wtorek, 9 lipca 2013

Kotek - Płotek i dzienny jadłospis

W moim życiu pojawił się On.
Zupełnie niespodziewanie.
Wyszłam na taras by wywiesić pranie, a ten po prostu wbiegł mi do domu, bez pytania.
Chciał mruczeć, jeść szynkę konserwową w osypce gyros i tulić się. No i ssać.
Ssać wszystko, co popadnie, byleby było moim ubraniem (co ponoć jest objawem choroby sierocej...)
I jak tu się nie zakochać? <3
Całą noc spał przy moich plecach/głowie/nogach/dłoniach, mrucząc przy tym niesłychanie.
No tak, ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś... ;)
Małe, wąsate szczęście. 
Rano wstaję i zamiast zrobić sobie kawę, gotuję (bynajmniej nie sobie) jajko na twardo, bo nieszczęsna szynka się skończyła.
Biały ser też (dzięki, pojutrze będę żyć już o wodzie z kranu...).
Koty jednak lubią jajka. :) 
Póki jeszcze Płotek nie wyjadł mi całej lodówki - prezentuję mój dzisiejszy jadłospis.
Bowiem wkrótce, taki widok może być już rzadki... ;)
 Śniadanie: owsianka (zatęskniłam) na mleku sojowym, z malinami, białą czekoladą (pół tabliczki :D) i siekanymi migdałami
             Obiado-lunch: sałatka grecka + opieczona bułka pszenna              na zakwasie (potem posmarowana masłem)
Podwieczorek: maliny z ubita śmietaną kremówką <3 (NIE dla bitej śmietany w sprayu!)
Kolacja: opieczona kanapka z masłem, jajkiem, majonezem, rukolą, pomidorem i sałatą

poniedziałek, 8 lipca 2013

GiGi cafe - naleśnikarnio - kawiarnia we Wrocławiu

Uwielbiam jeść na mieście i odwiedzać co raz to inne restauracje, bary, kawiarnie...
Tym bardziej te nowo otwarte.
A jeśli dodatkowo są tam wielkie, francuskie naleśniki to... przecież muszę być i ja! :)

Gdzie znajdziesz?
GiGi cafe to stosunkowo młode miejsce, na które natrafiłam podczas sobotniego wypadu do włoskiego bistro Palato Cielo. Obydwie knajpy mieszczą się we wrocławskim centrum handlowym Ferio, w dzielnicy Gaj, przy ul. Świeradowskiej.


Opis:
Do GiGi weszłam jak do kawiarni - popatrzeć zza szybki na ładne ciasta.
Szybko odkryłam, że prócz bajecznych deserów i lodów, zjemy tu sycącą jajecznicę, wypasioną kanapkę czy też pożywną owsiankę na pyszne śniadanie. Wszystko do wyboru z ulubionymi dodatkami!
Jednak jak dziecko ucieszyłam się, gdy na ścianie ujrzałam menu rodem z najlepszej NALEŚNIKARNI - z kilkunastoma pozycjami naleśników słodkich i wytrawnych. 
Dwa obiady po rząd to trochę za dużo, więc jeszcze tego samego dnia przysięgłam sobie powrócić tam nazajutrz... :)
 



Test:
Oczywiście zamawiam naleśnika na słodko. Ok - super słodko, bo nie byłabym sobą. :)
''Banana split'', czyli nutella, biały ser, banan i migdały (których niestety nie odnalazłam </3).
Do tego puszek cukru pudru na wierzchu.
Za taką przyjemność płacę 16 zł.
Naleśnik pyszny, ciasto niezbyt tłuste, mięciutkie i fantastycznie żółte (dodatkowe żółtka?).
Nadzienie szczodre i baaardzo czekoladowe - tak gdzieś na 4 łyżki nutelli.
Wszystko zaklęte w dużym placku o 40 cm średnicy.
Całość rozkosznie słodka, taka, że chce się przymknąć oczy i zamruczeć. :)
Nie ma opcji - z chęcią wpadnę tam o poranku, by spróbować któregoś śniadaniowego specjału.
Może nawet na mym nowym rowerku, o który dbam, jak o dziecko i nie pozwoliłam wstawić go do rowerowni. Co z tego, że teraz idąc w nocy do łazienki, można się zabić o stojącą w przedpokoju przeszkodą(...). :D



