Zupełnie niespodziewanie.
Wyszłam na taras by wywiesić pranie, a ten po prostu wbiegł mi do domu, bez pytania.
Chciał mruczeć, jeść szynkę konserwową w osypce gyros i tulić się. No i ssać.
Ssać wszystko, co popadnie, byleby było moim ubraniem (co ponoć jest objawem choroby sierocej...)
I jak tu się nie zakochać? <3
Całą noc spał przy moich plecach/głowie/nogach/dłoniach, mrucząc przy tym niesłychanie.
No tak, ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś... ;)Małe, wąsate szczęście.
Rano wstaję i zamiast zrobić sobie kawę, gotuję (bynajmniej nie sobie) jajko na twardo, bo nieszczęsna szynka się skończyła.
Biały ser też (dzięki, pojutrze będę żyć już o wodzie z kranu...).
Koty jednak lubią jajka. :)
Bowiem wkrótce, taki widok może być już rzadki... ;)
Śniadanie: owsianka (zatęskniłam) na mleku sojowym, z malinami, białą czekoladą (pół tabliczki :D) i siekanymi migdałami
Obiado-lunch: sałatka grecka + opieczona bułka pszenna na zakwasie (potem posmarowana masłem)
Podwieczorek: maliny z ubita śmietaną kremówką <3 (NIE dla bitej śmietany w sprayu!)
