piątek, 2 września 2016

Ratunku - moje uda się stykają! Thigh gap - czyli o modzie na głupi trend


Zacznijmy od początku. Co to jest to całe, tajemnicze ''thigh gap''?
Czemu marzeniem dzisiejszych kobiet (nie tylko nastolatek!) jest posiadanie perfekcyjnej (?), choć tak trudno osiągalnej ''przerwy między udami''?
Ściślej - takiego stanu sylwetki, kiedy stojąc prosto, stopa przy stopie, wewnętrzna część ud nie styka się ze sobą, tworząc wolną przestrzeń między nimi, co ma nadawać całej figurze smukły, by nie powiedzieć, wychudzony wygląd.

Przeglądam zdjęcia popularnych kont dziewczyn na Instagramie. Te z cyklu fit lifestyle typu 'jem tylko nasiona chia, hummus i bezglutenowy ryż z kurczakiem', szafiarki i blogerki z perfekcyjnię zrobionymi brwiami, motywatorki, które schudły x-kg, laski, które wyciskają na klatę więcej, niż niejeden paker w fitness academy i dumnie prezentują swój sześciopak. Do tego jeszcze tumblr girls, które są sławne, z tego, że są sławne, noszą superstary, nadęte usta i czapki wpierniczolki. 
Wszystkie oczywiście łączy jedno - mają thigh gap. 
No, a przynajmniej potrafią tak ustawić się do selfie w lustrze, że wygląda to tak, jakby posiadały idealną przerwę między udami. Nie ma się co czarować - Instagram kłamie, internet kłamie, a to, co cieszy się największą popularność nie zawsze jest odzwierciedleniem rzeczywistości. 
I tak - posiadanie wyśnionego ''thigh gap'' nie zawsze jest prawdą. 
I nie w każdym przypadku jest możliwe do osiągnięcia.
jak ustawić się do selfie, by wyglądało, że mam thigh gap, nawet, jeśli jej nie mam? ;)
modelka Iskra Lawrece, udowadnia, że za pomocą odpowiednich trików, w prosty sposób można 'wyczarować' przerwę między udami

Po pierwsze - oczywiście, posiadanie przerwy między udami może być rzeczą nabytą. Odpowiadają za to specjalne ćwiczenia (tak, internet roi się od filmików obiecujących wymarzone 'thigh gap') w których prześcigają się youtuberki. I muszę być tu uczciwa, że i ja padłam ich ''ofiarą'' w pewnym momencie swojego życia. Kiedy wychodzisz z recovery ze stanu śmiertelnie niskiej wagi, a Twoje ciało coraz bardziej przypomina piękną, młodą kobietę (o zgrozo!) niż androgeniczną nastolatkę bez biustu  - zaczynasz rozpaczliwie chwytać się metod zastępczych, które choć w ułamku zatrzymają w Tobie smukłość chłopca z gimnazjum. 
No i potem bang, bo okazuje się, że godziny poświęcone na ćwiczenia są nic nie warte, a upragnionej, ''między-udowej'' przerwy jak nie było, tak nie ma. Co więcej - uda jakby stykają się ze sobą jeszcze bardziej, bo oczywiście trenując, wzmacnialiśmy ich mięśnie, a co za tym idzie - spowodowaliśmy rozrost tkanki mięśniowej. I gdzie tu, kurcze, sprawiedliwość, pytacie.
         
na zdjęciu ja: lipiec 2012, zaawansowana anoreksja, waga ok 40 kg 

na zdjęciu ja: marzec 2016, po recovery osiągnęłam 'zdrową' wagę 55 kg i kobiecą sylwetkę ze stykającymi się z sobą udami, tu i tak stoję w lekkim rozkroku, by temu zapobiec ;)


te ćwiczenia wykonywałam jakiś miesiąc temu, przez dwa tygodnie - efekt? Jeszcze bardziej rozbudowane uda! 