Inna naleśnikarnie, które odwiedziłam sprawdź TU. :)

niedziela, 7 lipca 2013

Pizza śniadaniowa - z awokado i jajkiem

Pizza na śniadanie?
Czemu nie?
Taka z awokado i jajkiem to przecież samo zdrowie!
Do tego świeże pomidory, oliwa z oliwek i mamy...bardzo wartościowy posiłek. :)
Nie ma tu tłuściutkiego sera czy innych, 'grzesznych' składników.
Tak, możecie zjeść całą - całkowicie bezkarnie. ^^
Do takiej pizzy dobrze jest użyć już gotowego spodu, bo chyba nikt nie lubi tak dłuuuugo czekać na śniadanie. ;)
Świetnie sprawdzi się tu podeschnięty chleb, jak w tej błyskawicznej pizzy na czerstwym chlebie (KLIK).
Oczywiście, możecie sami przygotować drożdżowe ciasto.
O ile macie stalowe nerwy (i żołądki), a śniadanie może poczekać... do obiadu. :)
Tę pizzę przygotowałam na dokładnie tym samym spodzie, co pizzę błyskawiczną (KLIK).
Zmieniłam jedynie składniki, czas pieczenia no i...pizzowy kształt. ;)
Smak natomiast pozostał podobny - tak samo dobry. <3
śniadaniowy pomysł zaczerpnięty stąd.

Pizza śniadaniowa z awokado i jajkiem
/1 pizza/
(wartość energetyczna całej pizzy - ok. 450 kcal)
  •  spód do pizzy (np. z TEGO przepisu)
  • 1/2 dojrzałego awokado
  • 1 jajko
  • parę plasterków pomidora
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek
  • sól, pieprz do smaku
Awokado obrać, wydrążyć pestkę i rozgnieść widelcem na papkę. Zmieszać z oliwą i przyprawami.
Nałożyć otrzymaną pastę na gotowy spód do pizzy. Ułożyć plasterki pomidora, na nie wbić jajko.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 220 stopni, przez ok. 10 minut (do ścięcia się jaja).
Podawać np. posypane serem feta. :)

czwartek, 4 lipca 2013

Naleśniki idealne z budyniem i malinami

Macie swój ulubiony przepis na naleśniki czy raczej robicie je ''na oko''? ;)
Do tej pory myślałam, że naleśniki, które zawsze smażę są bardzo ok (szklanka mąki + szklanka płynów + jajko + łyżka oleju), dopóki...nie odkryłam TYCH!
Mimo, że jestem fanką grubych placków, to zakochałam się w tych cieniutkich, delikatnych i lekko słodkich naleśniczkach.
Dzięki dodatkowi śmietanki kremówki, smażymy je bez tłuszczu (jedynie lekko natłuszczając patelnię przed usmażeniem pierwszego naleśnika) i wcale nie przywierają. :)
No i najlepsze - mają o wiele mniej kalorii, niż te ze standardowego przepisu.
I wychodzi ich prawie 2 razy więcej! :D 
Jeden, niewinny, suchy placek naleśnikowy to zaledwie 80 kcal!
Fajnie, nie? :)
Cienkie placki napchałam po brzegi śmietankowym budyniem i malinami.
Żeby było ładnie, oblałam czekoladowym sosem.
Żeby było super słodko - obsypałam je potem cukrem pudrem. :)
I pomyśleć, że takie śniadanko (lub obiad/kolacja) to zaledwie 600 kcal.. 
Ideał, no przecież mówię. :)
Przepis na te naleśniki wyczarował francuski restaurator Michel Roux. W końcu dwóch gwiazdek Michelina nie dostaje się za nic... :)
Naleśniki idealne Michela Roux
/6 naleśników - 2 porcje/
(wartość energetyczna porcji, bez dodatkow - ok. 245 kcal)
  • 60 g mąki pszennej
  • 10 g drobnego cukru
  •  szczypta soli
  • 1 jajko
  • 160 ml mleka
  • 50ml śmietany kremówki
  • kilka kropel esencji waniliowej, pomarańczowej lub trochę startej skórki z cytryny (nie dałam)
 + odrobina oleju/masła do wysmarowania patelni przed usmażeniem pierwszego naleśniora


