Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Kopytka dyniowe (bez jajek, bezglutenowe, wegańskie)

Proszę, powiedzcie, że dynia Wam się jeszcze nie znudziła! :D
Otwieram lodówkę i wciąż widzę ten sam, litrowy słoik z dyniowym puree, którego jakby nie ubywa.
Przecież go nie wywalę - na śniadanie dyniowe placuszki, na obiad makaron w dyniowym sosie (KLIK), na kolację krem z dyni...
Nie no, bez jaj!
 Bez jaj?
To może...wegańskie, dyniowe kopytka? ;)
Są na mące ziemniaczanej, więc i 'bezglutenowcy' będą się nimi zajadać.  
Dobre ugotowane lub podsmażone na maśle (tę wersję wolę).
Fajne na słono, z twarogiem (tofu dla wegan), solą, prażonymi orzechami włoskimi i świeżo zmielonym, czarnym pieprzem (pozdrawiam mój nowy młynek <3).
Jeśli chcecie trafić do nieba - polejcie je dodatkowo miodem (tak, również te z solą i pieprzem)! ;)

Kopytka dyniowe (bez jajek, bezglutenowe, wegańskie)
/2 porcje - ok. 40 kopytek/
(wartość energetyczna porcji - ok. 220 kcal)

  • 250 g ziemniaków, obranych i ugotowanych
  • 70 g dyniowego puree (KLIK)
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 60 g mąki ziemniaczanej
Ugotowane ziemniaki rozgnieść praską. Dodać dyniowe puree, kurkumę, sól i mąkę ziemniaczaną.
Wymieszać łyżką i zagnieść elastyczne ciasto. Odrywać porcję ciasta i na obsypanym mąką blacie, formować wałeczki. Każdy wałeczek lekko spłaszczyć i kroić ukośnie na kawałki o szerokości ok. 1 cm.
Gotowe kopytka wrzucać na osolony wrzątek. Wyławiać je z garnka zaraz, jak wypłyną na powierzchnię.
Podawać od razu, lub odsmażyć je na maśle, dnia następnego. ;)


poniżej: ja i nie dyniowe (poważnie!) śniadanko (masło orzechowe + mleczko w tubce = omatkojakietodobre). :)



czy ktoś z Wrocławia wybiera się na koncert Happysad, 18 października? :)




niedziela, 18 sierpnia 2013

Zatęskniłam za mamą - zrobiłam sałatkę

Całe 2 tygodnie i 3 dni nie widziałam się z mamą.
Najpierw ja wyjechałam na wakacje -  a gdy wróciłam - ją zaś wywiało nad morze.
Z tęsknoty ( i głodu ) na obiad, zamiast wymyślnych makaronów czy sałatek, zrobiłam kotleta z piersi kurczaka.
Takiego prawdziwego, kotletowego, smażonego, w mące, jajku i bułce tartej. Z ziemniaczkami i ogórkami od babci.
Chciałam poczuć się jak w domu, będąc w nim. 
Do tego zamarzyła mi się sałatka.
Tradycyjna, PRL-owska sałatka jarzynowa z majonezem.
Dokładnie taka, jaką robią wszystkie polskie mamy, na wszystkie polskie okazje.
W sumie, to nie wiedziałam, czy mama dodaje seler i jak dużo ziemniaków ugotować (spoko, zawsze mogę zrobić kopytka :D).

Przepis podaję na pełną salaterkę - taką, żeby i na kolację dla mamy starczyło, gdy po 7 godzinach podróży, wróci dziś z urlopu. :)

Sałatka jarzynowa z majonezem - tradycyjna
/na salaterkę/
(wartość energetyczna w 100 g, w wersji z majonezem Lekkim Hellmann's- ok. 88 kcal )
  • 2 jajka
  • 2 średnie ziemniaki (ok 200 g)
  • średnia marchewka
  • średnia pietruszka (korzeń)
  • jeden, duży ogórek kiszony (może być konserwowy)
  • pół średniej cebuli
  • 3 pełne łyżki majonezu (używam majonez Hellmann's Lekki)
  • sól i pieprz do smaku
Jajka ugotować na twardo.
Ziemniaki, marchew i pietruszką ugotować tak, by były jeszcze leciutko twarde (nie dłużej, niż 25 minut, bo inaczej z sałatki wyjdzie mamałyga).
Wszystkie składniki sałatki pokroić w drobną kosteczkę i wrzucić do miski. 
Dodać majonez, przyprawy i wymieszać.
Przełożyć do ładnej salaterki i odstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny, by się 'przegryzła'.

Podawać z pieczywem. :)


natomiast wczoraj..


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...