Drugą metodą, zupełnie nie polecaną, a praktykowana przez większą część środowiska instagramowo-tumblrowego są oczywiście diety cud, czyli tzw. głodówki. Innymi słowy, w moim jak i w wymienionych powyżej dziewczyn przypadku, oznacza to nic innego jak wpędzenie się w zaburzenia odżywiania, konkretyzując: anoreksję i bulimię.
Długie, patykowate nogi, które przypominają łydki bez ud na całej swej długości, to właśnie 'magiczny' efekt zjadania 500 kcal/dzień lub, co gorsza, niezjadania ich wcale. 
Co prawda, upragnione 'thigh gap' jest i to bez fizycznego wysiłku, ale za to kosztem poczucia: beznadziei, depresji, wiecznie burczącego żołądka, obsesji na punkcie jedzenia i tego.. że w lustrze wciąż widzimy grubaska! W dodatku, oczywiście, z nadal stykającymi się ze sobą, 'tłustymi'' udami. Masakra. Nie tędy droga. You do it wrong.
na zdjęciu powyżej nie ja!
na zdjęciu ja: październik 2013
na zdjęciu ja: październik 2013

Po trzecie, a przy tym najbardziej gwarantujące posiadanie przerwy między udami bez wyrzeczeń i katorżniczych ćwiczeń jest...- i tu uwaga! - nasza naturalna budowa ciała!
Nie ma się co zwodzić, z tym trzeba się urodzić!
Przerwę między udami zapewnia sylwetka o szerokich biodrach - taki rozstaw sprawia, że nogi w naturalny sposób są takie, jakbyście właśnie zsiadły z konia, całkiem obrazowo, nie ubliżając nikomu, oczywiście. 
Wszystko za sprawą rozłożenie kości miedniczych, które w okresie naszego młodzieńczego wzrostu, już na starcie decydują, czy będziemy miały możliwość ''pochwalić'' się szparką, czy też nie. Tą między udami, oczywiście.
Możecie ważyć nawet 70 kg, a Wasze BMI wcale nie musi być idealne - jeśli jesteście posiadaczkami sylwetki, w których biodra są proporcjonalne szersze od talii - tadam! - ''thigh gap'' będziecie mięć ot tak, nawet, jeśli zjecie o jednego burgera za dużo.
Osobiście, znam osoby w swoim otoczeniu, które, nie mają nawet pojęcia o tym głupim trendzie, jedzą co chcą, a ich uda i tak się ze sobą nie stykają. Cóż, życie.

Czwartą rzeczą i chyba najważniejszą, jest...zaakceptowanie siebie!
Przyznam, mi również zajęło to sporo czasu i jeszcze do niedawna wzdychałam do photoshopowych piękności z Instagrama, wyginając się do lustrzanych selfie tak, by ''odpowiednio chudo'' uwiecznić swoje uda, które w rzeczywistości od zawsze przylegały do siebie centymetr przy centymetrze, z powodu wąskich bioder i tym samym bardziej rozbudowowanej, ekhmm, dolnej części ciała (wciąż zastanawiam się, nad zajęciami z twerkowania ;)).
W moim przypadku, posiadanie ''thigh gap'' było możliwe jedynie dzięki głodówkom, co jednak nie zapewniało mi poczucia szczęścia, a już na pewno, nie zapewniało zdrowia.
ja na wakacjach w zeszłym roku: waga ok 53 kg
ja na wakacjach w tym roku: waga 57 kg

Parę dni temu, jakby na potwierdzenie i umocnienie tego, że jesteśmy piękne takie, jakie jesteśmy, wpadłam na bardzo ciekawy, krótki artykuł zamieszczony przez Teen Vogue (klik), mający na celu wypromowanie nowego, internetowego trendu - i to był strzał w dziesiątkę!
Aby położyć kres dążeniu do rozsławionej przez media, wychudzonej sylwetki, internauci wymyślili nowy!
''Mermaid thigh'', bo o nim mowa, to nic innego jak ''syrenie uda'', czyli kobiece uda, które...całkowicie się ze sobą stykają! ;)
Co więcej - w ten sposób przypominają syreni ogon, nadając właścicielce magiczny status syrenki - która z nas w dzieciństwie nie marzyła (ja w sumie dalej to robię ;)) o tym, by nią być ? 
W taki sposób, o wiele łatwiej zaakceptować swoją sylwetkę, mając na uwadze, swoją bajkową wyjątkowość, czyż nie? :) 

