloty (widzicie TE ciasta i desery?!).
 Oczywiście, nic nie stoi temu na przeszkodzie, a jest tylko sensownym powodem do kolejnych odwiedzin tego klimatycznego, niezwykłe przytulnego miejsca... :)
Z czystym sumieniem, oświadczam, że Central Cafe zdecydowanie znajduje się na pierwszym miejscu, wśród moich ulubionych miejsc na kulinarnej mapie Wrocławia.
Założę się, że zauroczy i Was!
Nawet, jeśli nie wychodzicie z domu bez śniadania to...na drugie śniadanie, lunch, deser czy kolacje - wstąpcie właśnie tam! :)

Central Cafe
ul. Św. Antoniego 10,
50-073 Wrocław

kontakt@centralcafe.pl
tel. 71 794 96 23
strona: http://centralcafe.pl/site/
fejsbuk: https://www.facebook.com/centralcafepolska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...