Nadzienie:
  • opakowanie budyniu śmietankowego (lub ulubionego)
  • 500 ml mleka
  • cukier do smaku
  • 200 g malin
  • ew. sos czekoladowy/cukier puder/bita śmietana
Mąkę, cukier i sól wsypać do miski, wymieszać. Dodać jajka, 60 ml mleka, ciągle mieszając trzepaczką. Dolewać resztę mleka i kremówkę ciągle mieszając. Odstawić ciasto w ciepłe miejsce na godzinę czasu.
Przed przystąpieniem do smażenia dodać esencję. Patelnię (22 cm średnicy) posmarować odrobiną oleju/masła i podgrzać. Nalewać cienką warstwę ciasta i smażyć około 1 minuty. Gdy na całej powierzchni ukażą się dziurki, odwrócić naleśnik i smażyć kolejne 30-40 sekund. Przełożyć na talerz. Podawać z  budyniem (ugotowanym wg. przepisu na opakowaniu)  i malinami.
Smacznego :)

środa, 3 lipca 2013

Leczo

Zrobiłam leczo, bo:
1) z aromatycznych, polskich pomidorów wychodzi najlepsze <3
2) zakochałam się w domowym sosie pomidorowym, który zrobiłam do wczorajszej pizzy błyskawicznej (klik)
3) w lodówce znalazłam napoczętą puszkę kukurydzy oraz samotną parówkę z szynki (ale jeszcze w całości)
Właściwie miałam nie dodawać tego wpisu, ale koleżanka mieszkająca obecnie na obczyźnie, zatęskniła za smakiem tej węgierskiej potrawy, przyrządzanej tak często przez polskie mamy. :)
Aromatyczne, lekko ostre, zagryzane pszennym chlebem z masłem.
Leczo.
Specjalnie dla Ciebie, Werka! :) :*

standardowe źródło przepisu.
Leczo
/2 porcje/
(wartość energetyczna porcji - ok. 250 kcal)

2 papryki
1 mała puszka kukurydzy

2 duże pomidory
1 cebula
2 ząbki czosnku
100 g ulubionej kiełbaski (u mnie parówka z szynki :D)

1,5 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki w proszku
ostra papryka w proszku, papryka wędzona (opcjonalnie - ja nie dodawałam)
200 ml sosu pomidorowego (u mnie domowy, z TEGO przepisu)

pieczywo do podania
do posypania tymianek, szczypiorek ( u mnie bazylia)


  • Przygotować warzywa. Paprykę pokroić w kostkę. Kukurydzę obkroić z nasion, kolby wyrzucić, kukurydzę z puszki odcedzić. Pomidory sparzyć wrzątkiem, obrać i pokroić w kosteczkę. Cebulę pokroić w kosteczkę, czosnek zetrzeć na tarce o małych oczkach lub rozgnieść praską. Kiełbasę pokroić na cienkie plasterki.
  • Do szerokiego garnka z grubym dnem włożyć kiełbasę i smażyć na umiarkowanym ogniu z dwóch stron aż lekko się zrumieni, a tłuszcz się wytopi. Kiełbasę wyjąć na talerz.
  • Na wytopionym tłuszczu zeszklić cebulę, dodać czosnek i smażyć przez minutę. Dodać paprykę w proszku (słodką, ostrą, wędzoną) i smażyć kilkanaście sekund. Dodać kukurydzę oraz paprykę i smażyć przez 3 minuty od czasu do czasu mieszając.
  • Następnie dodać pomidory i zagotować. Dodać sos pomidorowy, doprawić solą i pieprzem, przykryć i gotować przez około 12 minut na umiarkowanym ogniu, aż warzywa będą miękkie.
  • Dodać odłożoną kiełbasę, posypać tymiankiem, szczypiorkiem lub bazylią i podawać z pieczywem.

wtorek, 2 lipca 2013

Pizza z czerstwego chleba - gotowa w 15 minut!

Piekłam drożdżowe bułki, chałki, ciasta i chleby. Ba - nawet smażyłam drożdżowe naleśniki (klik) i gofry!
Wstyd przyznać, że do tej pory nie robiłam domowej pizzy
I nie wiele się w sumie zmieniło, bo TA pizza NIE WYMAGA użycia drożdży.
Co więcej - nie trzeba jej wcale wyrabiać, a potem czekać, czekać, czekać...
Tę pizzę zjecie już po niecałych 20 minutach od wyciągnięcia pierwszego składnika z lodówki!
No i wcale nie będą to drożdże... ;)
Wystarczy czerstwy chleb, jajko, ulubione dodatki i...chęć na pizzę!
Wszystko chyba się znajdzie, prawda? ;)
Do zrobienia tej pizzy użyłam mega dużych kromek z włoskiego chleba pszennego, które kupiłam w Lidlu, podczas włoskiego tygodnia. Ich wielkość i kształt idealnie nadają się do przyrządzenia takiej 'chlebowej' pizzy, ale z powodzeniem sprawdzą się też większe kromki ze zwykłego chleba pszennego lub tostowego, które ułożone obok siebie utworzą kwadratową pizzę.
Spróbujcie wykorzystać także podeschnięte, pełnoziarniste pieczywo - dla uzdrowionej wersji. :) 