Jak widać, moda to sprawa przemijająca, a w obecnych czasach jej wyznacznikami jesteśmy my sami. 
Chcąc nie chcąc, człowiek jest istotą stadną i asymiluje się ze społeczeństwem poprzez - bardziej lub mniej świadome - naśladownictwo.
Zadbajmy więc o to, by trendy, które promujemy w mediach społecznościowych, były nie tylko przyjemne dla oka, ale też dla ciała i...umysłu! ;)
Tym samym, podchodźmy do ''internetowej rzeczywistości'' na pół serio, z dystansem traktując wszystko to, czym karmią nas - swoją drogą potężne w oddziaływaniu - instagramy i tumblry.
Przede wszystkim jednak, nauczmy się lubić siebie. Kochajmy siebie za to, kim jesteśmy, a nie jakie majtki celvina kleina założymy dziś do zdjęcia.
Potencjalne wady zamieniajmy w zalety, doceniając to, że każdy z nas jest absolutnie wyjątkowy.
W końcu życie, może być jak z bajki! :)



czwartek, 1 września 2016

Koktajl bananowo-porzeczkowy - na wakacyjny wrzesień! :)


1 września - 6 dni do wakacji.

Jeszcze poranki są ciepłe, takie letnie, jeszcze przed chwilą był środek wakacji, dzieci sąsiadów nie chodziły spać po dobranocce i ciemno robiło się (za)późno.
Wieczorami za to marzną mi ramiona, kiedy poplątana słuchawkami idę na autobus, a noc jest wszędzie tak mocno i bardzo, że chcę tylko koca i herbaty zielonej, a najlepiej gorącego kakao, bo takie najbardziej smakuje jesienią...

...ale stop! Przecież wciąż mamy lato, jeszcze tych kilka gorących dni, parę nadziei i wakacje, które dopiero się zaczną! :) 
Wyjeżdżam, wracam u schyłku lata, na dzień przed rozpoczęciem mojej ulubionej pory roku.
Na śniadanie, zamiast gorącej herbaty, wciąż piję koktajl z dodatkiem ostatnich, letnich owoców, na przekór przetrzymując lato. :)



Wy także możecie zatrzymać swoje wakacje!
Taki koktajl to świetny pomysł na zdrowe, pyszne śniadanie w pierwszych dniach września!
Dzięki niemu, Wasze lato będzie trwać jeszcze dłuugo, duuugoo, a Wy, nawet chodząc do szkoły, wprawicie się w radosny, wakacyjny klimat od samego poranka. :)



Koktajl bananowo-porzeczkowy
/1 porcja - ok 300 kcal/

  • 220 ml maślanki
  • 1 mały banan (najlepiej wcześniej zamrożony, koktajl będzie bardziej gęsty)
  • duża garść (ok. 80 g) czerwonych porzeczek - mogą być mrożone
  • dwie łyżki mleka - pcjonalnie, do uzyskania odpowiedniej gęstości
  • opcjonalnie cukier do smaku - u mnie 2 łyżki trzcinowego
Wszystkie składniki wrzucić do misy blendera, zmiksować, przelać do szklanki i pić schłodzony. :)



         

niedziela, 28 sierpnia 2016

Figi na waniliowym serku - śniadanie na trawie


W przeszłość przenoszą nas wspomnienia, a w przyszłość - marzenia.
Herbert George Wells

Od kiedy wróciły upały, trochę jakoś mniej piekę.
W zasadzie, od kiedy trwa lato, w kuchni szykuję jedynie śniadanie i raczej nie ma mnie w domu.
Raczej włóczę się po obcych miastach, krajach i własnych marzeniach.
Poznaję nowych ludzi, w nowych, ulubionych miejscach odkrywam nowe, ulubione smaki.
Stawiam na prostotę, bo nie lubię niejasnych zawiłości.
W weekend zjadamy więc najprostsze śniadanie na trawie, a potem, naturalnie, jedziemy nad jezioro.
Nie chcemy stracić nic, z tak pięknego dnia. :)

Moje ulubione, letnie śniadanie jest proste, lekkie i naprawdę pyszne.
Świeże, słodkie figi, skąpane w aksamitnym serku waniliowym, skropione ulubionym miodem ze spadzi iglastej...
To przecież tak, jakby zaczynać dzień od deseru! :)
Szybko przygotowane, szybko znika i...już szybko można wyruszyć, by odkrywać świat! :)
Figi na waniliowym serku, z miodem
/ok. 2 porcje/
(wartość energetyczna porcji: ok 350 kcal)
  • 400 g  serka waniliowego (u mni taki z bedronki, z pokruszoną laską wanilii)
  • dwie, świeże figi
  • ulubiony, płynny miód (u mnie spadziowy)

Serek nałożyć do miseczek, dodać pokrojoną figę, skropić ulubionym miodem, jeść na trawie, najlepiej w towarzystwie. :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Torcik brownie z borówkami - niech lato trwa wiecznie

''Klinicyści powiedzieli mi, że nasza emocjonalność jest zatrzymana w wieku, w którym
zaburzenia odżywiania przejęły kontrolę nad naszym życiem.
Kiedy zdrowiejemy, podnosimy się emocjonalnie w wieku, w którym to wszystko zostało przerwane.''
~ Jenni Schaefer, Goodbye Ed, Hello Me

Niektórzy dziwią się, czemu wciąż robię głupie rzeczy.
Czemu zachowuję się jak nastolatka, a wygląd tylko to potwierdza.
Czemu co weekend wracam z imprez o 8 rano, farbuję włosy na turkusowo
i jadę na wschód słońca, nad jezioro, z dopiero co poznanymi ludźmi.
Czemu intensywnie się zakochuję, szybko odkochuję, przeżywam skoki nastrojów i te wszystkie, emocjonalnie rozterki.
Mówię przyjaciółce, że to przecież jest fajny wiek, kiedy to wszystko przeżywam po raz pierwszy.
Wiek, kiedy (nie)mam 25 lat.
Wiek, w którym przecież znów mam, te zahibernowane przed atakiem anoreksji, 19 lat.
Realizuje swoje dawne marzenia, o których na chwilę (7 lat?) zapomniałam.
Wrzucam na youtube swój cover piosenki zespołu, na którego koncert w Austrii właśnie kupiłam bilet, a co tam.
Nic nie mogę stracić, nic nie chce przegapić.
Chcę nadrabiać życie, chłonąć je,
chcę je mieć tu i teraz.
Niczego nie żałować, za dobre chwile dziękować.
           

Torcik miał wyglądać w sumie inaczej. Trochę bardziej elegancko, bita śmietana miała być bardziej sztuczna, bo z fixem, ale wtedy trzymałaby jakiś fason, a nie frywolnie wypływała na boki.
A. powiedziała, że torcik jest ładny, bo wygląda tak 'wiejsko', mam nadzieję, że miała na myśli ''sielsko''.
Bo przecież jest sielsko pyszny, sielankowo znakomity.
Bardzo czekoladowy, jak to brownie, ciężki, zwarty, słodki, a bita śmietana dodaję mu letniej lekkości.
Borówki, cóż, miały być malinami, ale pani na straganie powiedziała, że w tym roku nie ma malin.
Chyba nie mówiła prawdy, bo potem minęłam trzy stragany, które maliny miały.