Chlebowy spód (dzięki namoczeniu w jajku) wychodzi puszysty i mięciutki, konkurując z pizzą na grubym, drożdżowym cieście!
...i nawiasem mówiąc - ma o wiele mniej kalorii niż ten tradycyjny... ;> 
Sprawdzicie? :)


Moją pizzę podałam na obiad z zieloną sałatą, pomidorkami i bazyliową oliwą z oliwek.
Miałam zjeść pół pizzy i sałatkę.
Nie dałam rady. 
Zjadłam wszystko.:D
Wkrótce powtórka - z innymi dodatkami! ;)


Pizza na spodzie z czerstwego chleba
/dla 1-2 osób/
(wartość energetyczna całej pizzy ze zdjęć - ok. 700 kcal) 

  • kromki czerstwego chleba (najlepiej pszennego, u mnie duża kromka z włoskiego chleba, kupionego podczas włoskiego tygodnia w Lidlu), może być tostowy
  • 1 jajko
  • 50 ml mleka
  • sos pomidorowy (u mnie domowy: 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego + 50 ml wody + łyżeczka oliwy z oliwek + pół wyciśniętego ząbka czosnku + sól, pieprz, bazylia do smaku = wymieszać w miseczce, odstawić)
 
 + ulubione dodatki do pizzy:
 W dużej, płaskiej misce roztrzepać jajko z mlekiem, w miksturze zanurzyć chleb po 3 minuty z każdej strony.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni, blachę wyłożyć papierem do pieczenia, na niego położyć chleb.
Chlebowy spód posmarować sosem pomidorowym, ułożyć dodatki.
Wstawić do pieca na 10 minut.
Jeść. :)


poniedziałek, 1 lipca 2013

Makaron z jagodami i sosem jogurtowym z białą czekoladą

Babcia Jasia obiecała mi pierogi z jagodami
Póki co jednak, wypoczywa w sanatorium, a mi pozostaje zadowolić się (pyszną) namiastką tego niepowtarzalnego smaku, jaki potrafią wyczarować tylko babcie...
I wcale nie jest to wymówką przed wałkowaniem ciasta! ;) 
Makaron z owocami pojawił się już na blogu w mega słodkiej wersji krówkowej, z serem i truskawkami (klik).
Jako, że w sobotę na giełdzie zamiast roweru kupiłam dwa litry jagód - dziś zamiast jeździć...jem makaron z jagodami! ;) 
(choć rozważałam jeszcze naleśniki, ale w lodówce nie było jajek... ;<)
Zamiast śmietany - otulony aksamitnym, jogurtowym sosem z białej czekolady...
Udekorowany listkami świeżej bazylii (macie jakiś pomysł, by w doniczce nie więdła zbyt szybko?), która idealnie podkręca smak jagód.

Sos z białej czekolady kusi wyrafinowaną słodyczą, ale przygotujecie go naprawdę błyskawicznie!
Wypróbujcie go również do naleśników, lodów czy innych, ulubionych deserów.
Jego kremowa konsystencja nada królewskiego charakteru każdej, słodkiej potrawie... :)

Makaron z jagodami i sosem jogurtowym z białą czekoladą
/1 porcja/
(wartość energetyczna porcji - ok. 500 kcal)
  •  60 g makaronu penne (u mnie pełnoziarnisty)
  • 100 g jagód
  • 100 g jogurtu greckiego
  • 25 g białej czekolady
  • opcjonalnie: kilka listków bazylii, łyżka cukru
Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu (ja gotuję dłużej, bo lubię rozgotowany :D).
Jagody umyć, przebrać i ewentualnie zasypać łyżką cukru.
W rondelku, na małym ogniu roztopić kosteczki czekolady, ciągle mieszając.
Dodawać stopniowo jogurt grecki, nie przerywając mieszania. 
Makaron przełożyć na talerz, polać sosem, posypać jagodami i opcjonalnie przystroić listkami bazylii.
Owoce z sadu i dzialki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...