Torcik brownies z borówkami
/tortownica 16cm/
  • 200g czekolady gorzkiej
  • 50g czekolady mlecznej
  • 150g masła
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 100g mąki
  • 4 jajka
  • kropla aromatu waniliowego
+   375ml śmietany 30%
     3 łyżki cukru pudru
     śmietan fix
     1 opakowanie borówek

1. W rondelku roztapiamy masło, dodajemy połamaną na kawałki czekoladę, mieszamy do rozpuszczenia, odstawiamy do przestygnięcia.
2. Jajka miksujemy z cukrem i aromatem na puszystą masę. Do jajecznej masy dodajemy czekoladę z masłem i znów miksujemy.
3. Do jajeczno-czekoladowej masy przesiewamy mąkę i mieszamy, tylko do połączenia się składników.
4. Foremkę (16 cm średnicy) wykładamy papierem do pieczenia, a boki smarujemy masłem. Przelewamy do niej ciasto.
5. Pieczemy ciacho przez 30 minut w nagrzanym do 180 stopni piekarniku.
Ciasto powinno być mokre. :)
6. Po wyjęciu z piekarnika, ciasto studzimy, najlepiej kilka godzin, a jak już będzie ostudzone, kroimy je na dwie części.
7. Śmietanę ubijamy na sztywno, z cukrem pudrem i ew. śmietan fixem (masa będzie bardziej zwarta)
8. Blaty przekładamy bitą śmietaną, zostawiając jeszcze śmietanę na wierzch ciasta. Przystrajamy delikatnie borówkami.
9. Ciasto można ponownie na chwilę schłodzić w lodówce. :)

czwartek, 28 lipca 2016

Naleśniki z mascarpone, owocami lata i białą czekoladą


Upał, gęsty i lepki niczym miód, ospale rozlewa się po polach. Powietrze pachnie nonsensem, pozorami spokoju i beztroski.


Lato niczym leniwy kot, rozciąga się, pręży, wyciąga do słońca, 
wygrzewa myśli.
Z ciepłym wiatrem przynosi mi tę zagubioną na chwilkę beztroskę,
wolność, ufność, maliny i jagody.
Naleśniki są najlepsze, kiedy nieproszony budzik zadzwoni przypadkiem o 5:30,
i trzeba iść do sklepu, bo przyziemnie nie ma mąki, a powietrze o szóstej rano,
jest takie rześkie, lekkie, 
jakby nigdy nie znało upału.


Naleśniki nadziane śmietankowym mascarpone, wypełnione po brzegi najlepszymi dobrociami końcówki lipca.
Delikatnie polane ciepłą, roztopioną, białą czekoladą...
A czym smakuje Wasze lato?

Naleśniki z mascarpone, owocami lata i białą czekoladą
/6 naleśników/

ciasto:
  • szklanka mąki pszennej (130g)
  • 1 jajko
  • 125 ml mleka
  • 200 ml wody
  • 1 łyżka oleju
Wszystkie składniki wrzucić do miski i zmiksować. Na natłuszczoną, rozgrzaną patelnię wylewać po chochelce na jednego naleśnika. Smażyć z obu stron, do zrumienienia.

nadzienie:
  • 200 g mascarpone
  • 100 ml śmietanki 30%
  • 3 łyżki cukru 
  • ulubione, letnie owoce - u mnie maliny i borówki
  • polewa: roztopiona, biała czekolada
Śmietankę ubić mikserem na sztywno. Dodać mascarpone i cukier, zmiksować do połączenia.
Rozsmarowywać nadzienie na naleśnikach, posypać borówkami i malinami, składać w ulubiony sposób. :)
Polać po wierzchu roztopioną, białą czekoladą.



poniedziałek, 25 lipca 2016

Jagodzianki brioche z białą czekoladą


Jeśli coś było na tyle ważne, że nie możesz o tym zapomnieć wiedz, że musi do ciebie wrócić. Może w innej osobie, innym miejscu, czasie, ale wróci.
~ Fiodor Dostojewski


Kiedy miałam 19 lat, pierwszy raz fizycznie odczułam, że nie można mieć wszystkiego.
Przyznam, budziła się we mnie straszliwa niezgoda i płaczliwy bunt, że jak to tak nie można, kiedy od kołyski utwierdzali mnie, że mogę mieć wszystko, czego zapragnę.
Że jeśli zamarzę, to osiągnę, a jeśli poproszę, to otrzymam.

Z czasem nauczyłam się więc, że nie można mieć wszystkiego, ale można sprawić, że to, co mamy jest wszystkim.
I, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.
Na przykład to, że ludzie zmieniają się po to, abyś móc nauczyć się ich sobie odpuszczać.
Albo to, że wierząc w mrzonki i złudzenia, uczymy się ufać tylko sobie.
No i najważniejsze - że dobre rzeczy rozpadają się tylko po to, aby jeszcze lepsze mogły powstać…

Kiedyś już pisałam, że te drożdżówki będę piekła swoim wnukom, a przepis przekazywała z pokolenia na pokolenie - nic więc dziwnego, że na blogu pojawiają się już po raz trzeci (były już ze śliwkami i cynamonową kruszonką oraz z owocami lata).
Dlaczego?
Są idealnie miękkie, puszyste i wyrastają olbrzymie.
Mogą być z bardzo słodką kruszonką, lub zupełnie bez niej.
Można nadziać je ulubionymi owocami, dżemem, nutellą czy czymkolwiek innym.
Wystarczy ciasto zagnieść wieczorem, a rano po prostu je upiec.
I cieszyć się smakiem ciepłego, drożdżowego ciasta z jagodami i gorącą, jeszcze płynną, białą czekoladą...
Te drożdżówki to doskonały przykład, że można mieć wszystko.

Jagodzianki brioche z białą czekoladą
/13 bułeczek – 11 weszło do tortownicy 28 cm, dwie upiekłam poza nią/
(wartość energetyczna 1 jagodzianki - ok. 250 kcal)

Ciasto:
 370 g mąki pszennej (tortowej lub do wypieków drożdżowych)
 70 g cukru
 7 g (1 saszetka) suszonych drożdży instant
 mała szczypta soli
 100 ml ciepłego (letniego) mleka
 3 jajka (ogrzane do temperatury pokojowej)
 150 g miękkiego masła

 odrobina roztrzepanego jajka do posmarowania ciasta
 300 g jagód, umytych
+ biała czekolada, po 1,5 kostki do każdej bułeczki

Kruszonka:

 50 g mąki
 25 g masła zimnego
 30 g cukru (dałam 15 g wanilinowego + 15 g zwykłego, białego)


Tortownica o średnicy 28 cm, posmarowana masłem i wyłożona papierem do pieczenia

Przygotowanie:

  • Ciasto: do miski przesiać mąkę, dodać cukier, drożdże, sól, mleko i jajka. Wymieszać składniki drewnianą łyżką lub mieszadłem miksera. Wyrabiać ręką przez 10 minut lub 5 - 7 minut za pomocą mieszadła a później haka miksera. Następnie dodawać miękkie masło, cały czas wyrabiając rękami (10 minut) lub miksując (5 - 7 minut). Na koniec otrzymamy gładkie i elastyczne ciasto, które będzie odchodziło od ręki i boków miski. Przykryć ściereczką i odstawić na noc do lodówki do wyrośnięcia lub na 1 lub 1 i 1/2 godziny (ciasto ma podwoić swoją objętość) - polecam jednak wersję z odstawieniem ciasta na noc. :)
  • Wyrośnięte ciasto wyłożyć na posypany mąką blat i podzielić na 12-13 równych części. Formować placki,w środek wkładać po 15, łyżeczki jagód i 1,5 kostki białej czekolady Zlepiać dokładnie brzegi i formować kulki. Układać je w formie łączeniem do dołu, rozkładając równomiernie po całej formie (początkowo nie będą się stykały, gdy wyrosną - połączą się ze sobą). Odstawić na 1 godzinę lub 1 i 1/2 godziny do wyrośnięcia.
  • Kruszonka: wymieszać wszystkie składniki, rozcierać między palcami tworząc kruszonkę - schłodzić w lodówce, na czas wyrastania ciasta
  • Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Wierzch wyrośniętych bułeczek posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać kruszonką. Wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec przez ok 20 minuty, do ładnego zbrązowienia się bułeczek. Po upieczeniu od razu wyjąć bułkę z piekarnika. Podzielić dopiero po ostudzeniu. 

sobota, 9 lipca 2016

Sernik malinowy z białą czekoladą - urodzinowy tort



Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać.
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książe

Tak sobie teraz myślę, całkiem z perspektywy czasu, 
że serio trzeba być aniołem,
by nie będąc moją rodziną,
wytrzymać ze mną w najgorszym okresie mego życia,
kiedy zjedzenie 150g twarożku na kolację, było dozwolone tylko do 19,
a każde wyjście na ciasto (zamiast obiadu, oczywiście!), było okupione
narzekaniem i jękami odnośnie mojej wagi,
wieczną analizą tabeli kalorycznych na opakowaniach produktów w supermarkecie
i siedzeniem o pustym talerzu, gdy wszyscy przy stole jedzą pizzę. 

Anioły, które przypominają nam, jak latać.
Prawdziwi przyjaciele, dla których upieczesz urodzinowy sernik, który zjecie oprócz kolacji, po 21, przed wyjściem na imprezę.
Będziecie śmiać się, pić kolorowe kalorie w procentach i tańczyć do 5 nad ranem, by za cztery godziny zjeść porządne śniadanie.
Będziecie fruwać w przestworzach i zdobywać świat.
Jednak przede wszystkim, będziecie żyć.

Sernik malinowy z białą czekoladą (a właściwie słodyczami w białej czekoladzie!), to niesamowicie idealne, letnie połączenie.
Słodki, lekki i bardzo orzeźwiający.
Rozpływający się w ustach.
Różowy, uroczy, piękny.
Tak właśnie smakuje przyjaźń. :)

Jako, że sernik był niespodzianką urodzinową, niestety nie posiadam żadnego jego zdjęcia w przekroju (chyba, że udało się Wam zobaczyć na moim snapchacie: rocksanka :) ).
Pomysł na dekorację serniczka, zainspirowany tym genialnym przepisem Cukrowej Wróżki.<3
Sernik malinowy z białą czekoladą
/tortownica 16cm/

spód:
  • 100 g herbatników maślanych
  • 50 g masła 

Ciasteczka wsadzić do woreczka, pokruszyć na piasek, np. uderzając w nie wałkiem do ciasta. Ciasteczkowy pył wymieszać z roztopionym w garnuszku masłem i kakao. Na wyłożony papierem do pieczenia spód tortownicy oraz na boki, wyłożyć ciasteczkową masę, wyrównać, wstawić do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

masa serowa:
  • 500 g sera na sernik (u mnie ''Mój ulubiony'')
  • 2 jajka
  • 150 g malin, zmiażdzonych widelcem na papkę
  • 100 g cukru
  • opakowanie cukru wanilnowego
  • 3 łyżki budyniu waniliowego
Wszystkie składniki powinny być w temp. pokojowej. 
Wszystko wrzucić do miski, zmiksować do połączenia się składników.
Na schłodzony, ciasteczkowy spód wyłożyć masę serową, wyrównać,
piec w piekarniku nagrzanym do 160 stopni, przez 45 minut
Po upieczeniu, sernik studzić w uchylonym piekarniku, następnie na noc wstawić do lodówki.
Rano przystroić wierzch :)

wierzch sernika:
  • 100 ml śmietany 12%
  • 50 g białej czekolady
  • słodycze wedle uznania, u mnie: białe kinder bueno, 50 g białej czekolady, 4 białe twixy, kuleczki rafaello, kilka malin do dekoracji
Do garnuszka wlać śmietanę i dodać kostki białej czekolady.
Podgrzewać na malutkim ogniu, aż czekolada się rozpuści i powstanie czekoladowa polewa.
Odstawić z palnika, aż lekko przestygnie i zgęstnieje. 
Następnie, nakładając polewę łyżką, udekorować boki sernika, a później wierzch. Zanim zastygnie, poukładać na serniku słodycze, wedle uznania i fantazji. :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...